Komentarze:
Świt
Tramwaj
Google

Reklama

Sekcja Informacyjna:

Rzeczpospolita Gazeta.pl GazetaPolska niezależna.pl Polityka Onet.pl Wprost Najwyższy Czas Wirtualna Polska.pl Newsweek Nasz Dziennik Salon24 Fronda Interia.pl Angora UważamRze Dziennik.pl Polska Times GazetaPolskaCodziennie.pl NaTemat
Sandra
Zielone mity

Świat polityki widziany przez brudne okno tramwaju.
środa, 29 lutego 2012

Ryszard Czarnecki przeszedł wczoraj samego siebie. Portal niezależna.pl, z rozpędu pewnie, opublikował dość szybko krytyczne uwagi europosła PiS w sprawie wydalenia polskiego ambasadora z Białorusi bez koniecznej w takiej chwili refleksji.


"Łukaszenka ośmieszył Sikorskiego" 


"Tusk - Sikorski, a może ściślej: nieznający się na polityce zagranicznej: Tusk, przekonany przez „speca” Sikorskiego uważał, że należy kiziać się i miziać do reżimu, bo to jest metoda na „poprawę” relacji, wypuszczeni więźniów, odkręcenie śruby i „przesunięcie” Mińska bliżej Brukseli (i Warszawy) niż Moskwy." - za niezależna.pl


Czytam i oczom nie wierzę. Europoseł, bywalec unijnych salonów stwierdza, że rząd Donalda Tuska i jego minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski mylą się prowadząc politykę wobec Białorusi w sposób jaki prowadzą od kilku lat. Rozumiem, że partyjne cele bieżącej polityki przesłaniają nie jednokrotnie bielmem polityczne oko opozycji ale pisanie bzdur jak poseł Czarnecki lub opowiadanie banialuków jak poseł Ziobro w TVN po pierwszych informacjach o wydaleniu ambasadora jest już kpiną ze społeczeństwa. Chyba żaden rząd w sprawie Białorusi nie prowadził tak ofensywnej polityki jak rząd PO i PSL. Minister Sikorski ma wręcz obsesję  na punkcie walki z reżymem Łukaszenki. To w jaki sposób wczoraj na arenie międzynarodowej potępił jeden z krajów Unii, który dla własnej ekonomicznej korzyści zablokował inicjatywę ws Białorusi jest tylko wierzchołkiem  działań, które zostały ws reżymu Łukaszenki wykonane. Minister Sikorski to na Białorusi wróg numer jeden powodujący skurcze tętnic szyjnych dyktatora. Nie raz nie dwa reżym próbował ośmieszać ministra z Polski. Jak choćby wtedy gdy Sikorski w ostrych słowach pouczał Łukaszenkę w sprawie oddania władzy:


"Łukaszenka powinien wziąć przykład z gen. Jaruzelskiego" - "Lepiej by było, gdyby Łukaszenka nie brał przykładu z (byłego już prezydenta Egiptu Hosniego) Mubaraka, czy (przywódcy Libii Muammara) Kadafiego, lecz z Wojciecha Jaruzelskiego" - tokfm.pl


Białoruskie władze mówiły wtedy o żyjącym w wirtualnym świecie Sikorskim. Gdy przypomnę sobie jak rosyjscy politycy pisali o "...restauracji idei Wielkiej Polski " w przypadku polskich działań na Białorusi to się zastanawiam jak opozycyjna ponoć antyrosyjska partia tego nie widzi lub nie chce widzieć.


Polityka krytykowana jako głaszcząca reżym może być tak odbierana jedynie przez totalnych ignorantów polityki zagranicznej lub najzwyklejszych napinaczy. Partia Czarneckiego nie jednokrotnie udowadniała, że polityką zagraniczną to dla nich czarna magia. Pewnie dlatego była zarządzana nieudolnie przez minister Fotygę. Od lat PiS udowadniał, że dla nich ma znaczenie napinanie muskułów i działania oparte o co najwyżej najprostszy instynkt , a nie na przemyślanych decyzjach.  


Decyzje państw europejskich, które nastąpiły niedługo po wystąpieniach znawców pisowskiej i postpisowskiej zagranicznej polityki wyraźnie wskazują jak Europa widzi polskie zaangażowanie w uwolnienie Białorusi z rąk reżymu Łukaszenki. I na pewno nie jest to obraz widziany czy to przez europosła Czarneckiego czy europosła Ziobry. Całe szczęście owi znawcy i fachowcy mają już możliwość jedynie pleść androny na forach i w mediach a wszelkie decyzje podejmują ludzie, którzy mają w tych tematach jakiekolwiek pojęcie.
Jeżeli ktokolwiek się wczoraj ośmieszył to był to własnie bloger Ryszard Czarnecki.  Zresztą nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz.

niedziela, 26 lutego 2012

Tradycyjnie Jarosław Kaczyński komunikuje się z własną partią z pomocą listów. Kilka już przeczytałem trafił na mój stół także i ten najnowszy. Uwielbiam listy Prezesa. Patriotyczne, z dużą ilością chwytających ze serce słów i metafor. Prezes nie potrafił rozprawić się z Donaldem Tuskiem w wyborach więc w ramach relaksu rozprawił się z nim w rządową Studniówkę w epistolarnej formie.

