Komentarze:
Świt
Tramwaj
Google

Reklama

Sekcja Informacyjna:

Rzeczpospolita Gazeta.pl GazetaPolska niezależna.pl Polityka Onet.pl Wprost Najwyższy Czas Wirtualna Polska.pl Newsweek Nasz Dziennik Salon24 Fronda Interia.pl Angora UważamRze Dziennik.pl Polska Times GazetaPolskaCodziennie.pl NaTemat
Sandra
Zielone mity

Świat polityki widziany przez brudne okno tramwaju.
sobota, 28 lipca 2012

Przy okazji zbliżającej się rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego zauważyłem spory ruch w interesie polskich ruchów dziwnonarodowych. Jedne walczą z Madonną inne organizują się w marsze. Zastanawiam się co bardzie będzie szkalować pamięć powstańców i bojowników Armii Krajowej oraz Warszawy. Popowy koncert jakiejś podstarzałej już amerykańskiej gwiazdy słynącej co najwyżej ze zgrabnej nogi i pupy czy udział w obchodach grupek ludzi spod znaku Legion ONR ?

Co jak co ale jednak marsze oenerowców bardziej się Polakom będą kojarzyć z obchodami wojskowej rocznicy niż podrygi solidnie dotkniętej już wiekiem pop Madonny. Nasi chłopcy oenerowcy to prawie jak dzielni żołnierze. Obuci, karni, z patriotyczną pieśnią na ustach idący w bój. Różnica jednak jest dość spora. Powstańcy i żołnierze Armii Krajowej ruszyli w bój o wolność by stanąć zaporą przed zalewem socjalistycznej i stalinowskiej czerwonej fali. Chłopcy oenerowcy ruszają w bój z pedałami, brudasami i z własnymi kompleksami słabowitych chuliganów. Cóż tylko chłopiec z kompleksami mógł wymyślić tekst jak poniżej.  Okrasić go soczystymi celtyckimi krzyżami i wizerunkami miecza Chrobrego w zaciśniętej dłoni w słynnym już kształcie litery L i nazwać patriotyczną pieśnią. Prawicowy salon obawia się muzycznej prowokacji przygotowanej przez Donalda Tuska i Hannę Gronkiewicz-Walz z użyciem kontrowersyjnej piosenkarki. Jednak nie obawia się że polskie święta i rocznice ważnych zdarzeń przejmować mają ochotę ludzie którzy wyrośli na takiej oto muzyce i tekstach:




Ciężkie buty, zimne twarze
Zimne oczy, pewny krok
Łyse głowy, tatuaże
Niezniszczalna siła "Oi!"
Oczyścimy kraj nasz cały
Pokonamy wszelki trud
Czy brudasy, czy pedały
Dla nich nie zabraknie kul

Choć niewielu nas zostało
Takiej siły nie ma nikt
Skinhead tylko walczy stale
By poprawić Polsce byt

Doktor Martens da nam siłę
Łatwiej z nim przez życie iść
Gardła zakrapiane piwem
Skinhead walczy nie od dziś
Anarchiści, socjaliści
Krew zaczęli naszą pić
Wtedy będą z nich korzyści
Gdy w obozach zaczną gnić

Choć niewielu nas zostało
Takiej siły nie ma nikt
Skinhead tylko walczy stale
By poprawić Polsce byt

Skinhead walczy, skinhead czuwa
Kwiat Polaków nie da się
Czy to Niemiec czy też k***a
Szubienica znajdzie się
Wyleczymy Polskę naszą
Od zarazy, jaką jest
Liberalizm i pacyfizm
I masońskie NWG

Choć niewielu nas zostało
Takiej siły nie ma nikt
Skinhead tylko walczy stale
By poprawić Polsce byt



...pozostawiam do własnej oceny, którzy artyści bardziej zbrukają rocznicę tak ważnego dla Polaków wydarzenia. 

piątek, 27 lipca 2012

...i kolejny temat z tzw. drażniących dla zwolenników wolności absolutnej. Fotoradary i mandaty. Oburza nam się część społeczeństwa piórem pana Maziarskiego, że za przekroczenie o prawie 50% dopuszczalnej prędkości otrzymał mandat 100 złoty. Teoretycznie można się wkurzyć i pewnie sam bym popsioczył pod nosem, że się dałem ograbić w jakiejś mieścinie, której normalnie nawet bym nie zauważył. Pan Maziarski nadział się na fotoradar, który ustawiono w miejscu z ograniczeniem prędkości do 40 na godzinę.

Teraz nasunąć powinno się pytanie. Czy złamano obywatelskie prawo ustawiając diabelską maszynę  w tamtym miejscu? Osobiste prawo dziennikarza do jechania jak  się chce złamano na pewno. Jednak to złamane pozornie egoistyczne prawo jednostki służy do tego by całość miała się lepiej. Raz - miasteczko dzięki temu zmniejszyło statystyki wypadków, które w tamtym miejscu ponoć były przerażające. Dwa - na łamaniu prawa przez przejeżdżających podróżników miasto zarabia sprytnie na to by miejscowa społeczność rosła w siłę i w kulturę.

