Komentarze:
Świt
Tramwaj
Google

Reklama

Sekcja Informacyjna:

Rzeczpospolita Gazeta.pl GazetaPolska niezależna.pl Polityka Onet.pl Wprost Najwyższy Czas Wirtualna Polska.pl Newsweek Nasz Dziennik Salon24 Fronda Interia.pl Angora UważamRze Dziennik.pl Polska Times GazetaPolskaCodziennie.pl NaTemat
Sandra
Zielone mity

Świat polityki widziany przez brudne okno tramwaju.
środa, 19 czerwca 2013

Tak sobie czytam relacje ze zlotu pasożytów związanych z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji i mnie pusty śmiech ogarnia. 20 lat działalności największego wrzodu administracji publicznej III Rzeczypospolitej właśnie minęło chociaż już dobre 10 lat temu należało się tego politycznego burd... przybytku pozbyć z polskiej konstytucji.

"Między Krajową Radą a światem polityki, przez te dwadzieścia lat dochodziło do różnych napięć" - tvp.pl
 
...napięć? Tam dochodziło do analnych penetracji, oralnych pieszczot i sadomaso politycznych nieudaczników spod każdego jednego partyjnego znaku. W  politycznych pornograficznych akrobacjach najchętniej występowali aktorzy związani z Ordynacką. Nie zapomniany barczysty amant Halber , brutal od wyrzucania chujów i siepaczy precz. Najseksowniejsza diva polskiego radia - Czarzasty uwielbiający wycieczki po regionalnych stacjach. Chętnie pokazujący swój nadnaturalnie wielki sprzęt, którym uciszał niepokornych właścicieli radiowych biznesów. Zaprzeczenie męskości - podciep Braun niepotrafiący zrobić nic by eseldowska KRRiTV zaprzestała antypaństwowej i stricte polityczno-biznesowej działalności smęcący coś bezładnie na pytania dziennikarzy.

Skupiłem się na lewicowych bohaterach tego 20 letniego serialu żenady i poruty. Jednak w każdej jednej radzie można znaleźć podobne lub tożsame czarne charaktery i szare eminencje szkodzące rynkowi medialnemu i mediom publicznym.

"Media publiczne nie powinny pracować dla zysku, ale dla zadań, które przed nimi stawia Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji " - śmiech na sali powinien rozejść się pod sufit...

Od czasu Kwiatkowskiego media publiczne zamieniły się w komercyjną papkę, która dodatkowo w nieuczciwy sposób konkuruje z mediami prywatnymi o podział tortu fundowanego przez reklamodawców. Zniknęły z anteny publicznej wszystkie mające znaczenie dla społeczeństwa programy czy to edukacyjne czy rozrywkowe. Pełnowartościowe audycje zastąpiono papką dla skretyniałego pop-społeczeństwa. Czego nie udało się usunąć od razu, przesuwano w czas antenowy powodujący naturalną śmierć. Stworzono co prawda po latach dość atrakcyjne programy takie jak TVP Kultura ale czy one pracują dla nas czy dla zysku na płatnych platformach?

"...rozwinęły się też media regionalne..." - pytam się  gdzie ?

Jedyną regionalną telewizyjną trójkę zamienioną w żenująco ubogą wersję TVN24, którą włączają jedynie pasjonaci lub nie mający dostępu do czegokolwiek innego. Gdzie są wszystkie  atrakcyjne programy regionalne, którymi TVP 3 była wypełniona przez lata. Gdzie?

Reasumując - Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji to niebezpiecznie wyrośnięty, ropny wrzód na dupie polskiej demokracji. Na KRRiTV nie pomoże kompres z ziółek fundowany co rusz przez polityków, którym owa instytucja nie przeszkadza bo czasami się przydaje gdy trzeba zwalczyć konkurencję polityczną. Tylko głębokie cięcie i wypalenie rany spowoduje że może kiedyś zapomnimy o tej żenującej instutucji III RP. Tylko kto to zrobi?...

