Komentarze:
Świt
Tramwaj
Google

Reklama

Sekcja Informacyjna:

Rzeczpospolita Gazeta.pl GazetaPolska niezależna.pl Polityka Onet.pl Wprost Najwyższy Czas Wirtualna Polska.pl Newsweek Nasz Dziennik Salon24 Fronda Interia.pl Angora UważamRze Dziennik.pl Polska Times GazetaPolskaCodziennie.pl NaTemat
Sandra
Zielone mity

Cookie Consent
Świat polityki widziany przez brudne okno tramwaju.
poniedziałek, 04 lipca 2016

Jeśli ktoś miał cichą nadzieję na to, że zapowiadana dobra zmiana będzie czymkolwiek innym niż tradycyjne dla Polski przejęcie władzy w  pezetpeerowskim stylu, to może ją porzucić. Jeśli ktoś miał nadzieję, że obok awantury z Konstytucją, Trybunałem, środowiskiem sędziowskim, przejęciem służby cywilnej, prokuratory i służb specjalnych PiS ma zamiar zadbać o polską gospodarkę, budżet i nasze finanse - niech ją porzuci. PiS intensywnie pracuje tylko i wyłącznie nad jednym:

"Będę konsekwentny w odzyskiwaniu dla PiS urzędu po urzędzie, przedsiębiorstwa po przedsiębiorstwie, agendy po agendzie. Trzeba jasno powiedzieć, że 16 miesięcy po wygranej PiS żaden działacz czy zwolennik naszej partii, który wykrwawiał się w naszych kampaniach wyborczych, nie może cierpieć głodu i niedostatku" - Jacek Kurski w 2007r.  - wyborcza.pl

Slajd numer 27 zaprezentowany przez Mateusza Morawieckiego wiele w tym temacie wyjaśnia

Ten prosty trick otwiera drogę dla partyjnych "ekonomistów" do kolejnych ciepłych posadek na lata. Jeżeli w ostatnim czasie chorowaliśmy na  biegunkę w postaci nepotyzmu i partyjniactwa działaczy POPSL to z dobrą zmianą nasz organizm dopadnie najbardziej złośliwy czerniak. O ile ze sraczką można sobie było szybko poradzić wyborami o tyle nadciągającego nowotworu chemicznym atakiem przez lata nie wygonimy.

Państwowe spółki, firmy, fundusze to zło, które od lat ciągnie w dół naszą gospodarkę. To siedliska partyjnych pasożytów i ich bliższych i dalszych rodzin. To miliony złotych wyrzucane co miesięcznie w błoto na utrzymywanie zapewniających wdzięczność po wyborach stanowisk. To źródło korupcji, nepotyzmu, partyjniactwa i kolesiostwa. Wystarczy tylko popatrzeć na partie, które najgłośniej protestowały przeciwko prywatyzacji by zobaczyć przerażone twarze polityków, którym krok po kroku prywatny kapitał wyrywał intratne stanowiska. Większość z nich poza miłością do partii nie ma nic, a jak już się zdarzy ktoś sprytniejszy ze sporym kapitałem to po szybkiej analizie znajdziemy w jego historii tradycyjne dla partyjnych tuzów powiązania prywatnych spółek z publicznymi pieniędzmi.

Czy Polacy na prawdę zarabiają tak dużo, że za byle ochłapy w postaci 500 plus godzą się na zagarnięcie i zmarnowanie wszystkiego co przez długie lata wypracowywali? Całą kampanię PiS przeleciał wrzeszcząc wściekle o łamaniu umów państwa ze społeczeństwem, o konieczności dobrej zmiany w stosunkach politycy - Polacy. Robią to samo co krytykowali tyle, że jeszcze mocniej i jeszcze bezczelniej. Już pominę to, że przejmują spółki i nasze wspólne pieniądze przy pomocy totalnych ignorantów pchając na państwowe stołki pseudo ekonomistów lub ludzi znikąd. Miernych ale wiernych partii i Prezesowi.

...i jeszcze ten lamerski okrzyk w stylu populistów i demagogów najgorszego sortu "Balcerowicz musi odejść!"...żenujący spektakl, mierni aktorzy, siedzenia niewygodne, do tego niewychowane bydło żre popcorn i chlipie colą nad uchem. Pora sobie zrobić wakacje... innym też polecam. Do zobaczenia we wrześniu.

 

sobota, 02 lipca 2016

Taki termin przylgnie do rządów PiS jak swego czasu do zabaw z prawem przedstawiciela dworu Lecha Wałęsy - Lecha Falandysza. W zasadzie interpretacja Konstytucji jakiej dokonuje dobrazmiana  pachnie mi bardziej posłanką Pawłowicz ale termin kaczyzacja  lepiej się pisze. Co jak co ale to Jarosław Kaczyński jest królem dworu, który tym razem dorwał się do władzy i nie zawaha się jej użyć.

Przypomnijmy na szybko na czym polegała falandyzacja by zrozumieć na czym polega kaczyzacja przepisów Konstytucji. Lech Falandysz wykombinował w swoim czasie trick, który miał pomóc Lechowi Wałęsie pozbycie się dwóch członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Prawo nie przewidywało możliwości odwołania tych osób, jednocześnie wprost tego nie wykluczało. Nie było zatem w sposób jednoznaczny rozstrzygnięte  czy Prezydent może odwołać powołanych przez siebie urzędników czy też nie. Falandysz stwierdził, że jeżeli ktoś ma prawo kogoś powołać na stanowisko, to zgodnie z logiką uprawniony jest również do jego odwołania. Trybunał Konstytucyjny zabrał w tej sprawie głos stwierdzając:

"Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego z konstytucyjnej zasady legalności, jak również z zasady demokratycznego państwa prawa wynika jednoznaczny wniosek, że w przypadku, gdy normy prawne nie przewidują wyraźnie kompetencji organu państwowego, kompetencji tej nie wolno domniemywać i w oparciu o inną rodzajowo kompetencję przypisywać ustawodawcy zamiaru, którego nie wyraził. Trybunał Konstytucyjny w swoim orzecznictwie zajmował w sprawie przepisów kompetencyjnych stanowisko zdecydowane, stwierdzając wielokrotnie, iż przepis kompetencyjny: podlega zawsze ścisłej wykładni literalnej, domniemanie objęcia upoważnieniem materii w nim nie wymienionych w drodze np. wykładni celowościowej nie może wchodzić w rachubę..."