Kolejne pytanie powinno paść takie. Czy skoro kodeks ruchu drogowego mówi wyraźnie, że w zabudowanym obszarze na drodze jedziemy z prędkością nie większą niż 50km/h to my jako obywatele mamy się do tego stosować czy nie ? Pan Maziarski złamałby przepis ruchu drogowego nawet wtedy gdyby ograniczenia w tym miejscu nie zwiększono do 40 km/h. Skoro obywatel zgodził się uczestniczyć w ruchu drogowym i w tym celu zdał egzamin państwowy, to zgodził się równocześnie na stosowanie się do zasad tego ruchu. Dlaczego pan Maziarski ma pretensję do miasteczka ? Dlatego, że zarobiło na mandatach więcej niż Stolica. Takie prawo miasta. Dziennikarz znak widział. Dziennikarz zapewne też widział ostrzeżenie o kontroli radarowej. Dziennikarz mimo to postanowił jechać szybciej. Żałosne są więc jego pretensje do świata, że sam błąd popełnił.

To trochę jak z jazdą na gapę. Wchodząc do autobusu czy tramwaju i jadąc bez biletu mam świadomość, że jeśli konduktor mnie złapie zapłacę albo gotówką albo kredytowym. Moje ryzyko, mój pech gdy spotka mnie taka nieprzyjemność bo biletu zapomnę na przykład kupić. Płacę lub przyjmuję mandat bez zbędnej awantury. Skoro zdecydowałem się jechać znając konsekwencje muszę być ... konsekwentny. Tak jak nie lubię pasażerów wyzywających kanarów od najgorszych szuj i świń, tak nie lubię dziennikarzy wyzywających włodarzy miasta od zbójów. Zbój Czarny Krzysztof obcinał ręce i kradł bo był po za prawem. Kanar i miasto ściąga mandaty bo w prawie jest. Skoro prawo jest nie takie jak być powinno miejmy pretensję do prawa,  a nie do tych którzy je stosują z korzyścią dla siebie i swojej społeczności.

Wiele osób uważa, że ich prawo decydowania o sobie jest prawem nadrzędnym. Mylą się gdy chcą mimo tych przekonań żyć w społeczeństwie. Ten system ma kilka innych praw nadrzędnych. Po pierwsze ma chronić grupę w całości, a dopiero potem swoich obywateli z osobna. Jeśli coś jest dla społeczeństwa  istotne zostaje wprowadzone mimo, że  nie gra to z poczuciem wolności jakiejś pojedynczej jednostki. Jednostka taka ma wolny wybór - albo żyje w grupie i stosuje się do zasad ustalonych przez tą grupę albo odchodzi i żyje osobno nie korzystając z przywilejów i korzyści, które z życia w społeczeństwie wynikają. Na tą chwilę ludzkość nie wymyśliła lepszego systemu więc mający problem z własną absolutną wolnością powinni przeanalizować co dla nich lepsze. Pełne życie, w ich mniemaniu, bez ograniczeń, wiążących obowiązków ale i bez korzyści płynących z życia w stadzie albo podporządkowanie się ustaleniom systemu i ewentualna praca na rzecz demokratycznego jego poprawiania. 

środa, 25 lipca 2012

Miałem nie odnosić się do dyskusji, która pochłonęła media czyli ustawa o związkach. Do czasu gdy w promocjach TokFM nie zobaczyłem wpisu innego blogera, który według zapewnień postanowił obalać argumenty przeciwników owej ustawy. Z zasady unikam odnoszenia się do innych blogerów jednak tym razem uniknąć nie sposób.

Bloger obalił więc ponoć racjonalnie takie oto argumenty:

Argument nr 1: „Brzydzę się gejami”
Argument nr 2: „W Biblii napisano”
Argument nr 3: „Tylko heteroseksualiści są normalni”
Argument nr 4: „Geje chcą adopcji dzieci, a geje gwałcą”

Dziwne ? ...no tak, mnie też zatkało. Czy cokolwiek z tych wymienionych bzdur może ktokolwiek normalny użyć w dyskusji nad tym czy związkom partnerskim należą się uprawnienia podobne małżeństwom w rozumieniu konstytucji czy też się nie należą ? Pewnie ktoś tego użyć może ale czy byśmy chcieli z nim dyskutować ? Ja bym nawet nie zaczął bo z góry widać, że tylko kretyn mógłby takimi argumentami nam przywalić. Z kretynami się nie dyskutuje więc nie rozumiem pana francis.de, że na własne życzenie to robi.

Gdzie tkwi problem z ustawą o związkach partnerskich? W katolickim rozumieniu rodziny? Nie.W rozumieniu konstytucyjnym. Nie obchodzi mnie to czy jakiś klecha błogosławił komuś na nowej drodze życia. Związek przed Bogiem jest ważny dla ludzi, którzy w Boga wierzą. Jednak wierzący są zaledwie częścią składową instytucji zwanej społeczeństwo. Instytucja ta jest uprzywilejowana w ustawie zasadniczej i jeśli ktoś chce uprzywilejować inne wersje tej podstawowej komórki społecznej musi ową ustawę zasadniczą w tym celu zmienić.

"Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.” - artykuł 18 pierwszego rozdziału określa jasno i dobitnie jaki związek jest w Polsce prawnie chroniony.

Argumentem pierwszym jest więc Konstytucja. Brak możliwości zmiany definicji małżeństwa jest sporym utrudnieniem dla projektodawców ustawy o związkach partnerskich. Z Konstytucji wynikają więc wszelakie uprawnienia jakie otrzymała rodzina czyt. małżeństwo.

Uprawnienia wiążą się z obowiązkami. Życie w społeczeństwie to nie raj, w którym czerpiemy garściami nie dając nic w zamian. Podstawowym obowiązkiem rodziny zapisanym w konstytucji jest, i tu się pewnie wielu oburzy co nie zmieni faktu, że tak jest:  prokreacja i macierzyństwo. Nazwijmy rzeczy po imieniu. Podstawowa jednostka systemu zwanego społeczeństwo jaką jest rodzina dba przede wszystkim o to by społeczeństwo nie tylko się rozwijało ale i mnożyło. Społeczeństwa starzejące się skazane są z oczywistych względów na zagładę. Bez dzieci nie ma społeczeństwa. Bez potomstwa żadne społeczeństwo nie może się rozwijać i tym samym przetrwać. Z tego powodu zapis konstytucyjny zawiera te znienawidzone przez niektórych słowa jak "macierzyństwo" i "rodzicielstwo". Można  czarować rzeczywistość na różne sposoby ale jednego nie zmienimy - związek dwóch gejów dzieci społeczeństwu nie da. Można oczywiście założyć, że formalne związki partnerskie osób o odmiennej orientacji będą wychowywać na przykład dzieci jednego z partnerów lub  dzieci niechciane w ramach adopcji ale...  takie rozważania samej Konstytucji nie zmienią. Drugim więc argumentem jest ... Konstytucja RP która wyraźnie określa kogo macierzyństwo i rodzicielstwo jest chronione.

Projektanci zadbali o to by związek partnerski stał się pozornie formalny przed prawem z pomocą odpowiedniej ceremonii w urzędzie Stanu Cywilnego, która taki związek uwiarygodni. Tylko co to zmieni kiedy w samej Konstytucji zapis rozdziału pierwszego wyklucza jakikolwiek inny związek chroniony przez prawo? Paradoksalnie jedna czy druga strona związku partnerskiego na podstawie tego przepisu mogła by zakwestionować w każdej chwili swój związek jako niekonstytucyjny i bez zbędnych formalności rozwodowych, którym podlegają małżonkowie w rozumieniu konstytucyjnym, związek zakończyć. Kolejnym argumentem przeciw tej ustawie jest więc ...Konstytucja RP.

Czwartym i ostatnim argumentem niech będzie ewolucja. To ona tysiące lat temu ustaliła jaki związek jest dla społeczeństwa i całego gatunku ludzkiego atrakcyjny pod względem korzyści z niego płynących. Można się denerwować, złorzeczyć i nawtykać mi od nietolerancyjnych homofobów ale jak świat światem to związki heteroseksualne utrzymują nasz gatunek na powierzchni ziemi. Jak na tą chwilę nie widać by się to miało zmienić więc domaganie się uprawnień winno być uzasadnione innymi korzyściami jakie społeczeństwo miałoby dzięki takim rewolucyjnym zmianom osiągnąć. Tego niestety nigdzie nie widziałem. Widzę tylko koszty.

Cała dyskusja wokół tej ustawy zdjętej przez sejm kręci się wokół jakiś dziwnych filozoficznych bajdurzeń na temat czy gej to człowiek, czy lesbijka będzie kochać dziecko, które adoptuje, czy zgoda na małżeństwo dwóch panów jest w Biblii czy jej nie ma? Lanie wody byle piana była. Tak zwolennicy jak przeciwnicy biją się na argumenty, wątpliwej jakości. To nie Biblia jedna czy druga określiła czym jest rodzina. Zrobiła to już tysiące lat temu ewolucja, a polska Konstytucja ma to tylko formalnie umacniać dla dobra systemu jakim jest społeczeństwo.  I tyle... chcecie zmian ? Zmieńcie Konstytucję ...bo ewolucji się Wam moi drodzy zmienić przepisami nie uda.





wtorek, 24 lipca 2012

Jak spowodować, by rzeczywistość stała się bardziej przyjazna naszym oczekiwaniom ? Wystarczy rzeczywistość ukazać w ciut innym świetle omijając pewne szczegóły tworzące całość. Sztuka manipulacji nie jest trudna. Praktycznie każdy ją stosuje dla własnych partykularnych interesów. W świecie przyrody to nawet pewnego rodzaju wymóg konieczny do przeżycia. Motyl manipuluje swoim ubarwieniem by wielkie czarne koła na jego skrzydłach wydawały się przerażającymi oczami drapieżnika. Ćma usłyszawszy charakterystyczny sonar nietoperza zamiera w powietrzu i spada "martwa" na ziemię zanim łowca się zdąży połapać. Patyczak idealnie udaje kawałek gałązki poruszając się charakterystycznie na wietrze. Ludzie sztukę manipulacji opanowali do perfekcji. Stajemy się zupełnie kimś innym niż jesteśmy w rzeczywistości przy każdej nadarzającej się okazji.