BTW - o działalności wymienionych wyżej panów pisałem swego czasu we wpisie: "Chwała nam i naszym kolegom. Ch... precz!"  - nie daruje im Rock Radia.


Joachim Brudziński pomysł Donalda Tuska na likwidację finansowego wsparcia partii z budżetu państwa nazywa anihilacją opozycji. To jest anihilacja złodziei publicznych pieniędzy i to nie ważne czy są w opozycji czy aktualnie rządzą.

Po pierwsze każde odciążenie budżetu państwa uważam za słuszne. Tym bardziej, że akurat ten pieniądz jest zmarnowany na potęgę. Jako obywatel nie dostaję od 20 kilku lat nic w zamian. Przecież jakość i poziom polskiej polityki nie jest tym czego bym sobie życzył za kwoty, które politykom oddaję na wieczne nieoddanie każdego roku. Przeciwnicy finansowania partii tylko ze środków własnych i sponsorów uważają, że taka sytuacja otworzy świat polityki na przekręty. Rywalizacja na obietnice zamieni się w rywalizację o poparcie finansowego lobby lub bogatych biznesmenów. Krótko pisząc będzie sobie można stanowiska lub ustawy za gotówkę kupować.

No to ja się spytam - a jak jest teraz? Ustawę o rynku medialnym próbowano już kilka lat temu sobie kupić. Czy nie było takich przypadków więcej? Niech mi ktoś to swoją ręką  zagwarantuje. Przekrętów finansowych co niemiara w każdej jednej partii więc o co ten fałszywy płacz? Całość wsparcia na polityczną działalność polityczną partii powinno się spożytkować w innych sektorach naszego państwa. Skoro polityk nie jest w stanie znaleźć lub zorganizować  środków na swoje potrzeby to na co mi taki polityk nieudacznik?

Po drugie jak się kogoś oskarża o przekręty to samemu warto mieć sumienie czyste. Panie Joachimie -  pół miliona złotych nie pomogło tajemniczemu tygodnikowi "Monitor tygodnia" jakie wydaliście z publicznej daniny na reklamę Waszej partii przed wyborami 2011 roku. Dopadła ów tygodnik typowa anihilacja już po piątym numerze, a dokładniej - po wyborach. Sytuacja taka jak opisana w Polityce tylko i wyłącznie podkreśla słuszność propozycji likwidacji subwencji dla partii politycznych. Lewizna, lewizna i jeszcze raz lewizna. Wyprowadzanie pieniędzy z publicznego obiegu do prywatnych kieszeni. Z czystej ciekawości zajrzałem w cennik reklam tygodników lokalnych. Wydanie  500 tys złotych na reklamę  byłoby cudowną manną  z nieba dla każdego jednego lokalnego tygodnika w tym kraju. Średnie ceny za rozkładówkę w takim piśmie wahają się od 1800 do 4000 tys złotych. PiS w ramach świetnego dla wydawcy interesu postanowiło płacić ponad 100tys złotych za numer. ...było ich pięć i tygodnik zniknął. Zmarnowane pół miliona publicznych złotówek na reklamę w regionie gdzie i tak na 100% byliście pewni wygranej.

Tylko ktoś naiwny mógłby w tym procederze nie widzieć nic podejrzanego... no ale przecież wszyscy kradną to czemu  jedyna patriotyczna i uczciwa partia nie może? No właśnie dlatego, że chce się nazywać patriotyczną i uczciwą. ...tylko kretyn tego nie zrozumie...

Reasumując - jestem za propozycją Tuska w/s likwidacji subwencji dla partii politycznych. Koniec ze złodziejstwem politycznych nieudaczników. Gdyby PiS wydał tak kretyńsko na reklamę pół miliona swoich pieniędzy nawet bym się o temacie nie zająknął. Zlikwidujmy więc subwencję by uniknąć podobnych przekrętów...