Wróćmy do dnia dzisiejszego choć zajrzymy też do czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. KRS w Konstytucji na podstawie artykułu 179 o sposobie powoływania sędziów jest organem odpowiedzialnym za wnioskowanie do Prezydenta w celu wyboru na stanowisko sędziego sądu powszechnego. Artykuł brzmi:

"Sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, na czas nieoznaczony. "

Kaczyzacja prawa daje Prezydentowi możliwość nie powołania sędziego mimo że literalnie w Konstytucji zapisane jest, że "sędziowie są powoływani" i tylko powoływani. Według mnie literalnie Konstytucja możliwości nie powołania sędziego na wniosek KRS Prezydentowi nie daje i tego powinniśmy się trzymać. Inaczej dajemy możliwość interpretacji prawa konstytucyjnego w zależności od widzimisię polityka. Zgodnie z tym co padło w uzasadnieniu wyroku cytowanego wcześniej. Przypomnę: "przepis kompetencyjny: podlega zawsze ścisłej wykładni literalnej, domniemanie objęcia upoważnieniem materii w nim nie wymienionych w drodze np. wykładni celowościowej nie może wchodzić w rachubę..."

Zwolennicy kaczyzacji prawa konstytucyjnego znajdą inne uzasadnienie do całkiem innej sprawy, w której to TK dał im paliwo do swojej interpretacji w tym przypadku:

"Taka interpretacja dopuszcza możliwość zaistnienia w realizacji przez Prezydenta jego kompetencji uzasadnionego opóźnienia, mogącego powstać na przykład w wyniku analizy kandydatur przedstawionych we wniosku KRS, czy konieczności wstrzymania procedury nominacyjnej ze względu na toczące się w sprawie
danego kandydata postępowanie dyscyplinarne. Tym samym pozwala na prawidłową realizację przez Prezydenta jego prerogatywy, umożliwiając mu dokonanie rzetelnej oceny
kandydatur przedstawionych we wniosku KRS. Jest spójna z ugruntowanym poglądem, że rola Prezydenta w procedurze nominacyjnej nie sprowadza się tylko do roli „notariusza”,
potwierdzającego podejmowane gdzie indziej decyzje (zob. L. Garlicki, op. cit.), lecz dokonuje on samodzielnej oceny przedstawionych mu kandydatur i w konsekwencji może
odmówić uwzględnienia wniosku KRS. Należy mu przyznać prawo odmowy spełnienia wysuniętych wniosków, jeżeli jego zdaniem sprzeciwiałyby się one wartościom, na straży których postawiła go Konstytucja (zob. P. Sarnecki, uwaga 10 do art. 126 Konstytucji, op.cit.)."

Sprawa dotyczyła skargi prezydenta Kaczyńskiego na ustawę z 2001 roku o ustroju sądów powszechnych gdzie jeden z przepisów dawał mu czas na powołanie sędziego w przeciągu miesiąca od złożenia wniosku przez KRS. Prezydent zakwestionował ten przepis jako niezgodny z artykułem 179 Konstytucji. Zwolennicy kaczyzacji prawa z lubością cytują w Sieci fragment uzasadnienia do wyroku (umorzenia) z dnia 5 czerwca 2012 roku Sygn. akt K 18/09 na podstawie uwagi 10 do artykułu 126 pomijając świadomie inny:

"W świetle przeważających poglądów przedstawicieli doktryny nie ulega wątpliwości, że co prawda swoboda działania Prezydenta ogranicza się do zajęcia stanowiska wobec kandydata zaproponowanego przez KRS, jednakże ujęcie kompetencji w zakresie powoływania sędziów w formę prerogatywy podkreśla, że Prezydent nie ma prawnego obowiązku uwzględnienia wniosku KRS, przy czym odmowa powinna mieć miejsce tylko w sytuacji nadzwyczajnej i musiałoby ją poprzedzać przedstawienie KRS zastrzeżeń przez zasiadającego w niej przedstawiciela Prezydenta (zob. m.in. L. Garlicki, uwaga 7 do art. 179 Konstytucji) "

Przypomnę, że Prezydent nie powołania 10 sędziów w żaden sposób wcześniej nie uzasadnił przez swojego przedstawiciela w KRS. Ba...przedstawiciel Prezydenta ale też i posłowie PiS (między innymi posłanka Pawłowicz i prokurator Stanu Wojennego Piotrowicz) będący członkami KRS nawet się nie zająknęli podczas głosowania nad kandydaturami.

 Spór na temat tego czy Prezydent może zakwestionować wniosek KRS i nie powołać sędziego trwa od lat i ilu znajdziemy prawników tyle w tym temacie będziemy mieli zdań odrębnych. Problem polega na tym, że piszący naszą Konstytucję nie przewidzieli, że pewna dowolność interpretacji poszczególnych jej przepisów może służyć walce politycznej, a właśnie to ma miejsce dziś i miało miejsce w latach prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Kaczyzacja prawa bowiem to nie wymysł dzisiejszej władzy ale konsekwentna walka z systemem i demokratycznym państwem prawa od 2005 roku gdy pisowscy dorwali się do władzy.  Najwyraźniej Konstytucja i ograniczenia władzy w niej występujące są jak czyrak na dupie polityków mających swoje czasami chore ambicje. Choć trzeba przyznać, że i polityków poprzedniej władzy łapki świerzbiły do kombinacji w obrębie przepisów Konstytucji.

Artykuł 179 Konstytucji daje obowiązek  oceny i przygotowania kandydatur na sędziego tylko i wyłącznie KRS. Jest to procedura żmudna i długa. Całość znajdziecie w linkowanym wyżej pliku PDF Polecam szczególnie punkt 9 uzasadnienia, który wyraźnie pokazuje dlaczego niektórych tematów nie da się określić szczegółowymi przepisami prawa. Tego już zwolennicy kaczyzacji nie cytują i nie linkują.

Gdzie więc tkwi problem? KRS sędziów nie powołuje bo to Konstytucja oddaje Prezydentowi, który jednocześnie nie ma żadnego wpływu na dokonany przez KRS wybór. Niestety wystarczy więc tylko zła wola jednej ze stron procesu by zablokować w zgodzie z literą prawa polskie sądownictwo. Dlaczego piszę o złej woli? Bo tylko ona taką możliwość daje. Logicznym bowiem jest, że środowisko sędziowskie ma największe kompetencję do decyzji kto nadaje się na sędziego, a kto nie. W procesie biorą też udział przedstawiciele suwerena. Trójpodział władzy jako istotny element państwa demokratycznego nie dopuszcza możliwości blokowania jednej władzy przez drugą. Założeniem trójpodziału władzy jest wymuszenie współpracy ale i nie dopuszczenie do przejęcia władzy totalnej nad państwem przez jedną tylko opcję polityczną lub jednego człowieka. Naruszenie tego fundamentu otwiera drogę dla opcji skrajnych. Kaczyński jest zbyt słaby by wprowadzić w Polsce dyktaturę i mimo mojej niechęci do jego osoby nie uważam by tak na prawdę chciał to zrobić. Jednak likwidacja bezpieczników jakie dokonuje podczas realizacji swoich lekko paranoicznych planów stworzenia nam Katolickiej Polskiej Republiki Ludowej jest jego największą zbrodnią. Kaczyński z pomocą swoich marionetek tworzy prawne precedensy na podstawie których ktoś o wiele sprytniejszy, z silniejszym charakterem i workiem złej woli stworzy nam Folwark Zwierzęcy.