Impotent gra przed innymi ogiera, dla którego seks nie ma żadnych tajemnic. Tłuścioch manipuluje ubiorem by choć na chwilę schować przed oczami obserwatorów swe przerośnięte ciało. Chuderlak natomiast ubiera się tak by strój pozornie napompował jego nędzne mięśnie. Twórca reklamy manipuluje światłem i photoshopem by zdjęcie produktu było najatrakcyjniejsze na rynku. Polityk manipuluje słowem i gestem by wydać się mądrzejszym i bardziej przekonywującym od rywala. Świat stoi na kłamstwie -  manipulacja jest przecież kłamstwem.

W naszym kraju mamy media twierdzące, że tylko one ukazują prawdę i prawdy poszukują. My informujemy oni kłamią - brzmi wspaniale reklamowy slogan niezależnych. Ukazywanie manipulacji środowiska tworzącego "media drugiego obiegu" to jak odbieranie dziecku lizaka. Każdy jeden opis rzeczywistości podany w tych mediach to sztuka manipulacji opanowana do perfekcji. Weźmy prosty przykład z nazwaniem się "drugi obieg". Dla ludzi, którzy są głównym odbiorcą i podstawowym rynkiem zbytu twórczości ekipy pana Sakiewicza "drugi obieg" oznacza coś pozytywnego. Dla wojującego z komuną lub uczestnika wydarzeń wojennych to słowo pełne dobrych znaczeń. Drugi obieg był konspiracją walczącą z hitlerowcami i komunistami. Drugi obieg utrzymywał w narodzie nadzieję na lepsze jutro. Drugi obieg przekazywał potajemnie informacje z wolnego Zachodu lub z frontów II wojny itd. Dawał prawdziwy obraz rzeczywistości zakłamanej przez faszystowską lub peerelowską propagandę. Nazwanie się drugim obiegiem jest sprytnym zabiegiem manipulującym rzeczywistością.

Dlaczego to nie jest prawda ? Z prostej przyczyny - drugi obieg to prasa podziemna, ukryta, zakonspirowana, zmuszona dzień w dzień uważać by jej autorzy nie wpadli, nie trafili do sowieckich czy hitlerowskich obozów. Jak się to ma do współczesnej rzeczywistości ? Nijak - Gazeta Polska leży na półce kiosku obok znienawidzonych tytułów mainstremowych (kolejne słowo idealnie manipulujące rzeczywistością). Nasz Dziennik bije w oczy z każdego jednego okna wystawowego saloników prasowych. Reklamy wydawnictw pana Sakiewicza jak w słynnym dowcipie  z Leninem w konserwie wyskakują z antyram zza każdego rogu polskich wsi, miast i miasteczek. Co więc oznacza ów tajemniczy "drugi obieg" gdy czasami trudno jest po 10:00 Gazetę Wyborczą kupić nawet jakby się chciało, a pisemek niezależnych pełne półki biją po oczach głośnymi tytułami ?

Kolejny przykład ukazywania rzeczywistości na zalecaną pseudopatriotyczną nutę to niby mało ważne artykuły dotyczące jakiś drobnych wydarzeń. Kilkanaście takich wytworów dziennie tworzy czytelnikowi swoistą papkę informacyjną w głowie. Taki czytelnik obraz naszego kraju musi widzieć już tylko w zniechęcających do  życia barwach. W Polsce przecież tak łatwo trafić do więzienia za słowo - krzyczy niezależny portal. Żyjemy w totalitarnym systemie bez wolności słowa - kołacze się w mózgu *leminga gdy widzi obrazki takie jak ten:

Na początku stwórzmy postać i dajmy jej cechy kogoś bardzo wartościowego:

"Anna Łojewska jest osobą dość popularną w Poznaniu, ma wyższe wykształcenie, zna kilka języków, publikuje. W książce „Pamiętnik z dekady bezdomności” opisała swoje perypetie, gdy z powodów finansowych straciła mieszkanie i musiała zamieszkać w ośrodku dla bezdomnych „Barka”. Zdołała wyjść na prostą, założyła własną firmę, dzisiaj pomaga innym." - za niezależna.pl

Wszystko to może być prawdą ważne jednak by wprowadzić czytelnika w odpowiedni nastrój. Ponadprzeciętny obywatel do tego leming który zrozumiał swój błąd - idealny bohater dla "drugiego obiegu". Czym więc zawinił dla Systemu ów wykształcony obywatel po przejściach pomagający innym:

"W maju tego roku – przy okazji Dnia Weterana – Komorowski przyjechał do Poznania, aby porozmawiać z żołnierzami rannymi podczas misji w Iraku i Afganistanie. Relacja z tego spotkania ukazała się na portalu Gazeta.pl, a pod tekstem internautka o nicku a.lojewska napisała w ostrym tonie długi komentarz, który zaczęła dość symbolicznie: „panie prezydencie – specjalnie z małej litery”. Później skrytykowała pobyt polskich żołnierzy w Afganistanie. Wpis ten kończy słowami: „…jako prezydent mojego kraju, na którego głosowałam, proszę nie roztrwaniać moich podatków, bo i tak pan i koledzy z PO dostatecznie zmarnowaliście!”."