...tylko zaraz, zaraz...przecież Tusk już o tym mówił...dawno...dawno...temu to nam obiecywał. ...no tak... nawet głos oddałem na tą partię  między innymi z tego powodu. Podobnie jak z powodu propozycji wprowadzenia JOW, likwidacji Senatu  i innych słusznych propozycji, które w moim poczuciu mogą ten kraj zmienić w przyjazny dom dla wszystkich Polaków. Niestety panie Tusk ale ja już w tą obietnicę nie wierzę...mieliście wystarczająco dużo czasu by ją i wiele innych zrealizować.

 

BTW... anihilacja opozycji to popularne słowo w szeregach PiS. Oni w ogóle lubią trudne i obcobrzmiące słowa - chyba podnosi to im samoocenę bo innego powodu dla używania takich neologizmów nie widzę.

 



wtorek, 11 czerwca 2013

Na prawej stronie polskiej sceny politycznej pogarszająca się sytuacja ekipy rządzącej powoduje zabawny dance makabre. Głodne władzy szczury kotłują się pod stołem tłukąc się o co lepsze spadające ze stołu Donalda Tuska kąski. Rosnące sondaże PiS powoduje ślinotok organizacji skrajnie prawicowych i ich tub propagandowych. Jak to zwykle ma w zwyczaju, Tomasz Sakiewicz znów odtrąbił kolejną zbliżającą się rewolucję (...którą to już?..) i intensyfikację działań obronnych środowisk okrągłostołowych.

"...próba skłócenia np. „Gazety Polskiej” z częścią mediów katolickich, ataki na SKOK-i, wykorzystanie patriotycznego zapału młodzieży do stworzenia odrębnego ruchu politycznego, który zapewne wystartuje w wyborach do parlamentu." - salon24.pl

Z całego tego bełkotu najbardziej urzekła mnie owa patriotyczna młodzież próbująca stworzyć odrębny ruch polityczny. Redaktor Gapola ma na myśli Ruch Narodowy, o którym spędzie było ostatnio w mediach dość głośno. Mam swoje zdanie o organizacjach tworzących ów Ruch i nie jest to oczywiście zdanie pochlebne. Ot faszyzujące grupki nazi-onanistów ubierających się w śmieszne mundurki żywcem zdjęte z oddziałów SA - pierwszej armii Adolfa Hitlera, glancujących z uporem maniaka swe ciężkie czarne ortopedyczne buty wyprodukowane w monachijskich fabrykach niemieckiego lekarza Dr Martensa, nie dające zarobić polskim fryzjerom ani złotówki. Proste polskie skiny wychowane na bajkach Tejkowskiego podkręcane przez  część ciemnogrodzkiego kleru i ograniczonych mentalnie przedstawicieli nacjonalistycznej inteligencji. Patriotyczna młodzież? ... panie Sakiewicz piszecie Nową Encyklopedię Solidarności to może Nowy Słownik Języka Polskiego też pójdzie w szybkim nakładzie wydawnictwa teścia. Skin to skin - nie rób pan  patriotyzmu ze zwykłego szowinizmu i nazizmu.

PiS jak na razie specjalnie nie reaguje na epilepsję skrajnej prawicy bo wariant węgierski, który się marzy Kaczyńskiemu, zakłada funkcjonowanie obok PiS polskiego odpowiednika tamtejszej grupy nacjonalistów Jobbik. Ruch Narodowy jest więc w pewien sposób naturalnym sprzymierzeńcem Prezesa PiS. Nie ma więc powodów by z nim walczyć dlatego od kilku dni komentujących powstanie RN przedstawicieli PiSu w mediach nie uświadczysz. Tak więc będzie sobie kwitł w polskim ogrodzie chwast narodowego-liberalizmu (?) jak to wesoło sobie wymyślili chłopcy narodowcy na spędzie skinów Ruchu Narodowego, dopóki jakiś mądry ogrodnik nie zrobi z tym porządku.