 

czwartek, 30 czerwca 2016

W swoim stylu Jarosław Kaczyński skomentował to co wydarzyło się w Zjednoczonym Królestwie. Zawiodła Unia Europejska, zawiodły jej władze, a przede wszystkim zawiódł Donald Tusk. ...ależ Tusk siedzi w głowie Kaczyńskiego... co z reszta zauważył na twitterze sam zainteresowany. Kaczyński ma potężny kompleks  związany z byłym szefem Platformy Obywatelskiej ale nie o tym w dzisiejszym wpisie. Chciałbym odnieść się do samego poglądu jakoby winę za wyjście Anglii z Unii Europejskiej ponosił ktokolwiek inny niż sami Anglicy.

To wierutna bzdura. Niby co mogły więcej zrobić struktury unijne by zatrzymać marsz brytyjskich lemingów ku przepaści? Pozwolić silniej ograniczyć prawa mniejszości narodowych w tym przede wszystkim Polaków? Pozwolić Brytyjczykom na jeszcze więcej niż mogą mieszkańcy innych krajów członkowskich? Bądźmy szczerzy Wielka Brytania funkcjonowała w UE na specjalnych zasadach i nigdy nie była poddana takim ograniczeniom jak na przykład Polska czy Hiszpania. Jako piąta gospodarka świata z silnym lobby finansowym była ważnym członkiem unijnej społeczności i Unia musiała pójść na szerokie ustępstwa wobec tradycyjnie chłodnej w stosunku do kontynentu Wielkiej Brytanii. Donald Tusk twierdzi, że w negocjacjach z Cameronem Europa dotarła do granicy, której nie dało się już przekroczyć. Z resztą czego by premierowi Wielkiej Brytanii nie dano jako argumentu za pozostaniem w UE to i tak by to rozmienił w swoim kraju na drobne. Decyzję Brytyjczycy podjęli dużo wcześniej i praktycznie nic nie mogło już ich przekonać do jej zmiany. Można było tylko starać się uruchomić tych, którym się nie chciało obronić swojego kraju przed antyunijnym szaleństwem. ...i robiono to...

Przez 20 lat co najmniej tamtejsza #dobrazmiana obrzydzała Brytyjczykom europejską wspólnotę. To samo dzieje się i w innych krajach gdzie do głosu dochodzą szowiniści, skrajni nacjonaliści i eurosceptycy. Dodajmy, że często pompowani oszczędnościami Putina bo to przede wszystkim jemu zależy na rozbiciu jedności europejskiej. To Rosja ma największy problem ze Zjednoczoną Europą. Nikt inny... podział świata na USA i Rosję byłby dla Putina układem wygodnym. Powrót do zimnowojennej retoryki i kręcenie lodów z krajami nienawidzącymi jankesów. Podzielona Europa dbać będzie tylko i wyłącznie o swoje narodowe interesy. Europa zjednoczona zadba o interes całego kontynentu. Stąd intensywna wojna hybrydowa sponsorowana prosto z Moskwy. Stąd wsparcie oligarchów Putina dla skrajnie nacjonalistycznych i szowinistycznych ugrupowań w każdym praktycznie kraju UE. Dodajmy na marginesie, że Polska #dobrazmiana równie mocno wspiera politykę postsowieckiego dyktatora. Czy robi to z rozmysłem czy tylko z głupoty to już temat na inną rozmowę. Za dużo się wokół przedstawicieli pisowskiej dobrej zmiany  dzieje  rzeczy dziwnych by ich działania  antyeuropejskie, a tym samym antypolskie traktować tylko jako oznaki politycznego debilizmu.

Wróćmy do Brytyjczyków. Europa zrobiła co mogła by zagłuszyć antyeuropejską propagandę tabloidów, kabareciarza Nigela i innych antyeuropejskich środowisk na wyspach. Nawet Wiktor Orban, który nie raz nie dwa stawał z Europą do ringu wykazał się zrozumieniem i instynktem samozachowawczym. Mimo, że to nie jego krajanie stanowią największą grupę ekonomicznych emigrantów, potrafił w imieniu Węgier intensywnie wspierać ruchy prounijne na wyspach. Na tym tle polskie władze nie zrobiły kompletnie nic. To nie dziwi w końcu należą to tej samej politycznej hucpy co kabareciarz Nigel Farage i organizacje antyunijne wspierane przez ostatnie oszczędności Putina...

Reasumując Wielka Brytania opuściła Europejską Wspólnotę na własne życzenie omamiona propagandą wmawiającą jej, że 5% europejskiego budżetu wydawanych na unijną administrację to niewiarygodna rozrzutność. Jak lemingi Brytyjczycy dali sobie wmówić, że zaproszeni szybko przez Wielką Brytanię (Unia im tego nie narzuciła) pracownicy z Polski, Rumuni czy innych krajów Wspólnoty zabierają im pracę i benefity. Jak ostatnie głąby dali się przekonać, że w czasach globalizacji  Królestwo jest w stanie funkcjonować  poza Unią tak samo dobrze jak w niej uczestnicząc. Nawarzyli piwa i muszą je wypić sami...

...a polskim politykom płynącym w tym samym ścieku co antyunijne sponsorowane przez Putina organizacje zalecałbym wstrzemięźliwość w ocenach działań tak Unii jak i jej politycznych przedstawicieli. Macie niepowtarzalną szansę by w tym temacie milczeć. Każde Wasze słowo będzie na pewno użyte przeciwko Wam. Jak wczoraj mówił Radosław Sikorski w świetnym wywiadzie dla TVN24 wrogów Unii nikt w Unii słuchać nie będzie...

 

środa, 29 czerwca 2016

Wraca jak bumerang co jakiś czas.  Swojego Prezydenta  uwielbiali wysyłać w niebezpieczne rejony. ...a to na zbombardowane lotnisko w Tbilisi, a to na  frontową wycieczkę przy akompaniamencie kałasznikowa wśród błąkających się kul 7,62mm. ...a przy okazji rozpoczynającej się kampanii wyborczej wysłano Pierwszego  do przesiąkniętego mgłą smoleńskiego lasu.