...każdy by się oburzył. Czytajmy kolejne zdania:

"Wpisem Łojewskiej zainteresowały się służby pilnujące, aby nikt nie psuł samopoczucia Bronisława Komorowskiego. 11 lipca Prokuratura Rejonowa Olsztyn-Południe wszczęła śledztwo z art. 135 kodeksu karnego. – W sprawie znieważenia prezydenta i Wojska Polskiego – potwierdza „Codziennej” zastępca prokuratura rejonowego Anna Grygo-Janusz."

Służby w rozumieniu specjalne zagięły parol na praworządną obywatelkę tylko dlatego, że skrytykowała samego Prezydenta RP. Skandal ! System totalitarny ! Służby specjalne vs wolność słowa ! Kazamaty za krytykę ! Polska stacza się w kierunku totalitarnego państwa Tuska i Komorowskiego...

...a jak wygląda  rzeczywistość, którą portal i gazeta sprytnie ukryli na potrzeby własnego rynku zbytu ? A tak:

"panie prezydencie - specjalnie z małej litery. Nie życzę sobie, aby za moje podatki finansował sobie łyk alkoholu - vel gorzały z mordercami niewinnych cywilów. Ich miejsce jest na haniebnym śmietniku historii. Należę do większości Polaków wstydzących się za udział naszego kraju w wojnach o wpływy USA w tym regionie. Skoro, jako wcześniej decydent armii polakiej i szef WSI nie był pan w stanie zapobiec udziałowi Polski w tej hańbie, to i teraz, jako prezydent mojego kraju, na którego głosowałam, proszę nie roztrwaniac moich podatków, bo i tak pan i kolezy z PołO dostatecznie dużo ich zmarnowaliście!" (pisownia oryginalna)." - tak wyglądał komentarz użytkownika portalu a.lojewska

Już rzeczywistość niezależnego leminga zaczyna nabierać innych barw. Według gazety i portalu panią zajęły się służby dbające o dobre samopoczucie Prezydenta Komorowskiego. Łatwo jest więc ułożyć sobie obraz Polski gdzie za słowa nawet ostre i niesprawiedliwe specjalne służby biorą Cię na widelec. Rzeczywistość wygląda trochę inaczej. Owe służby czyli najzwyklejszy prokurator zostali powiadomieni o sprawie od innego czytelnika portalu. Co widać także na  screenie owej dysputy na forum. Złożył on prywatnie powiadomienie o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa. Owe krwiożercze służby czyli prokuratura musieli podjąć czynności sprawdzające czyli ustalenie po IP autora komentarza. Prokuratura tłumaczy to tak:

"Najpierw chcemy ustalić, kto dokonał wpisu i jakimi motywami się kierował. Prokurator dodaje też, że nawet decyzji o odmowie wszczęcia śledztwa nie można podjąć bez tych ustaleń." - za poznan.gazeta.pl

Jak to jest panie Sakiewicz że dumnie pan nosi głowę wysoko niosąc sztandar z hasłem "My informujemy oni kłamią" gdy pana media robią tak banalne do rozszyfrowania manipulacje? Gdzie ten honor wymarzony w snach - że tak sobie sparafrazuje pewien tekst znanej piosenki. Honor pewnie brzęczy gdzieś pod stołem...


BTW *leming

Uwielbiają nas nazywać lemingi mimo, że to oni brną po kolana w błocie za Rydzykiem, Kaczyńskim lub Macierewiczem bez względu na to w jak wielką paranoję ich owi panowie prowadzą. Usłyszałem ostatnio dość fajną opinię jakoby czytelnik Sakiewicza czy Łysiaka był lemingiem któremu się po prostu w życiu nie udało. Coś w tym jest my jako wolne lemingi idziemy do przodu równie szybko jak rozwija się ten wolny kraj a oni pospadali już  dawno w czyhające na słabszych przepaści i doły, które sami starają się pod nami kopać już tyle lat. Kto grał w dzieciństwie w przepyszną grę "The Lemmings" ten wie o czym mówię. :)



poniedziałek, 23 lipca 2012

Bywam w różnych miejscach Sieci. Widzę wiele chamstwa, agresji. Jednak mimo wszystko poniższy film i jego przesłanie wstrząsnęły mną dogłębnie. Świat zdziczał, a świat dostępnego dla wszystkich internetu stał się szambem podłej jakości. Najbardziej przerażające jest to, że tak jak stwierdzili autorzy bezkarność takich ludzi tylko zachęca do eskalacji i rozlewa się na coraz młodszych użytkowników.

Nie znałem pani Gr@żyny Żarko - z zasobów portalu YT korzystam, jednak nie na tyle by zauważyć jej istnienie. Polska Sieć ją jednak znalazła...



