Komentarze:
Świt
Tramwaj
Google

Reklama

Sekcja Informacyjna:

Rzeczpospolita Gazeta.pl GazetaPolska niezależna.pl Polityka Onet.pl Wprost Najwyższy Czas Wirtualna Polska.pl Newsweek Nasz Dziennik Salon24 Fronda Interia.pl Angora UważamRze Dziennik.pl Polska Times GazetaPolskaCodziennie.pl NaTemat
Sandra
Zielone mity

Świat polityki widziany przez brudne okno tramwaju.
sobota, 27 kwietnia 2013

Wczorajszy wyrok sądu apelacyjnego jest co najmniej zastanawiający.  Z jednej strony sąd zgodził się, że wina posłanki jest bezsporna z drugiej uznał, że dowody które zebrano  winy udowodnić nie mogą. Zostały zgromadzone nielegalnie przez Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Drażnią mnie takie wygibasy prawne ludzi mających dbać o sprawiedliwość w Polsce...

Jestem ciekaw na jakiej podstawie sędzia, którego wyrok jest tak emocjonalnie komentowany na politycznych salonach, stwierdził nielegalność dowodów. Mogę zrozumieć pierwszego z brzegu Kowalskiego, twierdzącego że CBA działało na granicy prawa lub poza nim niebezpiecznie zbliżając nasz kraj do państwa totalitarnego ale kogoś kto powinien trzymać się kurczowo litery prawa  już zrozumieć nie potrafię.

Czyżby pan sędzia wzruszył się słynnym melodramatem w wykonaniu posłanki Sawickiej, o której pisałem w Seksualność Beaty Sawickiej? Przecież uzasadnienie umorzenia śledztwa w sprawie nielegalności działań CBA  przy badaniu sprawy Beaty Sawickiej mówi wyraźnie:

"W ocenie prokuratury funkcjonariusze CBA działali w ramach obowiązujących przepisów prawa i nie dopuścili się przekroczenia przysługujących im uprawnień" - wp.pl

...no i jak mam się nie zgodzić z ówczesnym szefem CBA Mariuszem Kamińskim, który o tym oficjalnie przypomina?

To co wielu myśli o CBA, o nadużywaniu władzy przez Zbigniewa Ziobro i jego żołnierzyków nie jest w żaden sposób prawomocne póki nie zostanie udowodnione. Sędzia Rysiński zrobił z  winnej korupcji kobiety niewinną. Zrobił to według mnie  w żenującym stylu. Wyroki sądów winne się opierać na dowodach i literze prawa, a nie publicystycznych przekonaniach tego czy innego sędziego.

...no chyba że się mylę, a umorzenie śledztwa przez prokuraturę nie jest dla SA wiążące...

 

piątek, 26 kwietnia 2013

"Na kłamstwie nie można niczego zbudować."

Popełniłem niedawno wpis "Francis exito!" gdzie wyraziłem nadzieję na zmianę jaką zapoczątkuje nowy papież Franciszek w polskim Kościele. Nie spodziewałem się, że nastąpi to aż tak szybko. Powyższy cytat to nie kolejne mądre słowa następcy Św. Piotra ...to słowa ojca Rydzyka.

"Wielu do nas przychodziło, mówili dużo o Ojczyźnie, Kościele. Klękali na nabożeństwach. Niestety, później się okazywało, że wiarę i patriotyzm traktowali instrumentalnie. Chcieli się tylko uwiarygodnić w oczach ludzi wierzących." - radiomaryja.pl

...nie no moi drodzy nocri nie zwariował. W parę rzeczy na tym świecie wierzę ale nie w to, że na ojca Tadeusza spłynął Duch Święty i naprawił to co całkiem inny Anioł perfidnie zepsuł.  Powody udzielenia cytowanego wywiadu są zgoła odmienne. Nie ma jedności i nigdy nie było w drugim obiegu*. Podobnie jak w mainstream'ie* tam również trwa bezustanna wojna o czytelnika, a niedługo o widza. Ojciec Rydzyk już dawno dostrzegł zagrożenie jakie stoi przed jego stacją telewizyjną. Telewizja Republika może sporo namieszać na do tej pory zmonopolizowanym i szczelnie opanowanym przez toruńskiego zakonnika rynku. Tym bardziej, że ów rynek jest dość ubogi i płytki. Dwa karpie się w tym stawie nie wyżywią...