...a historia powszechna, której nawet specjalnie daleko wertować nie trzeba uczy nas co wyrasta z nacjonalistycznych chwastów, którym pozwolono zapuścić korzenie.



piątek, 07 czerwca 2013

Właśnie zakończyła się wojna, która nie wybuchła chociaż 90% świata czekało na nią z niecierpliwością i z zaciśniętymi zwieraczami dziennikarzy. Koreański reżym po oziębianiu swojego wizerunku i straszeniem USA wojną nuklearną, chce przywrócić gorącą linię Pjongjang - Seul. Dzielny przywódca Północnej Korei zażegnał tym samym światowy konflikt ratując świat przed pożogą.

To że płn Koreańczycy łykają takie ejakulacje od dziesiątków lat mogę zrozumieć - totalitaryzm czyni z ludzi bezwiedne maszyny płaczące i śmiejące się na rozkaz. Jednak tego, że cały świat gryzł pazury obawiając się nuklearnego ataku ze strony najdziwniejszego kraju na tej planecie, zrozumieć już nie sposób. Jak sobie przypomnę te wszystkie medialne wyścigi w relacjonowaniu koreańskiego konfliktu to mnie pusty śmiech ogarnia. ...i Ci wszyscy dziennikarze szukający na siłę jakiejś sensacji w czymś co na półwyspie koreański jest tak normalne jak sobotni dzień targowy w Będzinie.

Nie od dziś wiadomo, że totalitaryzm potrzebuje teatru, na scenie którego może rozgrywać swoją politykę wewnętrzną. Młody przywódca Korei Płn potrzebował  wojennego spektaklu by utrzymać w ryzach naród umiejętnie gnębiony od lat. Wszelakie rocznice związane z rewolucją są w tym kraju pretekstem do specyficznej demonstracji siły. Tyle, że owa demonstracja nie ma na celu przestraszyć potencjalnych zewnętrznych wrogów reżymu ale jedynie zmotywować jego własnych obywateli do jeszcze większych poświęceń dla chwały Korei Płn. Świeży przywódca potrzebuje legendy*  i generałowie mu ją stworzyli. Kim Dzong Un stał się w ciągu tych kilku tygodni godny swojego stanowiska - uderzył pięścią w światowy stół negocjacyjny, doprowadził południowego sąsiada do przerażenia, zatrząsł w posadach potęgą amerykańskiego imperializmu i ... uratował świat od wojny jedną decyzją.

Nic dodać nic ująć. Co ciekawe ...tym razem dziennikarze jakoś się nie rzucili na temat jak szczury na młodego kota. Już nie ma sensacji godnej burzy mózgów w newsroomach ...ot prozaiczny koniec wojny, która się nie wybuchła. I to dla mnie jest lepszy przykład żenującego dziennikarstwa, a nie śmieszna afera wokół artykułu Wprost o Fibaku.

* - my też mamy  w Polsce polityka lubiącego tworzyć wokół nas atmosferę zagrożenia przed którym będzie nas dzielnie bronił i budować legendy wokół swojej własnej osoby.

środa, 05 czerwca 2013

W pewnym mieście wybuchła afera wywołana przez niezbyt uprzejmą w stosunku do ulicznego handlarza strażniczkę miejską. Jak to zwykle bywa społeczeństwo reprezentowane przez rześkich i opanowanych komentatorów internetowych podzieliło się w ocenie kto bardziej ich wkurwił...