Moherowa Gr@żyna okazała się fikcją, a udana prowokacja ukazała w pełnym świetle to co Internet ma nam czasami do zaoferowania. Z jednej strony cieszę się, że ktoś wpadł na taki pomysł - trzeba pokazywać i promować nawet tak ohydne i brutalne w słowie materiały. Niech rodzice zostaną tym zmobilizowani do zwiększenia kontroli tego co robią ich słodkie pociechy w czasie gdy oni sobie żyją ... z boku. 90% gówniarstwa, które wyraziło chęć skomentowania lub dodania kontry video nie zdała jeszcze nawet matury. Patrząc na ynteligentne inaczej gemby internetowych retardów z YouTube uświadamiam sobie, że w Sieci oprócz smakowania wiedzy, poznawania i uczenia się świata bardzo łatwo można połknąć czyjeś fekalia. Z drugiej jednak trochę obawiam się czy rozpoznawalność pani Ani po owym eksperymencie nie będzie jednak dla niej trochę niebezpieczna. Warto więc nagłośnić ów projekt by jakiś polski Holmes nie postanowił w Jej filmie jeszcze raz zagrać. Świat tak wirtualny jak i rzeczywisty  pełen jest debili czekających na swoją chwilę chwały.



Co do przeprosin i fali bicia się w piersi użytkowników, którzy jeszcze chwilę wcześniej wylewali kubły pomyj, grozili pobiciem, śmiercią lub wirtualnie zabijali Gr@żynę na ekranach innych filmów na YouTube - nie wierzę wam. Chcieliście wykorzystać tą chwilę dla siebie. Chwilę którą dała Wam ów kontrowersyjna fikcyjna postać. Chwilę by zarobić, by złapać kilka subskrypcji, by stać się podobnie sławnymi jak ona. Wykorzystaliście tą chwilę tak jak potrafiliście najlepiej. Jest mi Was tylko ... żal.

Chamstwo nie jest  fenomenem polskiej sieci. Nie obawiajmy się, że ktoś kiedyś o nas Polakach powie - chamy nie potrafiące się w Sieci zachowywać. Nie. Tak wygląda cały świat internetu - ma swoje dobre i złe strony. Jego dostępność spowodowała, że byle troll może odpalić komputer lub telefon w każdym miejscu na ziemi, połączyć się z siecią i efektownie wyrzygać. Jednak czy z tego powodu mamy Internet spróbować ograniczyć ? Absolutnie nie. Wolność i pewnego rodzaju anarchia w Sieci to naturalna esencja tego świata. Wszelka próba kontroli czy ograniczenia z poziomu władzy może się zakończyć się tragedią. Tragedią dla nas... nie dla władzy.




piątek, 20 lipca 2012

Jest dobra zasada: gdy Twój przeciwnik popełnia błędy nie przeszkadzaj mu. Obserwuję od jakiegoś czasu łomoty jakie sobie dają publicyści prawicowych (choć to w Polsce czasem mało adekwatne do rzeczywistości słowo) gazet. W kwietniu tego roku gdy tytuł Uważam Rze przeskoczył w sprzedaży Gazetę Polską w mediach Sakiewicza zawrzało:

"Gdy tylko wystartował 'Uważam Rze' i sprzedawalnością przeskoczył 'Gazetę Polską' (od razu), Sakiewicz and company dostali białej gorączki i piany. Z łamów "GP" padły wobec dziennikarzy bluzgi: 'hieny', natomiast wobec samego tygodnika parokrotnie nonsens: 'podróba »Gazety Polskiej " - za polskatimes.pl

Jakiś czas był spokój i pojawiały się co najwyżej drobne uszczypliwości. Dziennikarze prawicowych mediów spotykali się w Tygodniu Sakiewicza na niezależnym VODzie. Razem szumnie nie zostawiali suchej nitki na rządzących i jak to lubią mówić wspólnie: mainstreamowych mediach. Niestety dla nich stety dla normalności skończyło się lizanie po jajkach tuż po publikacji artykułu Waldemara Łysiaka o słuszności pochówku śp. Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Czyżby znów "lokaje Lisickiego" i "pajace Sakiewicza": szykowali się do walki na noże ?

"Waldemar Łysiak w „Uważam Rze”, kryjąc się za opisem opinii „inteligenckiej części prawicowego elektoratu”, przedstawił swoje krytyczne zdanie o pochówku śp. Pary Prezydenckiej na Wawelu. Jako młodzi ludzie utożsamiający się ze środowiskiem, które według Łysiaka trzyma „pancerny parasol nad wawelskim grobem”, chcemy na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” bronić słuszności decyzji o pochowaniu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Nawet jeśli przez to definitywnie stracimy szansę na status „inteligenckiej części” prawicy." - za niezależna.pl

Temat artykuły Dziedzictwo Wawelu panów Wildstein i Pereira nadaje się na osobny wpis i tak pewnie bym zrobił ale po pierwsze - nie lubię pisać o zmarłych szczególnie gdybym musiał pisać coś nie do końca miłego. Po drugie próby windowania zmarłego prezydenta na cokół bohatera narodowego Polski to temat nudny i oklepany. Sam kilka słów już napisałem. Można szanować Lecha Kaczyńskiego jako człowieka i nawet jako polityka ale robić z jego postaci i zasług  narodowy symbol oraz układać patriotyczne  pieśni jest już przynajmniej niesmaczne. Wróćmy więc do panów lokajów i pajaców jak to sami o sobie ładnie piszą.