...tylko ślepiec nie widział celu tych działań...

...gdy ginął rozszarpywany  drzewostanem inni jedli obiad knując przejęcie władzy w partii - Co robili posłowie w Smoleńsku? Jedli obiad

Dziś pamięcią Lecha Kaczyńskiego poniewiera się na różne sposoby. ...a to postawią bezprawnie ośmieszający go kamień z podobizną niepodobną do nikogo ...a to obleśny model prezydenckiej "tutki"  gdzieś w ogrodzie zapyziałym za turystyczną atrakcję robi . ...a to niezależne drukarnie pełną parą płatne pozycje  fałszujące historię drukują. Tak by ostatnią złotówkę z renty wyszarpać na wzór zakonnych tricków władcy dusz z Torunia. ...a to białe księgi sejmowej pracy w prywatnych księgarniach jak świeże bułki na półki są rzucane....a to filmy paranaukowe do gazetki pakują między torbę na zakupy i klapki na lato.

Dochodowy biznes na ludzkiej tragedii to symbol największego zaprzaństwa w dziejach każdej jednej Rzeczypospolitej. To samo się tyczy uprawiania polityki na grobach najbliższych.  ...a oni mówią o przyzwoitości i żądają apeli ku pamięci przy każdej jednej nadarzającej się okazji. 

...ale co tam. Najważniejsze, żeby na stypie smakowało...

piątek, 24 czerwca 2016

Brytyjczycy napędzeni populizmami i demagogią części swoich polityków zagłosowali za wyjściem z Unii Europejskiej. Największy orędownik tego rozwiązania kabareciarz Nigel Farage wieszczy upadek struktur europejskiej solidarności gospodarczej i politycznej. Obserwując reakcje członków Wielkiej Brytanii może się okazać, że pod zdecydowanym przywództwem Niemiec Europa świetnie sobie bez herbaty i flegmy poradzi, a kłopoty dotkną przede wszystkim Brytyjczyków. I to nie tych co głosowali przeciw wyjściu ale właśnie tych co tak tłumnie do lokali wyborczych się udali by zagłosować "Leave". 


Młodzi, wykształceni, z wielkich miast, czerpiący z życia garściami poradzą sobie bez jakichkolwiek problemów. Dla nich Unia oznaczała ułatwienia w kontaktach z Europą, prowadzeniem swoich biznesów ...i w zasadzie tylko tyle. Oni nie potrzebują wsparcia polityków, socjalnej opieki, na nich nie robią wrażenia spadki giełdowe, walut czy notowań. To ludzie otwarci i globalni. Jak nie w GB to gdzie indziej. Już po społecznościowych wall'ach moich znajomych młodych brytyjczyków widzę pierwsze pomysły  związane z ewentualną emigracją do Australli czy Południowej Afryki, że o Stanach nie wspomnę. Dla nich taka decyzja to nic szczególnego bo ich życie przeważnie toczy się na walizkach, zmianach otoczenia, zmianach pracy, czy podróżach po świecie w poszukiwaniu wygodnego do życia i zabawy miejsca.

Gospodarcze i polityczne zawirowania wokół Brexitu już tego w wymiarze realnym dotkną przede wszystkim mieszkańców mniejszych miast i wsi. Pracowników  małych lub średnich firm utrzymujących się  na rynku z powodu dostępności taniej siły roboczej. Zawirowania dotkną też mieszkańców wsi, którym nagle się mogą pojawić przed oczami cła i inne obostrzenia w handlu z resztą Europy. Paradoksalnie Brexit uderzy przede wszystkim w tych co do niego dążyli.

Kolejnym problemem którego komiczny przywódca antyeuropejskiej partii stara się nie zauważyć to rozpad Wielkiej Brytanii. Szkoci, Irlandczycy z Północy ani myślą rezygnować z profitów bycia w Unii Europejskiej. To tam spływały dziesiątki milionów funtów z europejskich funduszy. Londyn im tego w żaden sposób nie wynagrodzi. Szkoci już planują kolejne niepodległościowe referendum. Może też wrócić wytłumiony problem z IRA...

Anglia staje przed wielkim wyzwaniem utrzymania jedności Korony co w dzisiejszej globalnej wiosce jest arcytrudne. Jak tak sobie pomyślę, że na czele stanie niedługo komiczny Nigel to zastanawiam się czy właśnie na moich oczach nie rozgrywa się największy dramat brytyjskiego mocarstwa od czasów Bitwy o Anglię...

 

...

BTW miałem coś przy okazji brexitu napisać o naszych władcach rojących sobie gdzieś tam w głowach plany Europa Plus ale odpuszczam. Pozostawiam Was jedynie z takim oto demotem i refleksją, że żyję w kraju gdzie najpierw głos w ważnej sprawie także dla Polski zabiera prezes partii, zwykły poseł na sejm, a dopiero potem Premier mojego kraju. ...że o braku zdecydowanego głosu z Pałacu Prezydenckiego nie wspomnę.



 

sobota, 18 czerwca 2016

Pomoc frankowiczom była jednym z głównych punktów kampanii wyborczej Andrzeja Dudy. PiS w swojej kampanii także z uwielbieniem głaskał "biednych oszukanych" przez rząd Tuska i banki kredytobiorców. Jednak po wyborach temat frankowych kredytów zaginął gdzieś między 500+, a koniecznością zrobienia "porządku" w Trybunale Konstytucyjnym. TNS Polska dla Instytutu Jagielońskiego zorganizowała więc badanie, które jasno pokazało dlaczego tak się stało.

badanie tns

TNS Polska na zlecenie Instytutu Jagiellońskiego

Łatwo więc zrozumieć, że rządom PiS niespecjalnie zależy na wywiązaniu się z obietnic wyborczych swoich i  Prezydenta. Tyle, że wspomniane badanie pokazuje jeszcze jedną ważną rzecz. Frankowcy najwyraźniej zdają sobie sprawę, że to właśnie PiS zachęcał ich do brania kredytów we frankach negując działania Komisji Nadzoru Bankowego, która chciała bankom ten pomysł na zarabianie dość znacznie ograniczyć. Warto sobie przypomnieć jak to wtedy było by nie nabierać się na kłamstwa głoszone przez niezależna.pl

„Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość z niepokojem przyjmuje zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego tzw. „Rekomendację S” wprowadzające ograniczenia w dostępności do kredytów walutowych, których głównym skutkiem będzie zmniejszenie możliwości nabywania przez obywateli (szczególnie przez młode osoby) własnych mieszkań (..). Niekorzystnym skutkiem „Rekomendacji S” może być sytuacja, w której znaczna część średnio zarabiających Polaków nie będzie w stanie uzyskać dostępu do kredytu z powodu gwałtownego wzrostu jego kosztów. Wprowadzanie sztucznych ograniczeń tamujących naturalny rozwój rynku kredytów nie służy polskiej gospodarce, a już na pewno nie służy obywatelom. Po wejściu w życie tych zmian nastąpi dalsza monopolizacja rynku usług bankowych, a konsekwencje odbiją się na kieszeni klienta.” -  "Przypomnienie publicznej dyskusji o kredytach walutowych" - polecam opracowanie Komisji Nadzoru z cytatami wszystkich, którzy wtedy brali udział w publicznej dyskusji: pdf do pobrania źródło: KNF  ...i link do strony Prawa i Sprawiedliwości: Komunikat KP PiS dotyczący zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego...który jasno pokazuje jaki PiS miał stosunek do ostrzeżeń i konkretnych działań instytucji nadzorującej działalność bankową.