W zasadzie - co to za sprawa, że warto o niej napisać? Niby żadna ale tylko pozornie bo zahacza o ważne tematy wolności gospodarczej. Zwolennikowi wolnego rynku w gospodarce powinny przeszkadzać wszelakie ograniczenia w prowadzeniu działalności. Takimi ograniczeniami są setki dziwnych przepisów, koniecznych pozwoleń etc. którymi tłumiona jest w Polsce  wolność gospodarcza obywateli. Pan handlarz watą cukrową ze wspomnianej awantury handlował sobie za "co łaska" słodyczami w doskonałym dla tego typu działalności dniu - Dniu Dziecka. Zarobił już pewnie niemało gdy pojawił się urzędnik państwowy w osobie strażniczki miejskiej, która wystawiła panu stosowny do sytuacji mandat. Działalność pana waciarza  okazała się bowiem być nielegalną. Nie miał stosownych dokumentów zezwalających mu na uliczny handel. Wiele osób pod wiadomością swój gniew wylało na przedstawiciela władzy zarzucając pani  strażnik, że tak napiszę delikatnie - upierdliwość i że to ona jest pasożytem i nierobem.

"...bo co to za problem, że se chłopina bezrobotna watę dzieciom sprzeda..."

To jest problem moi drodzy - bo skoro wolny rynek został ograniczony przepisami to mamy obowiązek ich przestrzegać. Mamy pełne prawo dążyć do zmiany wiążących nam ręce przepisów, mamy prawo do niezadowolenia z zastanej sytuacji, która nie pozwala nam się rozwijać, a tym samym przynosić korzyści nie tylko nam ale i innym członkom społeczeństwa. Mamy jednak obowiązek stosować się do reguł gry obowiązujących wszystkich. W tym dniu na ulicach polskich miast pojawiło się zapewne setki jeśli nie tysiące podobnych panu waciarzowi handlarzy upominkami dla naszych pociech. Zapewne część z nich tak jak i on handlowała nielegalnie licząc się z konsekwencjami - wręcz się ich spodziewając. Jednak na te same ulice wyszli także ludzie, którzy reguł gry postanowili przestrzegać - wnieśli stosowne opłaty, zalegalizowali działalność gospodarczą, musieli przygotować odpowiednie dokumenty i zezwolenia by w tym dniu zarobić na chleb.

...i pani strażnik miejska takich ludzi ma obowiązek bronić...i to jest jej praca na, którą płacimy podatki. Pani strażnik miejska ma rację, że reszta społeczeństwa musi na takich pozornych nierobów, cwaniaków zapierdalać.

Pozorny nierób? Tak. W jednym się bowiem pani strażnik pomyliła - ów handlarz nierobem nie jest - przecież on prowadzi działalność, zarabia, gdzieś zarobione pieniądze wyda dając zarobić komuś innemu. To nie jest nierób - to jest jedynie cwaniak próbujący  nas oszukać. Udając bezrobotnego zapisuje się na nasze listy kosztów. Kosztów jego leczenia gdy pochoruje się handlując w zimny dzień. Kosztów utrzymywania urzędników próbujących mu w Urzędach Pracy bezskutecznie pracę znaleźć. Kosztów leczenia jego klientów  jeśli by jego wata z powodu braku nad nim kontroli zawierała niebezpieczne paciorkowce...i tak można by wymieniać społeczne koszty, którymi ów nielegalny handlarz może nas zaskoczyć.

Mogę zrozumieć społeczne oburzenie gdy stada  strażników miejskich polujące na handlujące czosnkiem rencistki, przewalają się przez miejskie skwerki i uliczki. Jednak gdy widzę wyrośniętego i zdrowego cwaniaka mającego w dupie reguły gry,  którymi posługują się inni obywatele, oka przymykać nie mam zamiaru. Z rozmowy z komendantem straży  dość jasno wynika co tak wkurzyło panią strażnik. Jej w zasadzie bezsilność wobec jawnego łamania prawa. To według słów komendanta nie pierwsza i zapewne nie ostatnia interwencja ws pana handlarza. Śmiem przypuszczać, że cwaniak handluje w Dniu Dziecka watą, w Dzień Zmarłych zniczami, przed wigilią choinkami, w czerwcu truskawkami, a w maju bombonierkami na Pierwszą Komunię. Pewnie niejeden mandat zobaczył i niejeden raz się z panią strażnik  spotkał w sądzie. Kobieta widząc bezsilność Państwa w walce z takimi cwaniakami wybuchła...chociaż ja pewnie bym jej raczej pochwałę wypisał niż naganę.

wtorek, 04 czerwca 2013

"I've been living next door to Wipler.
Wipler, who the fuck is Wipler ?"