Polska prawica od lat cierpi przede wszystkim na brak pieniędzy i brak jedności. Gdy kości wokół budy mało, psy żrą się o każdy kęs. Skoro rynek prawicowych i konserwatywnych czytelników jest w Polsce ubogi jasne jest, że gracze ukierunkowani na ten kapitał stają do bratobójczej walki. Mainstream ma łatwe zadanie - ludzie, dla których historyczne symbole, patriotyczne peany, nudne czarnowidztwo i katolicki ciemnogród są obce to przeważająca większość. Tym samym rynek  tego czytelnika czy widza jest zasobny i starcza dla wielu. Pieniądz jest w nim dodatkowo większy bo ludzie niepatrzący zbyt głęboko za siebie widzą drogę przed sobą. Tym samym łatwiej im odnaleźć się na zawiłych ścieżkach nowej demokracji, kapitalizmu, wolnego rynku. Dzięki temu  pieniędzy mają więcej i chętniej je wydają. Natomiast ludzie tkwiący jedną nogą w XIX, a drugą w początkach XX wieku szarpią się o każdy kęs dobrobytu spadającego z pańskiego stołu. Jak można do przodu iść gdy strachliwy wzrok utkwiony jest ciągle w ciemnościach polskiej historii ?

Dopóty prawicowe media tego nie zrozumieją dopóty tkwić będą na orbicie medialnego świata i płakać sowicie co kilka dni jak ich ów mainstream wykańcza. Skoro nie potraficie stać się konkurencją dla owego demona lewactwa, skoro nie potraficie sprzedać swoich idei - po gruntownej ich analizie czy to się w ogóle jeszcze do sprzedania nadaje - musicie bidować na rynku na którym tkwicie od lat bez jakiejkolwiek refleksji. Zgodnie z zasadą podaną na początku nikt Wam w tym przeszkadzać nie będzie. Wasza kiepska piaskownica, wasze nudne bitwy na ołowiane żołnierzyki i drewniane mieczyki.


czwartek, 19 lipca 2012

Zastanawiam się nad ideą opisaną przez redaktorów naczelnych portali, które już nie długo staną się portalami płatnymi w ramach ideii Piano Media.

"Drodzy Czytelnicy! Jeśli czytacie ten tekst w wersji drukowanej, na papierze, nie dziwicie się, że wcześniej musieliście zapłacić za to, aby ten i pozostałe teksty w gazecie móc przeczytać. I kiedy ten sam materiał czytacie w wersji elektronicznej, na ekranie komputera stacjonarnego, tabletu, laptopa czy aparatu telefonicznego, również nie dziwicie się, że za to płacić nie musicie. " - za polskatimes.pl

Teoretycznie panowie mają rację. Skoro za słowo pisane na białym papierze muszę wydać  kilka złotych dziennie, dlaczego mam identyczne informacje mieć za darmo w Sieci? Teoria jednak teorią, a praktyka praktyką. To pewna jaskółka, która w nadziei owych panów przyniesie wiosnę dla ich słabnących interesów. Dostępność wszystkiego spowodowała, że biznesy kręcone na medialnym rynku zaczynają robić pod siebie. Czy jaskółka w postaci Piano Media opanuje polski internet na tyle by ów marzenie panów redaktorów stało się faktem ? Śmiem wątpić. Powiem nawet więcej - podobne inicjatywy jedyne co mogą zrobić pozytywnego to wzmocnić media niezależne. I nie chodzi mi tu o media Sakiewicza ale prawdziwie niezależne. Niezależne od całego medialnego rynku podzielonego przez dotychczasowych bonzów. Niezależne od korporacyjnych pieniędzy wydawanych na potęgę przez ostatnie dziesięciolecia. Jestem pewien, że dopóki politycy i medialne tuzy nie spacyfikują nam Internetu dopóty informacja w nim będzie darmowa.

Jest oczywiście miejsce na płatne portale - one istnieje już przecież od dawna. Rzepa czy Wyborcza odkąd pamiętam zachęcają do wykupu abonamentu na najświeższe artykuły z ich łam. Nie rozumiem więc w czym tak fascynujący jest projekt Piano Media ? Ot kilkanaście portali zamknie się przed czytelnikiem szukającym darmowej informacji. Jeśli nie znajdzie jej tam to znajdzie gdzie indziej... Choćby na informacyjnych blogach i portalach, które z racji tej rewolucji mogą zacząć przynosić  konkretniejsze dochody dla ich właścicieli. Jakość słowa pisanego w tych miejscach w ramach naturalnej ewolucji wolnego rynku również się poprawi i zmieni. Konkurencja wymusza rozwój. Jeśli tylko będzie powód walki o czytelnika, niejeden bloger czy właściciel niszowego portalu zainwestuje w siebie by móc stanowić doskonałą konkurencje dla pełnopłatnych portali. Natomiast czytelnik w Sieci przyzwyczajony do darmochy w reklamę czy promotorski banerek  w podzięce za informację kliknie bez obawy, że ktoś kiedyś mu ów blog czy portal zatrzaśnie przed nosem i wywiesi kartkę "Płać!". Im większa oglądalność tym większa klikalność więc... piano Media ale forte Blogi !