 

Premier rządu stał się symbolem zła wszelakiego dotykającego tak Polskę jako dumny kraj jak i naród oraz wszystkich Polaków z osobna. Święte prawo opozycji krytykować rząd, a świętym prawem Jarosława Kaczyńskiego jest atakować Donalda Tuska jako swojego głównego rywala . Jednak padły tam słowa, które paść w oficjalnym przekazie nie powinny. Z góry wiadomym było, że pisząc list do partyjnych podwładnych Prezes komunikuje się także ze społeczeństwem. Porównywanie rządów PO i PSL do najciemniejszych czasów PRL Władysława Gomułki jest co najmniej nie fair i nie świadczy chyba dobrze o historycznej wiedzy Prezesa PiS. Na pewno nie świadczy dobrze o zwykłym wychowaniu. Jest po prostu chamskie i nie ma co w tym miejscu szukać bardziej poprawnych politycznie słów.

 

Mniejsza o rzeczy, którymi list był wypełniony, a za które oczywistą winę według Prezesa ponosi Donald Tusk. Retoryka w jaką prezes bawi się od lat  nie zmienia się i raczej się nie zmieni. Elektorat partii domaga się twardych słów i takie otrzymuje. Można mieć do Premiera Donalda Tuska sporo pretensji bo ostatnimi czasy błąd goni błąd, a porażka porażkę, jednak ton w jakim przywódca opozycji próbuje się przylepić z własnymi mądrościami może budzić oburzenie. Gdy czytam o krucjacie władzy przeciwko Kościołowi to mnie pusty śmiech ogarnia. Co jak co ale KK w Polsce ma się świetnie i nie jeden  Kościół  w innym cywilizowanym kraju może pozazdrościć wpływów jakie Episkopat ma we władzach Polski. Jeśli gówniarskie próby Ruchu Palikota mające na celu zdejmowanie krzyża z sali plenarnej, wygłupy Nergala, problemy ojca Rydzyka z multiplexem czy też akcje mało rozgarniętej młodzieży podczas pamiętnych cyrków pod Pałacem Prezydenckim Prezes PiS chce nazwać "zorganizowaną przemocą" to świadczy to tylko i wyłącznie o jednym. Prezes pogubił się z rzeczywistością i nie może się z nią od wyborów odnaleźć. Z drugiej strony gdy czytam list arcybiskupa katowickiego traktujący o tym iż:

 

 "Ofensywa chamstwa, pomniejszania zła trwa nadal, przybierając coraz bardziej wyrafinowane formy" - za gazeta.pl

 

...to się zaczynam zastanawiać nad tym dziwnym zbiegiem okoliczności. Dwa listy w tak idealnie zsynchronizowanym czasie mogą zastanawiać. Czyżby episkopat współpracował z Prezesem PiS w ramach dobrze pojętej współpracy na linii kościół-polityka ? Wierni Kościoła otrzymują ostrzeżenie z ambon a wierni Prezesa z pomocą priorytetowego poleconego.

 

Wracając do Władysława Gomułki. Trudno mi znaleźć jakiekolwiek porównanie dzisiejszej władzy do tamtej wspominanej przez Prezesa. Swego czasu I sekretarz także się komunikował ze swoimi towarzyszami z pomocą listów:

 

"Z przedstawionego obrazu sytuacji wynikało, że w starciach z demonstrantami zostało zabitych dwóch funkcjonariuszy Milicji (w tym 1 zlinczowany), a kilkudziesięciu milicjantów zostało rannych. Tłum miał szturmować gmach Komendy Wojewódzkiej MO, który został podpalony. Na zapytanie odnośnie użycia gazów łzawiących padła odpowiedź, że gazów już zabrakło, oraz że dostarczone z rezerw innych Komend wojewódzkich. Na zapytanie, dlaczego milicja nie użyła broni w obronie własnej padła odpowiedź (tow. Świtały i tow. Pietrzaka), że „nie było decyzji politycznej”. Na zapytanie, czy Komendy MO posiadają instrukcje Ministerstwa w jakich okolicznościach mają prawo użycia broni - nie otrzymałem konkretnej odpowiedzi. Instrukcji takiej MSW nigdy nie opracowało i nie wydało. W tej sytuacji zająłem stanowisko, że w obliczu brutalnego gwałcenia porządku publicznego, masakrowania milicjantów, palenia gmachów publicznych itp. należy użyć broni wobec napastników, przy czym strzelać należy w nogi. Nikt z obecnych nie wysunął jakichkolwiek zastrzeże. Tow. Cyrankiewicz dopełnił moją propozycję wnioskiem, aby w Gdańsku ogłosić stan wyjątkowy i godzinę milicyjną. Zostało to również przyjęte." - całość listu

 

Tak pisał Gomułka w 1971 po pamiętnych wydarzeniach grudniowych. Zastanawiam się gdzie Prezes Kaczyński we współczesnej Polsce widzi jakiekolwiek podobieństwa do tamtych strasznych czasów. Jak to mówią "papier wszystko przyjmie" i tą zasadą kierował się najwyraźniej Prezes PiS pisząc swój list do towa...tfu...członków partii 41 lat później.



sobota, 25 lutego 2012

Rzadko się zgadzam z Jarosławem Kaczyńskim. Dziś muszę stwierdzić że z tym zdaniem trudno polemizować:

"Dajcie mi kogoś takiego. Młody, przystojny, realizujący program PiS. To abstrakcja"

W odpowiedzi na pytanie Superekspresu Jarosław Kaczyński po raz kolejny wpasował pocisk kaliber 9mm prościuteńko w swoją poranioną od podobnych postrzałów nogę. Nic dodać, ni ująć. Lepiej opisać polityki partii prawiekiedyśrządzącej się nie da. Abstrakcyjne myślenie, że ktoś młody i przystojny mógłby realizować program PiS, było domeną posłów Błaszczaka i Hofmana. Poseł Hofman chyba nawet gdzieś w sennych porannych marzeniach widział się na stanowisku szefa partii. Dziś musiał dostać prosto w twarz rykoszetem z prezesowej stopy.