Ojciec Dyrektor przypomniał więc swoim wiernym ile złego wyrządziły media niezależne* Tomasza Sakiewicza jego skromnemu dziełu. Toż to Gazeta Polska atakowała Radio Maryja za rosyjskie stacje przekaźnikowe. Przecież to jej dziennikarze zbrukali godność arcybiskupa Wielgusa - przyjaciela jedynego wolnego* radia w Polsce. Ojciec Rydzyk do tej pory milczał i ignorował zaczepki ale dość ...oko za oko...przyszedł czas na odwet. Na nic się zdała wspólna walka o multipleks i wolność słowa* gdy z kasy Imperium odpływa srebro, złoto i kosztowności do konkurencyjnego tworu.

 

*nie jestem pewien czy dobrze robię utrwalając  w sieci owe wszystkie zwroty wymyślone przez domorosłych dziennikarzy nie potrafiącej się odnaleźć na rynku  grupy. Ludzi zwalających swoje finansowe porażki na wszechobecny układ niszczący polskość mediów. Tyle, że te słowa świetnie pasują do ogólnej atmosfery opisywanych zjawisk. Wybaczcie więc...

wtorek, 23 kwietnia 2013

Sporo osób fascynuje się wyborami uzupełniającymi w Rybiku widząc w imprezie z 11% zainteresowaniem symbol zmian w III RP. Na szczęście mam ciekawsze tematy do opisywania. Czy Polska zobrazowała nam się w Rybniku? Nie. Pokazała nam się w pełnej krasie w Gdańsku...w tramwajach.

Z zaciekawieniem obserwowałem akcję urzędników z nadmorskiej stolic, która postanowiła uprzyjemnić czas jazdy tramwajem "mobilną czytelnią". Jako wieloletni pasażer tego typu komunikacji na Śląsku i Zagłębiu liczyłem, że pomysł się przyjmie i zaowocuje podobną inicjatywą w moich tramwajach. Niestety - Polska to kraj, w którym coś co powinno być dobrem wspólnym jest dobrem tego kto to pierwszy ukradnie. Podobnie jak słynna wigilia   i pazerna baba z Radomia pomysł na darmowy poczęstunek intelektualny okazał się totalnym niewypałem. Na nic się zdały próby edukacji pasażerów i prośby na naklejkach o nie zabieranie książek. Polak swoje wie i co nie jego ... zapierdoli ... bo co mu kto zrobi. Książki znikały w ciągu kilku dni. Nawet siatki na książki znalazły w polskich domach ważniejsze dla nich zastosowanie. Buraki noszą w nich pewnie teraz kartofle z bazarku.

Uwielbiam czytać podczas jazdy. W moim przypadku to często ponad 40 minut podróży środkiem komunikacji miejskiej. Dobra  książka wypełnia ów czas. W dzisiejszym zagonionym świecie 40 minut względnego spokoju to rarytas więc dlaczego miałbym go nie wykorzystać na specyficzny masaż substancji szarej. Trójmiejski pomysł mi się w związku z tym bardzo spodobał. Na całe szczęście urzędnicy nie poddali się chamstwu obywateli swojego miasta i czytelnie pozostają. Przenoszą się jedynie do wirtualnego świata. Książki można pobrać na telefon lub inne urządzenie mobilne, które może odczytać kod QR. Niestety atrakcja ominie osoby takie jak ja, które tego typu diabelskich maszyn nie posiadają.