Wróćmy na chwilę do samego franka. Kredyty walutowe są ryzykowne i każdy o tym dobrze wie, a jeśli nie wie to może się dowiedzieć jeśli tylko chce. Każdy rozsądny człowiek tysiąc razy sprawdzi zanim wpakuje się w kredyt na lata. Tłumaczenie, że "banki namawiały bo zarabiały więc oszukały" jest co najmniej dziecinne. Z resztą spoglądając na badanie TNS śmiało mogę napisać: tak sądzi mniejszość kredytobiorców. Większość zdaje sobie sprawę, że to tango zatańczyła z bankami na własne życzenie.

Mimo wszystko politycy chętnie spoglądali na kłopoty frankowiczów czując potencjalny elektorat. Pierwszymi bodajże byli w 2011 roku  uchodźcy z partii PiS czyli legendarne PJN. Z tego co pamiętam to oni pierwsi postanowili się "oszukanymi" przez banki zaopiekować:

"Kowal wezwał rząd Donalda Tuska do dialogu i rozwiązania problemu wysokiego kursu franka szwajcarskiego. - Rząd musi reagować. Oczekujemy dialogu i ewentualnych propozycji w tej sprawie, ponieważ duża część Polaków nie wie, jak się wywiązać ze zobowiązań kredytowych - dodał." - Galopujący frank a podrygujący PJN

...ale najsilniejszy sygnał frankowiczom wysłał obecny Prezydent Andrzej Duda w swojej kampanii wyborczej w 2015 roku:

"W maju, w czasie kampanii przed drugą turą wyborów prezydenckich, Andrzej Duda obiecał frankowiczom, że jeśli zostanie prezydentem to w ciągu trzech miesięcy złoży w Sejmie projekt ustawy o przewalutowaniu kredytów. Rozwiązanie miało być stosunkowo proste – zaciągnięte we frankach kredyty miały być przeliczone na złote, po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu. Efekt finansowy dla kredytobiorcy miał być z grubsza taki jakby dostał z banku kredyt w złotych, a nie frankach. - Tylko mnie pilnujcie – rzucił na spotkaniu z frankowiczami ówczesny kandydat na prezydenta." - newsweek.pl

Polityka PiS: oczernić, skłamać, obiecać, nie dotrzymać. Opozycja nie musi się specjalnie wysilać. Dobra zmiana sama się rozpadnie pod ciężarem setek kłamstw i fałszywych obietnic. Populizm i demagogia mają krótkie nóżki prędzej czy później stosujący ją politycy wybijają sobie zęby. ...a w Internecie nic nie zginie. Może czas wyłączyć nam Internet panie Kaczyński?

 

piątek, 17 czerwca 2016

Radosław Sikorski wczorajszego dnia rzucił dwa krótkie tweety obrazujące w 100% Polskę PiS i pozorną dobrą zmianę. Jeden pokazuje jak w bezczelny sposób można było przez lata wykorzystywać smoleńską katastrofę by po objęciu władzy nie zrobić nic by temat ostatecznie zakończyć. Drugi pokazuje logikę nowej władzy: odbudować coś czego odbudowywać nie warto, a jednocześnie topić to co przynosi wymierne zyski.

Przez 6 lat PiS z pomocą schizofrenicznych działań Antoniego Macierewicza i całej medialnej propisowskiej szczujni  wieszał, palił, karał, skazywał, oskarżał, udowadniał, że zbrodniarze smoleńscy z PO nie zrobili nic by temat katastrofy wyjaśnić. Nie zrobili nic by wrak do polski sprowadzić, a winnych po stronie rządowej i rosyjskiej ukarać. Z pomocą przemysłu pogardy i nienawiści PiS budował  pozycję niezłomnych, którzy tuż po wygranych wyborach rozprawią się ze zdrajcami z Polski oraz z zamachowcami z Rosji. Comiesięczny cyrk na Krakowskim Przedmieściu  stopniowo budował w części społeczeństwa niechęć do władzy, która "z tak ważnym dla narodu problemem sobie poradzić nie potrafiła". Katastrofa smoleńska i to co po niej się w Polsce działo miało być symbolem nieudacznictwa rządów POPSL. Udało im się ten efekt osiągnąć. Trudne są do dziś rozmowy z tymi, którym propaganda PiS wbiła do głów, że raz: katastrofa katastrofą wcale być nie musiała, a dwa: rząd nie zrobił nic żeby sprawę wyjaśnić. Są ślepi na fakty, fizykę, logikę... ruskim się przecież nie ufa...

Co się zmieniło po wymianie władzy? ...nic...minister Jaki już nie widzi potrzeby sprowadzania wraku, jakaś śmieszna podkomisja Macierewicza pobiera stosowne pieniądze za nic nie robienie, a cała sprawa smoleńskiej katastrofy sprowadza się do budowy pomników mniej lub bardziej szkaradnych w mniej lub bardziej nieodpowiednich miejscach. Z buńczucznej antyrosyjskiej postawy PiS nie pozostało nic. Wszystkim czekającym cudu w temacie katastrofy napiszę jedno:

CFIT - kontrolowany lot ku ziemi zdarza się zawsze tam gdzie brak kompetencji miesza się z brawurą, a przepisy i zwykłe zasady BHP są tylko po to żeby były.