Posła Błaszczak trudno by było nazwać młodym i przystojnym członkiem PiS mogącym kiedyś poprowadzić partię do wymarzonego zwycięstwa jednak poseł Hofman pewien urok osobisty ma jak stwierdziła moja 85 letnia babcia polityką interesująca się chyba jeszcze od czasów Churchila. Skoro jednak sam Prezes jasno i wyraźnie wskazał, że następcy w partii nie ma, to jak mam mu nie wierzyć ? Wszak atrakcyjność samca Alfa w stadzie wynika także z jego umiejętności odnalezienia samca Beta i odpowiednie rywala spacyfikowanie by dorodne samice nie zaczęły się za nowym "ogonkiem" rozglądać.

Reasumując. Panie Prezesie mam pan moje całkowite poparcie w kwestii pańskiego przywództwa polskiej prawicy i partii PiS do końca świata, a nawet jeden dzień dłużej. Jest pan jedynym gwarantem tego, że idee głoszone przez pana wyznawców i współpracowników wirować będą gdzieś na orbicie polskiej polityki w tzw. drugim obiegu.

... i kto wierzący dziękuje za to Bogu :)



Legenda mówi, że Gagarin gdy znalazł się na orbicie odetchnął z ulgą: "Boga niet".  Nieba nie ma jest zimny kosmos bez kawałka choćby anielego skrzydła. Z każdym nowym odkryciem wszelakie religie stają przed nowymi wyzwaniami. Jak odczarować nieubłaganie nadciągającą apokalipsę wszelakich religii. Ateizm rozlewa się po Niebieskiej Planecie wprost proporcjonalnie do zwiększającej się dostępności edukacji.  Strażnicy ziemskich religii w odwrocie uciekają w kierunku coraz głębszej metafizyki.

Prostemu zjadaczowi chleba w starożytnym Egipcie wystarczyło pokazać zaciemnienie słońca bądź księżyca by uzyskać jego uległość  wobec władzy religijnych kacyków. Prosty lud padał w przerażeniu plackiem na ziemię przed Smokiem pożerającym symbol życia - Słońce. Kapłani z oczywistych względów posiadali odpowiedni zasób wiedzy by zjawiska tak normalne jak zaćmienie wykorzystać do utrzymania władzy nad prostym ludem.

Średniowieczna Europa funkcjonowała dzięki religijnej władzy Papieża i religijnym wojnom z islamistami. To Papież decydował o układzie sił politycznych i miał spory wpływ na to kto w jakim kraju miał władzę. To symbol krzyża wyznaczał kierunki w jakich poruszała się maszyna europejskiego rozwoju. Pogański Wschód oparty na pradawnych wiarach również funkcjonował dzięki boskim interwencjom a dzięki chrześcijańskim chrztom podnosił się z cywilizacyjnej stagnacji.  Średniowieczny świat podobnie jak starożytny Egipt oparł się na glinianych nogach wiary.

Rozwój, i co raz to łatwiejsza w uzyskaniu edukacja, kruszy owe fundamenty od lat. XX i XXI wiek to już okres pneumatycznych młotów rozrywających na strzępy religijne czarownice - wiara umiera pod naciskiem wiedzy. Broni się jak może z pomocą teologicznych sztuczek jednak nie zmieni to jednego - rozwój jest zabójcą bogów.

Czy to dobrze ? Nie do końca... Bóg jaki by nie był daje sporo nadziei tym, którzy tego potrzebują. Jest postacią, duchem, który czuwa nad losem tej cywilizacji. Nieobecny cudem lecz obecny duchem. Rozbicie Boga na atomy nie rozwiązało jego przeciwnikom problemu z wiarą w Jego istnienie, jednak spowodowało, że Boga przestano się bać. To z kolei powoduje, że ludzkie watahy żerujące do tej pory na pozornym udostępnianiu Boga ludziom mają coraz to trudniejszą sytuację. Kościoły popadają w tarapaty w świecie bez strachu przed Bogiem. Strach to władza nad zlęknionym. To pieniądz którym leczy się swoje lęki. Boisz się piekielnych przepaści ? Płać na msze za swą duszę. Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny ale jego słudzy samą modlitwą nie wyżyją...

Pośrednicy Bogów muszą więc aklimatyzować wiarę w nowym nieprzyjaznym świecie chemii, fizyki i zaawansowanej matematyki. Cieszy jedno - coraz częściej przedstawiciele Kościoła potrafią podjąć dyskusję bez zbędnej fanatycznej napinki. Dyskusja wierzących z niewierzącymi coraz częściej sprowadza się do poziomu fachowej debaty z szeregiem argumentów merytorycznych, a przede wszystkich nie ofensywnych. Czy ludzie nauczyli się wreszcie rozmawiać ? To za dużo powiedziane. Jak we wszystkim - zawsze znajdą się fanatyczne czarne owce czy to z jednej czy drugiej strony. Jedni będą na forum publicznym wylewać z woreczków żółciowych jad antyklerykalny lub antyreligijny. Drudzy sączyć swoje zdewociałe zatrute pseudoreliginymi dogmatami wydzieliny. Jedni będą w imię fałszywie pojętej wolności osobistej próbować ograniczać wolność wyboru do własnego zdania innym. Kisząc się umiejętnie w poczuciu własnej wiedzy w temacie Boga  lub nieistnienia  Boga.