...ile pokoleń potrzeba by te żenujące złodziejskie przyzwyczajenia z PRLu wreszcie w Polakach zanikły?



piątek, 19 kwietnia 2013

Trwa bezustanny festiwal obniżania wartości naszego narodu. Słowo - Polak - przestaje brzmieć dumnie, a to wszystko za sprawą medialnych potworów za wiadome pieniądze. Jak długo jeszcze  hieny będą się pastwić nad naszą obolałą od zdradzieckich ciosów  Ojczyzną. Chciałoby się rzec: Boże widzisz, a nie grzmisz.

Mamy dość pomniejszania wartości Powstania Warszawskiego przez  powstanie w getcie. Nie może tak być, że cały cywilizowany świat będzie kojarzył prawdziwy dramat i bohaterstwo Warszawy nie z tym powstaniem co trzeba.

Mamy dość robienia z  bohaterów narodowych naszej walki z okupantem pospolitych homoseksualistów obściskujących się pod nawałą nazistowskiego ognia. Dość homomanipulacji zmierzającej do homorewolucji obyczajowej co się może jedynie Sodomą i Gomora zakończyć.

Mamy dość oglądania i honorowania wszelakimi możliwymi nagrodami antypolskich filmów robiących z Polaków ciemne charaktery wojny, za której wszystkie ofiary winić można tylko jeden naród - naród niemiecki.  Bo to oni tą pożogę rozpalili.

Mamy dość użerania się z propagandą polakożerców. Tych, którzy starają się w perfidny sposób umniejszać wartość naszych pilotów z pomocą sowieckiej machiny komisji Anodiny. Ułańska fantazja to nasza duma narodowa, a nie powód do wstydu. Dość upokarzania nas nieznajomością podstaw BHP i przykładami nieprzestrzegania procedur.

...żeby tego był mało dziś spadł na nas kolejny cios z medialnego wychodka pierwszego obiegu. W zdradziecki sposób próbuje się besztać symbol polskiej wiosny ... bociana...

"Bociany nie są bowiem tak łagodne i sympatyczne, jak nam od dzieciństwa wpajano. Z obserwacji tych ptaków za pomocą zainstalowanych w gniazdach kamer wynika, że napadają na siebie i walczą o gniazda, a w pary łączą się zwykle tylko na jeden sezon. Co więcej, bez skrupułów zabijają własne pisklęta. Przodkowie bocianów sprzed tysięcy lat byli jednak jeszcze bardziej okrutni – porywali ludzkie dzieci." - newsweek.pl

...brak słów na ten podły przykład nienawiści do narodu polskiego w obcokapitałowych mediach mainstreamu. Wyjdźmy Polacy na ulice naszych miast i pokażmy, ze nie godzimy się na tak perfidne upadlanie naszej narodowej dumy, historii i ...ornitologii.



czwartek, 18 kwietnia 2013

Nie jestem w stanie ogarnąć czemu Donald Tusk ruszył na z góry przegraną bitwę z Jerzym Urbanem. Może to jakiś młody chcący się wybić adwokat nakłonił premiera do walki o swój honor i przeprosiny na ...pudelku. Uśmiałem się z typowego dla Nie żartu  1 kwietnia, uśmiałem  dzisiaj z niezamierzonego żartu o procesie Tusk vs Urban.



Dlaczego twierdzę, że premier już ten dziwny bój przegrał zanim się on tak naprawdę w ogóle zaczął? Z prostej przyczyny - Urban tylko czeka na takie promocje. Nieświadomie i całkiem głupio premier mojego kraju wchodzi na wojenną ścieżkę z kimś kto z takich wojenek utrzymuje się od lat. Nawet jeśliby jakimś cudem polski sąd (co mogę sobie wyobrazić)  pozew  uznał za słuszny Urban i tak wygra. On już w zasadzie wygrał bez względu na wynik sporu. Oczami wyobraźni już widzę kolejne procesy w wyższych instancjach i brylującą w mediach jak za dawnych lat łysą pałę Urbana. Toż redaktor Nie musiałby wydać ciężki grosz z topniejącej od lat kiesy tygodnika na taką reklamę. Za sprawą pozwu Donalda Tuska ma ją całkowicie za darmo.
 