Temat drugi wspomniany przez pana Sikorskiego obrazuje niekompetencję dobrej zmiany, a w szczególności brak kadr. Nie od dziś wiadomo, że kompetentne kadry PiS można na palcach rąk i nóg policzyć. Stąd też zapewne nierealne pomysły lub pomysły niemające większego ekonomicznego sensu się w programie tej partii pojawiają od lat. Rozdawnictwo bez pokrycia, podatki lub przepisy ograniczające wolność gospodarczą, z których wiele krajów dawno się wycofuje. Część tematów już wyłazi na wierzch jak choćby podatek bankowy, który za 2016 rok miał przynieść ponad 5mld złotych, a w pierwszym kwartale udało się z jego pomocą zgromadzić ledwie 300 kilkadziesiąt milionów. Już o podatku od supermarketów nawet nie wspomnę bo nadal go nie ma, a pierwsze pomysły pokazują, że najwięcej z jego pomocą zapłacą firmy polskie, a nie bezpośredni cel pomysłu: sieci zagraniczne. Podany przez Sikorskiego przykład odbudowywania placówki dyplomatycznej tam gdzie sensu nie widać nawet uzbrojonym okiem dokumentuje ślepotę ekonomiczną PiS i wiarę w pozory. Pozornie coś budujemy ale za chwil kilka okaże się, że budowla to dom na piasku bez solidnych fundamentów.

Taka placówka dyplomatyczna to pikuś, ledwo kilka baniek w plecy ale już programy typu 500+ to dużo większe zagrożenie. Po pierwsze, żaden polityk tego w przyszłości nie zlikwiduje bo oznaczało by to jego śmierć polityczną. Po drugie całość programu opiera się na socjalistycznej filozofii: dodrukujmy pieniędzy, będzie ich więcej, więcej wydamy to i więcej zarobimy.  Będziemy bogatsi. Program kosztowny bo oceniany jest na 20 kilka miliardów złotych rocznie, których w budżecie nie ma i być w najbliższym czasie nie będzie. Co nieco ludziom ulżymy ale do czasu gdy trzeba będzie z ich pomocą daninę na utrzymanie politycznego programu zebrać.

Wielu z mniej fanatycznych zwolenników PiS wierzy w Morawieckiego i chyba tylko w nim widzi jeszcze jakikolwiek sens dobrej zmiany. Ja to jestem tylko ciekaw jak komuś ze sporym ekonomicznym doświadczeniem przechodzą przez gardło takie populizmy jak 500+? Czyżby chęć uczestniczenia w polityce, dodajmy złej polityce jest wystarczającym środkiem znieczulającym przełyk?

 

czwartek, 16 czerwca 2016

Przed dobrą zmianą szambo co jakiś czas wylewało się ze stron uznawanych powszechnie za śmierdzące. Wystarczyło posprzątać, odpalić jakiś odświeżacz... Dziś bakterie typu coli urzędujące w tamtym medialnym szambie awansowały do publicznej telewizji i od razu czuć fekaliami. Ja już pomijam prorządową propagandę level hard jaką uprawiają starzy i nowi dziennikarze pod butem prezesa Kurskiego. Niestety taka jest rola publicznej telewizji w naszym pięknym nadwiślańskim kraju od lat, a w zasadzie od początków jej powstania. Jednak próba przeniesienia prawicowego szamba na publiczną antenę w wykonaniu TVP Info już może bulwersować.

Szambo od lat wspiera polski bandytyzm na stadionach czyniąc go czymś dumnym wręcz patriotycznym. Od lat Sakiewicz i inni głaszczą stadionowych kiboli peanami na część ich walki o pamięć Żołnierzy Wyklętych (dodajmy najchętniej tych ze skrajnie prawicowych organizacji). Szambo od lat stara się ludziom wmówić, że sport lub mecz piłki nożnej to wojna jednego klubu z drugim, jednego narodu z innym. Wychowani w tej atmosferze "dziennikarze" postanowili w publicznej telewizji zagrać przed meczem polskiej reprezentacji z Niemcami na podobną nutę:

"Podczas II wojny światowej, w stworzonym przez Niemców obozie koncentracyjny Gross Rosen, esesmani kazali rozgrywać więźniom mecze piłkarskie. W jednym z nich Polacy zagrali przeciwko Niemcom. Wygrali 1:0, a bramkę strzelił Zdzisław Lewandowski.

W obozie Gross–Rosen rozgrywki piłkarskie miały najpoważniejszy charakter, w szczególności od wiosny 1943 roku, kiedy pojawił się w nim Walter Ernstberger. Rozgrywki sportowe organizowane były przez władze obozowe dla uciechy esesmanów, którzy w ten sposób chcieli kontynuować swoje zainteresowania sprzed wojny" - niezależna.pl za TVP Info

...no normalnie ręce opadają. Jakim trzeba być debilem by korzystając z okazji święta piłki nożnej - bo tym są dziś mecze reprezentacji krajów Europy - zarabiać na polityce historycznej i ukazywać naszego dzisiejszego rywala jako bestię godną tej z okresu II wojny światowej. Porównywanie spotkań piłkarskich Polski z Niemcami do bitwy pod Grunwaldem uznawałem za dziecinne i nawet w pewien sposób zabawne. Jednak próbę przyrównania dzisiejszego meczu w Paryżu do meczu w obozie zagłady jest tylko i wyłącznie  skurwysyństwem. Brzydzę się Wami i Waszym  postrzeganiem świata...

czwartek, 09 czerwca 2016

Jak w tytule. Czy ktoś widział przewodniczącego niezależnego, samorządnego i największego związku zawodowego Solidarność? Przed wyborami można go było spotkać to tu to tam po wyborach zapadł się pod ziemię. Wstydzi się czy boi? Tak sobie pomyślałem pewnie walczy gdzieś w regionach o prawa pracownicze...

Pielęgniarki walczą o swoje - Solidarność i Duda kopią pod nimi doły na Radzie Dialogu Społecznego, które odbyło się w grudniu zeszłego roku:

"Wszyscy uczestnicy spotkania potwierdzili iż utrzymanie rozwiązań zapisanych w wyżej wymienionym rozporządzeniu nie jest możliwe, rozwiązanie to – jak ocenił Jarosław Lange członek Rady z NSZZ Solidarność w trakcie Rady Dialogu Społecznego narusza ład prawny, ład społeczny i ład pracowniczy." - pielęgniarki.info

Pewnie dlatego rząd miał w dupie protest w CZD bo wiedział, że Solidarność tego protestu nie będzie wspierać.

Górnicy z kopalni Makoszowy omamieni kiełbasą wyborczą przyszłej pani Premier Szydło na pół roku po wyborach mają dość czekania na obiecane działania. Związkowcy w ostatniej chwili jak klasyczne łamistrajki przyblokowali pomysły górników na protest. Górnicy chcieli zablokować autostradę A4 by pokazać rządzącym, że obietnice trzeba realizować.

Największy w historii protest celników organizowany przez ZZ Celnicy PL i pan Piotr Duda nie miał odwagi się na nim pokazać? Czyżby NSZZ Solidarność nie miała na uwadze dobra pracowników służby celnej? ...a może to właśnie działania rządu w tej sprawie postanowiła wspierać?