 

"Boga niet" ? Dawkins dyplomatycznie stwierdził w rozmowie z Abp Williamsem: "Nie mogę być pewien, że nie" To pewnie ucieszy zwolenników wiary w Boga. Ateista nie jest pewien. Nic bardziej mylnego - w nauce w zasadzie niczego nie można być pewnym w 100% - tak to działa i Dawkins tylko to wyraźnie zaznaczył. Jak w normalnym życiu - sporo zależy od wiary. Ateista też w sporo rzeczy wierzy - jednym się tylko od wierzących w bogów różni - Jego wiara nie jest wiarą bezkrytyczną. Ateista potrafi przed swoją wiarą postawić trudne pytania. Czy wierzący w przepotężną moc sprawczą Nadistoty mają ten komfort ?



wtorek, 21 lutego 2012

Trwa dość ciekawa dyskusja wywołana trudną reformą emerytalną, którą próbować będą w najbliższym czasie przeprowadzić rządzący pod wodzą Donalda Tuska. Większość reform dotyczących zwykłych ludzi budzi skrajne emocje i jest to rzecz dość normalna. Większość reform budzi także uśpionych polityków ponieważ jest to idealna okazja do prezentacji swojej  hipokryzji. Niestety rzadziej dochodzi do odważnych debat społecznych. PiS i SLD plotą coś o referendum, koalicjant puszcza w towarzystwie bąki byle tylko jak najmniej kojarzyć się z samym sednem reformy. Ogólny chaos informacyjny i nakręcanie ludziom w głowach apokaliptycznych wizji ich przyszłych emerytur. Jeśli dodamy do tego pewien bezwład w komunikacji między reformatorem a społeczeństwem mamy pełny obraz polskiej dyskusji o sprawach kluczowych. Typowo polski targ i 20 przekup próbujących się nawzajem zagłuszyć plus grupa klientów nie za bardzo wiedzących o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. 

Oprócz niemocy w przedstawieniu społeczeństwu przyszłych potencjalnych skutków wynikających z braku koniecznych zmian mamy również festiwal politycznej nonszalancji członków rządu. Jeśli minister finansów w rządzie chcącym przeprowadzić trudną społeczną reformę, budzącą obawy tak do zasadności jej przeprowadzenia jak i przed skutkami, które może przynieść,  plecie w radiu że przejście na emeryturę musi być na tyle późne, żeby "oczekiwana przeciętna długość życia nie była bardzo długa" to jak ma zareagować najzwyklejszy Jan Kowalski ?


 

Czy przedstawiciel rządu nie zdaje sobie sprawy z tego, że do przeprowadzenia jakiejkolwiek reformy oprócz chęci i możliwości potrzebna jest także odpowiednia społeczna atmosfera ? Takie wywiady mimo, że zawierają sporo racji są jak rozlany rozpuszczalnik na dokumentach reformy. Teraz potrzebny jest tylko cwany opozycjonista, który ten rozpuszczalnik umiejętnie podpali. Dorzućmy do tego jeszcze szczere wypowiedzi posłanki Muchy z zeszłej kadencji o leczeniu starszych ludzi i rząd w oczach społeczeństwa wygląda jak stado nazistów odpalających ponownie komory krematoryjne. Jeśli dodatkowo wicepremier Pawlak na forum publicznym podważa jakikolwiek sens reform dając wyraz braku jakiegokolwiek zaufania do państwowego systemu emerytalnego to Jan Kowalski ma już pełny choć fałszywy obraz tego w jaki sposób kolejny rząd próbuje go wydymać bez mydła.

 

Opozycja tylko na takie zagrywki czeka. Propozycja PiS czy też SLD przeprowadzenia referendum w sprawie emerytur jest oczywistym bezsensem bo w Polsce mamy system demokracji parlamentarnej a nie ludowej. Nie po to Donald Tusk zmiażdżył w wyborach Jarosława Kaczyńskiego by się teraz pytać miał go o zgodę na przeprowadzanie reform tak Prezesa jak i narodu. W drugą stronę działało by to tak samo. Nie miałbym żadnych pretensji czy oczekiwań wobec premiera Kaczyńskiego gdyby jakieś zmiany próbował przeprowadzić i nie chciał  się z pomocą referendum o zgodę społeczeństwa pytać. Naród wybrał Premiera i naród wiedział co robi ... prawda ?

Jakiekolwiek referenda w sprawie pieniędzy nie mają żadnego  sensu ponieważ i bez przeprowadzania ich wiadome jest jak się skończą. To raz. Dwa: czy ktokolwiek z potencjalnych uczestników takiego referendum zdaje sobie sprawę z czego pochodzi lub z czego będzie pochodzić jego emerytura ? Czy znają zawiłość układu finansowania tej najważniejszej społecznej pomocy dla ludzi starszych wypracowanej przez nich przez lata ciężkiej nie rzadko harówy ? Nie , więc dlaczego o takich sprawach ma decydować ktoś kto nie ma o tym bladego pojęcia i w zasadzie nie musi mieć ?