Jeśliby nawet po latach ostateczny wyrok zmusił Urbana do wspomnianych w pozwie przeprosin to  zrobiłby to on zapewne tak, że  Donald Tusk znów musiałby się  wstydzić przez kilka tygodni.

Panie premierze - niech się pan nie bawi w obrażoną na dyskotece dziewoję. Urban ma swój wredny styl, który od kilku lat gaśnie w oczach. Takie pozwy to jedynie oliwa do ognia, przy którym z kieliszkiem dobrego koniaku się Urban będzie przez kilka miesięcy relaksował.



środa, 17 kwietnia 2013

Wstrząsający raport  likwidatora warszawskiego getta Jurgena Stroopa ukazał się na stronach IPN. Ktoś kto nie czytał  "Rozmów z Katem" Moczarskiego winien dowiedzieć się z tego pisanego  żydowską krwią raportu czym fascynował się naród niemiecki przez ponad 10 lat panowania syna austriackiego bękarta. To dobra szkoła dla wszelakiej maści współczesnych nazistów i wyznawców chorej filozofii Białego Człowieka.

Polska wersja raportu wydana przez IPN poprzedzona jest wstępem Janusza Kurtyki:

"Dla Polaków nie może być bez znaczenia fakt, że raport ten, pisany ręką niemiecką, mówi o reakcji polskiego społeczeństwa na popełnianą zbrodnię. (...) informacje o udziale „polskich bandytów” w walkach wewnątrz getta nie pozostawiają cienia wątpliwości, że zorganizowana część polskiego społeczeństwa, zbrojne podziemie polskie, zdobyło się na coś więcej niż tylko moralne wsparcie dla ginących za murami Żydów. Krew polska zmieszała się w getcie i pod jego murami z krwią żydowską. " -  całość .pdf

Uważny czytelnik w samym raporcie na stronie 34 znajdzie co prawda wzmiankę wydawcy:  twierdzenie iż Polacy brali udział w bitwach wewnątrz getta jest błędne ale to i tak nie zmieni faktu, że śp. Janusz Kurtyka popełnił bardzo dobry wstęp do polskiego wydania tej przerażającej pamiątki czasów wojny światowej.

Czyta się ów raport jednym tchem. Typowo niemiecka perfekcja w organizacji tak wielkiej zbrodni może budzić przerażenie. Raport to dowód jak manipulacja, socjotechnika i zwykłe słowa mogą zmieniać postrzeganie świata przez jednostki ludzkie. Jak fanatyzm może zmieniać szanowanych ojców rodzin w morderców milionów. Jak wiara w przywódcę potrafi wyciągnąć z duszy człowieka demony zamieniające go w bestię.

Niech zimne słowa Stroopa, podawane suche fakty i statystyczne liczby, jakby liczonych krów w stadzie, wbiją się drzazgą w umysły współczesnych aryjczyków próbujących na różne sposoby spełnić swoje chore wizje. Niech unicestwią w nich demona nienawiści by nigdy więcej nikt nie musiał czytać podobnych raportów pisanych we współczesnym świecie.





wtorek, 16 kwietnia 2013

Dziś dość luźny wpis na temat fascynującego mnie od jakiegoś czasu fenomenu Biedronki. Przy okazji dyskusji wśród znajomych o kapitalizmie z ludzką twarzą padł argument, że portugalska sieć wyrasta na bohatera wśród pracodawców. Co się takiego stało, że z symbolu wyzysku i podłej jakości produktów firma tworząca w Polsce sieć dyskontów staje się powoli symbolem tego jak powinna wyglądać dobra współpraca na linii pracodawca-pracownik.