Powiedzcie mi kto to jest ten Wipler na którym skupił się polski światek polityczno medialny? Mnie dużo nie trzeba by zrozumieć czemu się to to nagle w mediach wszelakich narodziło. Sondaż SMG/KRC wpuszczający partię Korwina Mikke na sejmowe salony zaowocował wybuchem politycznego wipleryzmu z partii PiS. Pojawiło się zagrożenie utraty części konserwatywnego elektoratu odpływającego powoli od PO do PiS - trzeba szybko reagować.

Jak tak posłuchać wschodzącą gwiazdkę mediów, która to rzekomo pokazała środkowy palec Prezesowi to szybko można dojść do wniosków, że cały cyrk z nowymi Republikanami to kolejna po PJN, Solidarnej Polsce porcja gotowego scenariusza na moją jakiś czas temu pisaną historię. Szczególnie teksty o smoleńskich wybuchach czy niezbędności Jarosława Kaczyńskiego do naprawy Polski, pomagają zbudować nam obraz osoby, której 90% Polaków do tej pory nie znało lub przynajmniej o niej nie słyszało.

"Oh, I don't know why he's leaving,
Or where he's gonna go,
I guess he's got his reasons,
But I just don't want to know "





Dziennikarze Rzeczpospolitej dokonali prostej prowokacji, obnażającej jakość  polityka rządzącej partii. Nie mam zamiaru wyżywać się na posłance PO i samej partii Donalda Tuska bo w tą pułapkę pewnie łatwo by było złapać każdego mniej lub bardziej rozgarniętego polityka. Jednak poseł powinien mieć choć blade pojęcie o propozycjach i obietnicach wyborczych własnej partii, by się w tak głupi sposób nie ośmieszać.

Wpadki politykom zdarzają się dość często. W sondzie TVN24 na temat powstania styczniowego na minę wlazł poseł SLD Joński...inni posłowie wywinęli się dziennikarce sprytnie od odpowiedzi. Pamiętam też posła Hofmana i jego kombinacje alpejskie przy pytaniu o Powstanie Warszawskie. Podobnie wysypał się ze szkodą dla partii poseł SLD Wierzbicki, który z oficjalnego maila do dziennikarzy o spotkaniu "SOS dla Spółdzielczości" zapomniał usunąć wewnątrzpartyjne instrukcje, ukazujące bez ogródek jak działa polska polityka. Chamskie wpadki posłów  - Węgrzyna (PO) o lesbijkach,Tomaszewskiego (PiS) o zapładnianiu krowy lodem, czy Suskiego (PiS) o murzynku Godsonie to tylko wycinki tego co opowiadają świadomie lub nie nasi wybrańcy przed kamerami i mikrofonami dziennikarzy.

Przypadek posłanki PO pokazuje jednak coś innego - zaślepienie polityków w rywalizacji. Na hasło "PiS" politykowi PO spadają na oczy klapki i plecie trzy po trzy  dziennikarzowi.

"Życzę PiS powodzenia w realizacji tych cudów, ale to się nie nadaje do poważnej rozmowy - odpowiedziała pani poseł. Dlaczego? - Bo to zupełnie nierealne pomysły. Czyste chciejstwo. Człowiek składający takie obietnice okłamuje Polaków! "

... tym samym posłanka Ligia Krajewska podrzuciła Donaldowi Tuskowi pod siedzenie kolejną pierdzącą poduszkę, z której ubaw będzie miało nasze żądne tanich sensacji społeczeństwo. Gratulacje... może lepiej czasami trzymać język za zębami zamiast brylować w mediach ku uciesze tłumów i dziennikarzy.