 

Dam przykład do przemyślenia dla potencjalnego uczestnika referendum ws. reformy emerytalnej. Nie jest on oczywiście matematycznie idealny ponieważ nie ma chyba nikogo kto  przez 40 lat pracy zarabiałby idealnie tą samą kwotę. Nie ma też w nim wszelakich zawirowań typu - bezrobocie, czas pracy nieskładkowej etc. Wszystko to ma wpływ na wynik tak in plus jak in minus jest więc to przykład mocno uśredniony ale daje przynajmniej obraz tego jak to  wygląda lub wyglądać może.

 

Jan Kowalski pracuje przez 40 lat swojego bujnego i atrakcyjnego w różne formy przyjemności życia zarabiając średnio miesięcznie 3.300 złoty brutto. Z tej kwoty przez 40 lat pracy potrącane jest składka emerytalna w wysokości  9,76% czyli około 325 złoty. Nietrudno obliczyć, że Jan Kowalski przez 40 lat ciężkiej pracy wysłał do ZUS 168 960  złotych. Drugie tyle zostało zapłacone przez pracodawcę Jana Kowalskiego. Mamy więc kwotę 337 920 PLN. Jan Kowalski w idealnym systemie brałby emeryturę z konta, na które odkładały się owe pieniążki 1408 PLN brutto miesięcznie zakładając, że na emeryturze żyłby 20 lat co wcale nie jest takie niemożliwe w dzisiejszych czasach. Oczywiście kwota ta mogłaby być większa gdyby zbierający je podmiot potrafił nimi tak gospodarować by jeszcze na siebie zarobiły co nie zmienia faktu że Jan Kowalski zarabiający w czasie pracy 3300 złotych brutto  nie byłby specjalnie zadowolony ze swojej emerytury. Powiedzmy szczerze - mniej niż 2000 „do łapy”  w dzisiejszych czasach i przy dzisiejszych cenach oznacza, że Jan Kowalski przeżyć przeżyje ale Jego Jesień Życia nie będzie wyglądać tak jak by sobie tego Jan życzył. Jednak system idealny nie istnieje i z emerytury Jana Kowalskiego trzeba jeszcze zabrać pieniążki na opłacenie emerytury kolejnych emerytów, których emerytura nie będzie tak „duża” jak Jana.

 

Proszę teraz wyobrazić sobie, że Jan Kowalski żyje w społeczeństwie dla którego pensja brutto 3,300 złotych jest pensją marzeń. Proszę sobie wyobrazić co raczej trudne nie jest, że minimalna pensja za którą żyje większość społeczeństwa to prawie połowa tej kwoty. Jak więc społeczeństwo wyobraża sobie życie z emerytury na poziomie 584 złoty netto ? Taka kwota uzbierała by się Janowi gdyby 40 lat jego pracy było warte miesięcznie kwotę minimalną 1500 złoty brutto. Tak więc czy Jan Kowalski powinien narzekać, że do jego emerytury musi tak czy siak dopłacić system emerytalny i reszta społeczeństwa w formie przeróżnych podatków ? Czy Jan Kowalski zdaje sobie sprawę, że zarabiając mniej niż 5000 brutto miesięcznie przez 40 lat nie jest wstanie uzbierać kwoty, która by starczyła na godną 20 letnią emeryturę ? Pewnie nie, dlatego Jan Kowalski protestuje i nie chce się zgodzić na dłuższy czas pracy.

 

Znając realia emerytalnego systemu stworzonego lata temu można uświadomić sobie, że nie jest on wydolny i nie jest wstanie ogarnąć potrzeb ludzi, których dotyczy. Nie dziwię się więc wicepremierowi Pawlakowi, że niespecjalnie ufa owemu systemowi i stara się zabezpieczyć samodzielnie na starość. Dziwię się, że w przeddzień koniecznych reform plecie swoje mądrości przed kamerami na forum publicznym - szczerość w polityce ? Mądrość i rozsądek panie wicepremierze Pawlak to cnota polityka mającego aspiracje do rządzenia. Nie dziwię się gdy  minister finansów mówi, że oczekiwana długość życia przeciętnego emeryta nie jest specjalnie długa  bo łatwo z powyższego przykładu wyliczyć ile by mogła wynosić emerytura gdyby Jan Kowalski godnie żył przez 10 lat a nie dwadzieścia po zakończeniu pracy. Dziwię się jednak, że polityk jakim jest minister finansów potrafi w swojej nonszalancji podkładać takie miny  własnemu rządowi i własnym reformom plotąc na forum publicznym bez zastanowienia nad politycznym konsekwencjami takich wypowiedzi. Jak wyżej panie ministrze,  szczerość jest dobra w związku małżeńskim, a nie w polityce.

Zamiast pleść  o braku zaufania i długości życia panowie politycy powinni umiejętnie tłumaczyć społeczeństwu, że system emerytalny nie jest, nie był i nie będzie doskonały i niestety ale za wszystko w dzisiejszych czasach trzeba płacić. Wydłużenie okresu składkowego jest więc konieczne chyba, że ktoś ma inny  pomysł na ogarnięcie całego skomplikowanego systemu emerytur - niech przedstawia !