Już nie wspomnę o spektakularnych porażkach Związku Zawodowego Solidarność w prywatnych firmach gdzie brak wsparcia związkowego od lat doprowadził do tego, że prawa pracownicze są nagminnie łamane.Niech przykładem będzie tylko duży operator logistyczny na Zagłębiu gdzie z kiełkująca Solidarnością rozprawiono się w kilka tygodni.

Związki zawodowe w Polsce działają sprawnie jedynie w państwowych molochach gdzie dbają o często nabyte jeszcze w PRLu przywileje. Działają w miejscach gdzie struktury związkowe można tworzyć bez jakichkolwiek oporów ze strony pracodawcy. Działają tylko tam gdzie łatwo swoje działania nagłośnić lub gdzie zorganizowanie masowego protestu na ulicach Warszawy to kwestia dwóch telefonów.

...a Piotr Duda? Piotr Duda pewnie grzecznie czeka na prezydencką ustawę o przywróceniu poprzedniego wieku emerytalnego. Niech czeka siedząc grzecznie na taborecie przed Pałacem Prezydenckim. Może Andrzej Duda gdzieś między kolejna prawie prywatną wycieczką zagraniczną,  a kolejną ważną dla kraju mszą jakiś projekcik z serii "nie do zrealizowania" sejmowi podrzuci.

Pośmiejemy się razem...

...a jeszcze kilka lat temu pisałem z nadzieją:

"Jest nadzieja że Związek Zawodowy Solidarność zajmie się w końcu prawdziwa związkowa działalnością a nie polityczną hucpą i poniżaniem się przed małymi politykierami." - Normalna Solidarność

 

 

poniedziałek, 06 czerwca 2016

Jarosław Kaczyński w swoim wystąpieniu na partyjnej schadzce w dniu 4 czerwca gdy reszta Polski świętowała Dzień Wolności ogłosił wszem i wobec: rebelia atakuje ponownie. Według Kaczyńskiego wszystkie rządy prawicy katolickiej są traktowane od lat tak samo, a rebelianci układu z Magdalenki wysadzają prawdziwie demokratyczne wybory Polaków w kosmos.

W 1992 roku rebelianci czyli Wałęsa z Tuskiem w trakcie nocnej zmiany wysadzili jedyny po 89 roku demokratycznie wybrany rząd Jana Olszewskiego. W 2007 ta sama rebelia przy pomocy mainstremowych mediów i antypolskiej nagonki obaliła drugi prawdziwie demokratycznie wybrany rząd katolickiej prawicy. W 2016 Zjednoczone Siły rebeliantów krajowych i zagranicznych intensywnie pracują nad obalenie trzeciego w prawdziwie demokratycznych sposób wybranego rządu Prawa i Sprawiedliwości... no dobra poopowiadaliśmy sobie pisowskie bajki. czas na suche fakty.

Jest rok 1992. Antoni Macierewicz minister w słabym politycznie, mniejszościowym rządzie Jana Olszewskiego odpala ładunek, który kilka dni później wysyła premiera i rząd na  mniej lub bardziej zasłużoną emeryturę. Na nic próby Jarosław Kaczyńskiego przebłagania Unii Demokratycznej, w których przywódca PC był gotów poświęcić nawet postać Jana Olszewskiego.  Ładunek wybuchowy to legendarna już lista Macierewicza czyli dokument mający ukazać powiązania aktualnych polityków ze służbami komunistycznej bezpieki. Na liście znaleźli się również członkowie rządu Jana Olszewskiego, a także potencjalni koalicjanci jak Leszek Moczulski szef KPN. Lista Macierewicza to bomba z opóźnionym zapłonem pozostawiona przez komunistów. Trzeba być niezwykle naiwnym lub po prostu mieć złą wolę by na podstawie  dokumentów pozostawionych w archiwach SB czy UB próbować doszukiwać się prawdy historycznej. Świadomie lub nie Antoni Macierewicz przyczynił się do upadku rządu Olszewskiego bo pozostałe siły polityczne łącznie z prezydentem wybranym dzięki wsparciu braci Kaczyńskich postanowiły zakończyć proces dezintegracji młodej III Rzeczpospolitej. Kiepska sytuacja gospodarcza, rozdrobnienie sceny politycznej, brak możliwości dogadania się naszych politycznych elit ( Jan Olszewski sam chciał jeszcze w 1991 roku zrezygnować i poddać rząd do dymisji), ciągłe wojny na górze wywoływane na przemian przez braci Kaczyńskich i Lecha Wałęsę... w takiej to sytuacji Antoni Macierewicz postanowił wykonać to co mu się marzyło od lat - wywołać wojnę domową przez publikację pozostawionych z rozmysłem akt komunistycznych służb specjalnych. Rząd Jana Olszewskiego nie miał szans w tej sytuacji politycznej przetrwać ani jednego dnia dłużej.

Rok 2007. Dwa lata rządów wstydu i hańby doskonale podsumowanych w uzasadnieniu uchwały o samorozwiązaniu się sejmu tamtej kadencji, którą nie raz nie dwa cytowałem na moim blogu. Zacytuję i dziś.

"Od dwóch lat, od chwili objęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, Polską wstrząsają narastające kryzysy polityczne, mające swe źródła w jakości koalicji rządzącej i sposobie sprawowania przez nią rządów. Nie ma miesiąca, żeby opinia publiczna – nie tylko krajowa, ale i europejska oraz światowa – nie dowiadywała się o niekompetencji, skandalach i korupcji, których źródła tkwią w układzie rządzącym.

Wczoraj, tj. 9 lipca 2007 r. ‐ w związku z podejrzeniem o korupcję, zdymisjonowano wicepremiera i ministra rolnictwa. Musiano też zdymisjonować ministra sportu, w związku z korupcją jego podwładnych. Przedwczoraj staliśmy się wszyscy świadkami skandalu, jaki wywołał toruński zakonnik ‐ o. Tadeusz Rydzyk, obrażając Głowę Państwa. Jego media są swoistym konfesjonałem dla polskiego premiera i ministrów, a on sam ‐ rodzajem guru dla partii rządzących. Nie spotkało się to z żadną reakcją pierwszych osób w państwie.

Nie tak dawno sejmowa komisja stała się miejscem kolejnej kompromitacji ministra spraw zagranicznych, który ‐ co się nie zdarzyło nigdy dotąd ‐ odmówił posłom informacji o rezultatach szczytu Unii Europejskiej. Samo spotkanie premierów państw UE w Brukseli dostarczyło ‐ i polskiej, i międzynarodowej ‐ opinii publicznej, dowodów na niekompetencję polskich władz i fałszywe pojmowanie interesu państwowego. Autorytet Polski wystawiono na szwank i kompromitację. To nie jedyny przykład działań w polityce zagranicznej, które przynoszą Polsce szkodę i ujmę. Bez mała rok temu Sejm stał się miejscem bezprzykładnej korupcji politycznej, ujawnionej przez media, która nie spotkała się z żadnymi konsekwencjami politycznymi czy karnymi.