Pamiętam mój pierwszy kontakt z Biedronką - pomarańczowy wstrętny "ketchup" i torba mrożonych frytek rozpuszczających się na puree w piekarniku. Kolejka na 20 metrów, prawie zasypiająca ze zmęczenia bidulka za kasą w uwalanym kurzem z warzyw fartuchu, chwilę wcześniej ciągnąca przez 3/4 sklepu paletę cukru na zdezelowanym ręcznym wózku widłowym. Tak wyglądał dyskont kiedy o prawa pracownicze walczyła Bożena Łopacka. Sieć potrzebowała sporo czasu by po spektakularnej porażce wyprowadzić swój wizerunek na prostą. Najwyraźniej przy tej okazji poznali tajemnicę dobrze prowadzonej firmy skoro sporo osób w niej pracujących jest ...zadowolonych z pracy. W Polsce to brzmi jak żart. Sporo moich znajomych  się w ostatnich latach  otarło o ten dyskont więc wiem co piszę. Przyglądając się jednak stowarzyszeniu walczącemu z właścicielami Biedronki można odnieść inne wrażenie. Prawda jak zwykle leży gdzieś pewnie  po środku...

Trzeba mieć naprawdę sporo złej woli by nie zauważyć zmian, które się w sieci pojawiły. Widać, że zainwestowano w managerów by zmienić zły obraz dyskontów. Śmiała kampania reklamowa spowodowała, że sklep zaczął kojarzyć się z wesołą grupką animowanych warzyw i produktów spożywczych. Z ich udziałem śmieszne filmiki zalały sieć i pasma reklamowe wszystkich stacji telewizyjnych. Na froncie jakości również widać pracę ludzi mających pojęcie o tym za co im firma płaci. Jakość produktów zaczęła się poprawiać mimo, że ceny pozostają na niskim poziomie. Sklepy wypełniły się pracownikami - tu już  z własnego doświadczenia mogę napisać, że długie kolejki zdarzają się jedynie w okresach przedświątecznych. Już dawno nie słyszałem w osiedlowym dyskoncie złorzeczenia klientów stojących pół godziny do jednej otwartej kasy. Pracownicy też jacyś tacy ...uśmiechnięci i uprzejmi się zrobili. Po sklepach śmigają młodzianie z elektrycznymi wózkami i gdzieś zniknęły plutony umundurowanych emerytów ścigających złodziei podpasek. Nawet polityczne wpadki Jarosława Kaczyńskiego firma potrafiła wykorzystać in plus tworząc legendarny koszyk Jarka. Dziś czytamy, że minimalna pensja brutto będzie wynosić 2000 złoty plus premie. Firma gwarantuje też świadczenia socjalne i umowę o pracę, a nie śmieciowe szaleństwo na zlecenie...

...ktoś powie, że to przecież  ledwo 500 euro - żenada i nędza. To prawda, że taka pensja w Zachodniej Europie nie robi nawet na bezdomnych wrażenia ale my moi drodzy żyjemy w Polsce. W kraju gdzie płaca minimalna wynosi 1600 złoty i zarabiają tyle miliony Polaków rozsianych w fabrykach, magazynach, sklepach osiedlowych, dużych handlowych sieciach czy nawet ekskluzywnych butikach. Na tym tle płace, którymi chwali się szefostwo Biedronki robią niestety wrażenie.  Jak do tego dodać plany tworzenie ponad 45 tys nowych miejsc pracy, buduje nam się dziwny obraz sieci działającej jakby wbrew kryzysowi, który dotyka ponoć inne firmy...