Uwaga !! Debata w sprawie emerytur na Blogu Debat Politycznych



piątek, 17 lutego 2012

Tak sobie czekałem kiedy lider Ruchu Palikota znów ruszy w tłum zniewolonych przez nasz system młodych ludzi z zamiarem wyzwolenia ich skutych kajdanami dusz. No i się doczekałem...


 

W sprawie legalizacji "miękkich" narkotyków pisałem już wielokrotnie i po prostu mi się nie chce więcej :D  Przynajmniej na razie.  Odsyłam więc do kilku wpisów:

marihuana u nocri'ego

Temat legalizacji ścierwa pewnie kiedyś znów obudzi mnie do działania i odkłamywania mitów sianych przez wielbicieli mulącego dymka. Na dziś powiem tylko, że niedługo chyba się Januszowi Palikotowi skończy paliwo na działalność polityczną. Krzyża wywalić z sejmu nie potrafi. Z protestów przeciw ACTA młodzież go (mimo, że twardo twierdzi coś innego) przegoniła aż żal było patrzeć jak się ten budzący kiedyś również we mnie nadzieję  polityk poniżał. Najwyraźniej zostało mu zaśpiewać .... "...a ja palę faję , żuje gumę. Palę faję za fają !"

 

...i śpiewa...

 

...będę szczery. Życzę mu jak najlepiej - staram się patrzeć na niego okiem obiektywnym do bólu. Nie mam żadnych do tego człowieka przeciwwskazań, w wielu sprawach się zgadzam ale tak jak pisał gdzieś tu u mnie Dr. Woland : mógłby się wreszcie określić bo flashmoby są dobre dla takich wesołych gówniarzyków w kapturach z lufą ganji w garści jak na filmiku. To nie jest miejsce dla polityka aktywnego  i chcącego coś rzeczywiście zrobić by ruszyć pewien zatwardziały układ w polskiej polityce.  Patrzę na to "bakanie" Janusza Palikota z lekkim politowaniem i zastanawiam się czy rzeczywiście tego chcieli jego wyborcy. Chociaż w zasadzie  nic mi do tego bo to był ich wybór i ich ryzyko... mają pewnie to co chcieli - cyrk na kółkach bez jakichkolwiek rezultatów kręcący się gdzieś w drugim obiegu polskiej polityki.

 

Mam tylko nadzieję, że za parę lat nikt nie podziurawi sobie publicznie ud walcząc o uwolnienie reszty psychoaktywnych substancji...



wtorek, 14 lutego 2012

Media huczą i buczą:

Stado samców rzuca się na bezbronną Joannę Muchę ! Nie mówmy  piękna Joanna tylko dr. Joanna !

Polityczna poprawność wylewa się jak "woda" z ToiToi'a. Kobieta-minister nie może być piękna.  Musi być fachowa - najlepiej by było pewnie gdyby była brzydka i zarośnięta po pachy ale z profesurą przed nazwiskiem.  Ja tam Joanny Muchy na stanowisku ministra sportu nie widziałem od początku i nie dlatego, że baba, a stanowisko dla chłopa. Powody były inne - ale to nie ważne.
Chętnie na nią patrzę bo ładna - choć moja lepsza połówka twierdzi, że nie jest... a czy ministrem dobrym jest czy tylko ładnym ? Na razie jest tylko ładnym  - będzie dobrym jak ruszy zatęchłą strukturę PZPN mimo strachu przed FIFA. Jak ruszy i wysadzi w powietrze to stetryczałe towarzystwo to powiem o Niej dobry i ładny minister sportu. Warto było Jej to stanowisko powierzyć a sam wybiczuję się na blogu za wpis napisany gdy ministrem została.

Wracając jednak to tej poprawności zafajdanej...

...choćby się jedna z drugą feministką wściekły do piany - chłop na babę będzie patrzył najpierw przez pryzmat  włosów , biustu i sexapilu, a dopiero później odnajdzie wartości jej umysłu. W drugą stronę to działa tak samo i niech mi jedna z drugą "wyzwolonych" nie wmawia, że kobita najpierw doceni chłopa cherlawego z głębią umysłu na poziomie Einsteina a nie spojrzy na umięśnione przystojne ciacho w obcisłym trykocie.

..rzygać mi się chce już tą wyzwoloną lewacką poprawnością polityczną...

Tuwim to rasista bo "Murzynek Bambo" stał się hymnem polskich nacjonalistów....kretyni. Jeszcze pieniądze biorą za takie mądrości.

...błeeee...

Nie ma Indian jest first nation - Szklarski pod sąd federalny stanu Texas za szerzenie w umysłach polskich dzieci rasistowskie i szowinistyczne myśli ! Ameryka już dawno zabrnęła do ściany w lansowaniu politycznej poprawności. Pogubili się i teraz cierpią płacąc odszkodowania w durnych procesach jak się jednemu z drugim coś niepoprawnego wyrwie - tyle że mieli prawo. Ameryka była krajem rasistowskich gangów, była krajem gdzie gnębiono ładniejszą część społeczeństwa zabraniając jej głosować i udzielać się na arenie społecznej. Polscy "wyzwoliciele" i piewcy politycznej poprawności brną jak ćmy za światłem amerykańskiej kulturalnej rewolucji nie widząc różnic, które aż biją po oczach od lat.

...a wszystko po to by na śmiesznej politycznej poprawności urobić kilka punktów i zarobić trochę kasy z publicznych dotacji...