To tylko kilka z licznych przykładów moralnej i politycznej degrengolady rządzących. Państwo w niepokojący sposób traci zdolność rozwiązywania problemów społecznych.

Od wielu tygodni trwa ciężki kryzys w służbie zdrowia, którego skutkiem są protesty lekarzy i pielęgniarek. Psuciu ulega system edukacji. Państwo stało się represyjne i wrogie swoim obywatelom. Coraz gorszej jakości prawo, stanowione jest na użytek celów partyjnych, często ideologicznych, a instytucje prawne podporządkowywane są rządzącej partii. W ten sposób złamano jedną z zasadniczych podstaw demokracji – trójpodział władzy. Państwo zostało politycznie zawłaszczone i przestało mieć charakter obywatelski.

Skutki polityki obecnej koalicji demolują świadomość społeczną, są niszczące dla materii społecznej i dla państwa; cofają nas cywilizacyjnie.

Sytuacja, w jakiej znalazła się Polska ‐ w wyniku polityki obecnej koalicji, zagraża naszej zdolności do realizacji międzynarodowych umów i zobowiązań, jakie wzięliśmy na siebie. Jest wśród nich Euro 2012.

Wnioskodawcy są przekonani, że zahamowanie narastającego kryzysu może nastąpić wyłącznie w wyniku skrócenia kadencji Sejmu i rozpisania nowych wyborów parlamentarnych."

Nic dodać ni ująć nie trzeba. Za powyżej uzasadnioną uchwałą zagłosował także Jarosław Kaczyński uznając swoją własną porażkę. Jedno tylko trzeba przypomnieć z historii tamtej władzy dumnie nazwanej IV Rzeczpospolitą. Polacy w wyborach kończących równie haniebne rządy Leszka Millera i kawiorowej lewicy spętanej setką afer w stylu afery Lwa Rywina, wybrali POPiS czyli koalicyjne rządy prawicowych liberałów i konserwatywnej prawicy mając nadzieję na dobrą zmianę. Niestety Jarosław Kaczyński nie zna słowa kompromis. PiS chciało zawłaszczyć wszystkie resorty siłowe oddając PO gospodarcze. Donald Tusk musiałby być idiotą gdyby na taki "kompromis" się zgodził. Do koalicji nie doszło, a PiS musiało rozpocząć współpracę z Samoobroną i LPRem. Nawet wtedy odwieczna chęć rozpętania wojny polsko-polskiej wzięła górę nad politycznym rozsądkiem i ministrowie Jarosława Kaczyńskiego postanowili temperować koalicjantów brudną grą służbami specjalnymi.  Wszelkie plany gospodarcze mniej lub bardziej rozsądne umierały duszone chęcią Prezesa bezwzględnej dominacji w polskiej polityce. Co ciekawe w upadku rządu Jarosława Kaczyńskiego ponownie miał udział Antoni Macierewicz. Likwidacja WSI to doprowadzenie do sytuacji skrajnie niebezpiecznych dla naszych żołnierzy na misjach zagranicznych. Upokorzenie Polski przed sojusznikami zgromadzonymi w NATO. Jeden po drugim oskarżani w raporcie z likwidacji WSI odzyskują w polskich sądach dobre imię. Drugiego raportu nie chciał opublikować nawet śp. Lech Kaczyński uznając go za przepełniony domysłami bez dowodów. Po za tym padły oskarżenie w TV Trwam wobec ministrów spraw zagranicznych III RP o sowiecką agenturalność. Minister Macierewicz w niewiarygodny sposób się z tych oskarżeń wycofał: "Mówiąc o agenturalnej przeszłości byłych szefów MSZ, użyłem niewłaściwego skrótu myślowego" ... te haniebne wydarzenia jak i wiele innych doprowadziło do upadku rząd IV RP.

Rok 2016. Rząd Jarosława Kaczyńskiego przy udziale Premier Beaty Szydło przeprowadza w Polsce zmiany wbrew Konstytucji chwilę wcześniej blokując jedynego strażnika tego aktu Trybunał Konstytucyjny. Zrobiono to złą i świadomie w ten sposób napisaną ustawą ironicznie nazwaną "naprawczą". Ustawą, która bez koniecznego dla takich ustaw vacationis legis miała za zadanie sparaliżowanie jedynego w Polsce organu badającego zgodność ustaw z Konstytucją. Chwilę później przeprowadzane są ustawy naruszające wolności obywatelskie, prawa własności, dające nowe narzędzia służbom specjalnych, likwidujące służbę cywilną, ustawy naruszające podstawowe prawa pracy. Ustawy mające na celu zmianę ustroju Rzeczpospolitej mimo, że większość parlamentarna nie posiada większości do tego uprawniającej. Dorzućmy do tego nierozsądne plany gospodarcze. Rozdawnictwo bez pokrycia w budżecie. Rząd Jarosława Kaczyńskiego przy skromnym udziale premier Beaty Szydło ma się dobrze ale prezes już oskarża mityczną rebelię o kopanie pod nim wilczych dołów. ...pewnie tak na wszelki wypadek bo już w przyszłym roku ciężko będzie zebrać 20 kilka miliardów złotych na tylko jeden program: 500+, a gdzie reszta kiełbasy wyborczej? Bez wykonania skoku na resztę kasy z OFE czyli zrobienia tego za co poprzedni rząd PO i PSL dostał od narodu czerwoną kartkę lub podnoszenia podatków plany te sa nie do zrealizowania. Nie można tez nie wspomnieć o działalności Antoniego Macierewicza, który będąc ministrem Obrony Narodowej obraził już chyba wszystkich naszych sojuszników. Oskarżył oficjalnie Rosję o zamach na Lecha Kaczyńskiego bez choćby cienia jakiegokolwiek dowodu i po cichutku tworzy sobie swoją własną armię.

Ciekaw jestem kiedy i czy w ogóle Jarosław Kaczyński tak łatwo oskarżający wszystkich wokół mających inne poglądy polityczne o rebelię, zdradę, działanie na niekorzyść Polski, a na korzyść wrogim Polsce światowych mocarstw zauważy, że wybuchające wokół niego bomby to efekt działań jego własnych towarzyszy.

 

 

 

 

Tagi: PIS
13:07, nocri , Polityka
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 68