...w tym wszystkim jedynie Daniel Olbrychski w reklamie sieci budzi mój niesmak - chociaż z drugiej strony w kapitalizmie żaden pieniądz nie śmierdzi. Piarowcom Biedronki można zaliczyć jedynie na plus, że dali radę zatrudnić było nie było znaczący symbol polskiego kina do kolejnego ocieplania wizerunku sieci.






poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Polska scena polityczna stała się nudna. Jakiekolwiek badania preferencji wyborczych Polaków w ostatnich miesiącach ...ba ...nawet latach nie przynoszą żadnych znaczących zmian. Partia Donalda Tuska zamurowała się na pierwszym miejscu podium, gdzieś w jej cieniu stoi sobie nad wyraz spokojny  Jarosław Kaczyński z coraz bardziej sfrustrowaną brakiem władzy kompanią, a w oddali słychać chichot historii nad polską lewicą i resztką konserwatywnych ruchów pogonionych swego czasu z PiS. Wiatr historii czasami mocniej zawieje czasem zerwie się sztorm ...a Donald Tusk nie ma z kim przegrać...okręt sobie płynie w dal.

Jako obywatel, który zaufał w swoim czasie projektom prezentowanym także przez PO powinienem się cieszyć. W kraju spokój ...czołgów nie ma. Strajk jak już Solidarność zrobi to trzeba się naprawdę postarać by go zauważyć. Jakby nie smoleńskie paranoje detektywów amatorów to nie byłoby czym ramówki programów telewizyjnych i czołówek gazet zapełnić. Cisza panie aż w uszach dzwoni...

...i tylko lokowanie produktów w "Top Model" wkurwia niemiłosiernie...

Gdzieś w tym wszystkim jednak jest obawa o Polskę. Polskę sześciolatków w prymitywnych szkołach do tego nieprzygotowanych. Polskę z 12 miesięcznym okresem rozliczeniowym, który zrobi z nas niewolników Lewiatana. Polskę, która zgubiła podpisy pod projektem obywatelskim JOW. Polskę gdzie ceny produktów są 3 krotnie wyższe od tych w kraju zza zachodniej granicy, a pensje 3 krotnie mniejsze. Polskę gdzie rozpasany oligopol sieci handlowych robi sobie jaja z kretyńsko skomplikowanego i dziurawego systemu podatkowego. Polskę gdzie dzieci poczęte in vitro nazywa się produktami z bruzdami...Polskę...

...ech...

wtorek, 09 kwietnia 2013

W dniu wczorajszym w publicznej telewizorni, także za moje ciężko zarabiane pięniądze, odbył się Pierwszy Międzynarodowy Festiwal Filmów o Smoleńsku. O statuetkę Spróchniałej Brzozy walczyła redakcja National Geographics i dziennikarka Gazety Polskiej Anita Gargas.

Jury w składzie napuszonych dziennikarzyn, nie mających bladego pojęcia nie tylko o katastrofach ale i lotnictwie w ogóle, spierało się do późnych godzin nocnych kto statuetkę otrzymać powinien. Co naród polski wyniósł z wczorajszego festiwalu? Nic. Ludzie mający choćby blade pojęcie o lotnictwie prawdę znają już od lat, przynajmniej trzech. Ludzie mający smoleński dzwon w głębokim poważaniu nadal go w owym poważaniu mają. Jedynie Autonomia Posmoleńska znów otrzymała swoje kilka minut na buszowanie w zbożu. Cały cyrk tylko dla nich.

Weług mojego skromnego zdania statuetki I Festiwalu Filmów o Smoleńsku nie powinien otrzymać nikt. Dziennikarka GaPola pokazała jedynie zapitych Rosjan w Smoleńsku, chlejące dzierlatki w tamtejszym parku, ojszczane portki jakiegoś anonimowego mieszkańca smoleńskiego blokowiska znającego prawdę najprawdziwszą oraz profesora co wszem i wobec udowadnia od miesięcy że dla pasażerów bezpieczniejsze jest lądowanie samolotu na "plecach.  NG natomiast się nie postarał wcale i pokazał jedynie amatorski obraz, który można co najwyżej sprzedać hindusom do Bolywood jak scenariusz jakiegoś bolywoodskiego hitu o miłości, karierze, pieniądzach i przyjaźni polsko-radzieckiej.