...błeee...




Tomasz Sakiewicz w swoim ostatnim felietonie zauważył, że pozycja Rosji we współczesnym świecie osiągnęła ponownie poziom, który może zagrażać dominacji USA. Ameryka osłabiona erupcjami pokryzysowych problemów nie jest postrzegana we współczesnym świecie  tak jak była przed atakami na WTC. Al Kaida dość wyraźnie nadszarpnęła wizerunek dominanta światowej polityki. Mimo szeregu wydarzeń, które można wpisać w zestawienie sukcesów polityki militarnej USA, dominacja tak polityczna jak i gospodarcza sprawia wrażenie znacznie osłabionej. Jednak to pozory, a coraz to widoczniejsze przygotowania USA do nowej wojny tylko na to wskazują. Tomasz Sakiewicz uważa, że silna putinowska Rosja stała się zagrożeniem dla USA stąd wyraźne ruchy dyplomacji i wywiadowni amerykańskich w regionach Gruzji , Iranu i całego Bliskiego Wschodu. Redaktor naczelny GP myli się jednak w odczytywaniu sygnałów płynących tak z Waszyngtonu jak i z Moskwy.

To nie państwo Putina jest zagrożeniem dla stabilnej sytuacji między USA a Rosją. Amerykanie od dłuższego czasu obserwują to co w Rosji się dzieje. Mianowicie Putin przestał być dla Rosjan gwarantem mocarstwowości. Coraz więcej słychać pomruków w okopach opozycji  dotychczasowej władzy. Putin był gwarantem stabilnego państwa, którego Rosjanie oczekują. . Ameryka nie boi się soft-totalitaryzmu w wykonaniu służb bezpieczeństwa Premiera Rosji. Ameryka nie obawia się kolejnej i kolejnej kadencji władcy Rosji czy to na stanowisku premiera czy prezydenta. Ameryka nie obawia się zmian w rosyjskiej konstytucji, które by ustawiły Ponurego Władimira na pozycji nowego Cara z władzą absolutną. Nie tego się Ameryka obawia patrząc na lekko wyleniałego Niedzwiedzia.

Ameryka obawia się i to całkiem słusznie destabilizacji politycznej na Kremlu. Rosja tak jak i Związek Sowiecki była bezpiecznym wrogiem dopóki był wrogiem stabilnie rządzonym, a walizki atomowe były w rękach znanych już polityków. Rosja tak jak i Związek Sowiecki stawał się niebezpieczny gdy stawał się nieprzewidywalny. Sytuacja polityczna w Rosji jest dużo mniej stabilna niż to było jeszcze z 10 lat temu. Koszmarem sennym władz amerykańskich jest zmiana politycznych głów rządzących na Kremlu, a nie mocarstwowe działania Władimira Putina wspierające co rusz wrogów amerykańskich sojuszników czy jego współpraca z Chinami. Administracja USA dobrze widzi, że opozycja która mogłaby przegonić carewicza z Kremla to nie opozycja demokratyczna mająca na celu stworzenie w Rosji systemu podobnego temu jaki udało się wprowadzić w krajach postsowieckiej dominacji. Gdyby USA widziała w rosyjskiej opozycji polską Solidarność zapewne Putin byłby w kłopotach. Jednak Rosjanie nie są gotowi i pewnie nigdy nie będą na Rosję demokratyczną bez mocarstwowych zapędów. Tam władzę może przejąć ktoś kto spowoduje, że wszyscy zatęsknilibyśmy do byłego „kagiebisty”  Władimira Putina.

USA rozumieją dobrze, że ostatnie dyplomatyczne działania Putina mają na celu utrzymanie jego stabilnej pozycji na arenie krajowej, a nie międzynarodowej. Rosjanie muszą czuć, że na ich czele stoi człowiek niezłomny potrafiący bić pięścią w stół podczas  międzynarodowych rozmów. Silna Rosja jest na tą chwilę jedynie kartonowym tworem budowanym przez administrację Putina by osłabić wewnętrzną, rosnącą z każdym miesiącem opozycję. Trudno by było zaprzeczyć, że w Rosji dzieją się rzeczy, które do tej pory nie miały prawa mieć miejsca. Opozycjoniści targający na wiecach portrety Wodza w ciągu kilku tygodni byliby wyławiani spod kry rzeki Moskwy lub Wołgi. Rosja stoi na skraju szerokich zmian, a Putin nie ma zamiaru do tego dopuścić. Wcale bym się nie zdziwił gdyby w tej sprawie miał także wsparcie amerykańskiej administracji. Tyle, że takie rzeczy wyłażą dopiero po latach dzięki różnego rodzaju portalom typu WikiLeaks .  Poczekamy , zobaczymy ... a Tomasz Sakiewicz niech się aż tak strasznie nowej Zimnej Wojny nie obawia z jednego powodu - Zimna Wojna  się nigdy nie skończyła. Zmieniła tylko swoje oblicze.





wtorek, 07 lutego 2012

...w sejmie już niedługo.

 

W związku z tym, że mimo 15 % poparcia i potężnych oczekiwań jakoś niczego pan Janusz z wesołą kompanią ani dobrze nie zaczął ani dobrze nie skończył, zwrócił się więc  z propozycją do człowieka, który wie jak zaczynać, a jeszcze lepiej wie jak kończyć.  W Jedności bowiem siła !

 

Niech się święci Pierwszy Maj !

 

demotywator głosuj

 

...wczoraj , dziś i zapewne jutro...

 

 

strony zdjęć:

Epoka PRLu

SLD wraca do korzeni

Parada równości Wa-wa

poniedziałek, 06 lutego 2012

"Jest coś naprawdę makabrycznego i wstrząsającego w historii śmierci półrocznej Magdy" tym jakże prawdziwym zdaniem pani Środa rozpoczyna swój felieton dla TokFM. Tym zdaniem kończy: "Faktem jest że stało się coś strasznego z moralnego i egzystencjalnego punktu widzenia." Bingo ! ... i znów się zgadzam tylko jedno małe ale...   

...stało się coś wstrząsającego i strasznego z moralnego punktu widzenia. Pół Polski wykorzystuje śmierć dziecka do własnych komercyjnych celów. Detektyw tworzy cyrk dla tabloidu. Tenże handluje newsem i zdjęciem. Stacje TV biorą jak leci świeżutki towar i obrabiają na swój sposób dodając patetyczną sepię i mjuzik jak z transmisji pogrzebu papieża. A co robi pani Środa z pomocą felietonu ? Tworzy swój protest song i śpiewa na fałszywą nutę jak słynna Mandaryna od Wiśniewskiego na scenie Sopotu.

"Jestem nawet w stanie zrozumieć młodych. Z jednej strony są bardzo religijni (poznali się w Kościele podczas służenia do mszy), nie używali zapewne środków antykoncepcyjnych, nie mieli pojęcia o edukacji seksualnej (szkoła takiej nie oferuje), zaszli w nieplanowaną ciążę, bali się aborcji. Ksiądz, rodzina, najbliżsi potępią aborcję jako największe przestępstwo. Jak ich nie słuchać? A poza tym - gdzie jej dokonać? Jak o sprawach niepożądanej ciąży rozmawiać z religijnymi rodzicami, przyjaciółmi czy księdzem? Powiedzą tylko jedno: rodzić, bo "życie poczęte jest święte". Więc - urodzili."

Och jakże to ? Lepiej zabić przed czy po ? ...szczyty hipokryzji osiągnięte bez jakiegokolwiek trudu. Madzia z Sosnowca zginęła bo jej wcześniej nie zabito na ginekologicznym fotelu. Filozofia godna profesury...

" Dziecko to nie - cud, tylko bariera. Jest nieznośne, ryczy, domaga się opieki, ciągłej krzątaniny. Nie ma - w moim przekonaniu - czegoś takiego jak instynkt macierzyński, gdyby był, każda kobieta odczuwała by nieustającą potrzebę opieki nad swoimi dziećmi."

Profesor od rzeczy moralnie ważnych odkryła niemożliwe - instynktu macierzyńskiego  niet , ...bo po co by miał być? Ewolucja pozbawiła nas tego podstawowego instynktu obok żądzy prokreacji i chęci przeżycia. Wynika z tego, że uszkodzenie ewolucyjne części jednostek ludzkich stają się normą społeczną. Czujesz kobieto instynkt macierzyński - jesteś mutantem i to do tego religijnie zindoktrynowanym zapewne.

Pora nam ginąć jak dinozaury. Prajaszczury zabił meteor - ludzkość zabije filozofia profesor Środy. Kolejny dowód na zbliżającą się zagładę ludzkości w następnym zdaniu:

"Posiadanie małego dziecka w wieku dwudziestu lat jest - dla większości młodych, nieprzygotowanych ludzi - poważną przeszkodą w ich życiowych planach i rozrywkach."

Dwudziestoletni człowiek nie jest gotowy do życia. Rewolucja wisi w powietrzu jak młot Tora czekając by rozbić nasze nie przygotowane do życia czaszki. Od dwóch lat gówniarz może się poruszać po drodze w 1 tonowym narzędziu zbrodni przemykających po pasach dla pieszych ale dziecka wychowywać nie da rady - synuś i córuś mamuni. Trafi się dzieciątko w czasie życiowych rozrywek - myk do wiaderka na żądanie. Synuś z córeczką na rodzicielstwo będą gotowi dopiero gdy osiągną  wiek profesor Środy - doświadczonej zapewne kobiety i matki.


...a nie pomyślała tak może gwiazda lewicowej myśli społecznej, że ludzkość odchodzi od moralnych zasad zawartych kiedyś w katechizmach wszelakich ziemskich religii na rzecz lewicowej moralności Kalego ? Może to fałszywa wolność ciała nad umysłem pcha ludzi do zbrodni lub moralnie zgniłych działań:  bo  wolno, bo można, bo to modne, bo nie będzie prorok pluł nam w twarz ... Super wybór mają społeczeństwa i stada ludzkie. Zamiast moralnie nadgniłej i psującej się od lat religijnej moralności popadającej w coraz głębszą paranoję, otrzymują gangrenę lewackiej myśli społecznej. ...aż chce się żyć... Już nie wiem co gorsze - ksiądz pedofil czy lewak morderca.

Każdy coś ugrał na śmierci Magdy - Rutkowski show, media nalot reklamodawców na antenowy czas ...a pani Środa ? ...a pani Środa próbowała ugrać swoje. Pytanie czy Jej się udało... jak dla mnie przegrała to co w niej pozytywnego jeszcze czasami widziałem.



 
1 , 2