środa, 18 lipca 2012

Zarżnąć prędko matkę Madzi... sukę co na rurze pląsa - krwią dzieciątka ubabrana !
Prokurator kary żąda i wymaga - vox populi  w głowie gra mu jak słowiki.
Kara śmierci dla  Szymonka rodzicielstwa ! Niech ta szmata będzie w końcu ukarana !
Prokurator już wymierza paragrafy spoglądając na gorące wciąż dzienniki.

Ksiądz zawinił i nikogo nie wieszają. Nikt mu krzywdy zrobić przecież nie da.
Dziecka zmarło choć tak blisko było mu do matki ramion.
Prokurator cicho patrzy i umarza, kary nie ma !
...bo nie było tam przestępstwa żadnych znamion...

Ja się pytam z tego miejsca:

Gdzie nadzór prokuratorski był i jest w tej sprawie ? Jakim cudem za śmierć dzieciaka podczas porodu nie ma winnych ? Jakim prawem jakikolwiek znachor może stwierdzić jako biegły, że dziecko szans nie miało i tak przeżyć więc mu się pomoc medyczna nie należała ?

Gdzie Wasze wzniosłe słowa drodzy księża proboszczowie i biskupi w temacie aborcyjnej zagłady naszego narodu ? Gdzie Wasze wzniesione do nieba ramiona w modłach nad pomocą samego Boga w walce z aborcyjnym podziemiem ? Gdzie to wszystko teraz gdy jeden z Was w świadomy sposób dokonał brutalnej aborcji na własnym dziecku ? Nie udzielenie pomocy kobiecie i dziecku w taki sposób jak to opisali dziennikarze jest najzwyklejszą aborcją w pełni tego słowa znaczeniu.

...brzydzę się wami wszystkimi, którzy dopuszczają do takich sytuacji, a gęby mają wypchane frazesami.



wtorek, 17 lipca 2012

Od dawien dawna koalicje z PSL przynosiły głównej partii rządzącej tylko kłopoty. Polska polityczna rolnicza brać ma od lat opinię ludzi wykorzystujących władzę i stanowiska dla własnych partykularnych interesów. Także Platforma Obywatelska ma z niesfornym koalicjantem sporo kłopotów. Jak dotąd to już druga afera związana z politykami PSL i ludźmi, którymi ta partia dzięki władzy obsadziła najważniejsze stanowiska związane z rolnictwem. W 2008 roku w czasie pierwszych rządów Donald Tusk już otrzymał pierwsze ostrzeżenie:


 

Czy Premier wyciągnął wnioski i zabezpieczył się na kolejne lata rządzenia by rodzinne interesy peeselowców nie psuły  wizerunku rządu ? Najwyraźniej nie. Kolejna tym razem taśmowa afera ujrzała światło dzienne dzięki publikacjom Pulsu Biznesu i Gazety Wyborczej ( hmmm...ciekaw jestem jak się to ma do powszechnej opinii jakoby owe media były prorządową tubą propagandową ). Minister Sawicki podjął pierwsze kroki i mimo pewności siebie podał się do dymisji na czas wyjaśnienia całej sprawy. To dobra decyzja ale czuję niedosyt. Mimo tego, że sama sprawa wydaje się najzwyklejszą w naszym kraju aferką buraczanych urzędników z jakiejś Końskiej Wólki uważam, że powinien Premier głos w tej sprawie zabrać i publicznie swojego wicepremiera z koalicyjnej partii zrugać.

...jeśli już mam być całkiem szczery to uważam, że PSL jak i Premier Pawlak ze świtą z rządu powinni na taczkach do Honolulu wyjechać już kilka lat wcześniej. Obawiam się, że w zgodzie z tradycją owa chłopska  z nazwy partia może być w przyszłości gwoździem do trumny rządzącej Platformy.

wtorek, 10 lipca 2012

Tomasz Lis przegiął. Nie drażniły mnie różnego rodzaju okładki mające pobudzić potencjalnych czytelników do zakupu tygodnika, którego stał się naczelnym. Świat medialny już dawno poszedł w kierunku tabloidyzacji. Można się z tym nie zgadzać i taki sposób uprawiania dziennikarstwa krytykować ale przejść obok tego obojętnie już się nie da. To nie media kreują rzeczywistość. To popyt ją kreuje. Jest popyt na tabloidy krzyczące kontrowersyjnymi okładkami więc właściciele pism ukierunkowują się właśnie na ten typ medialnej działalności.

Jednak dziś red. Lis przegiął pałę. Nienawidzę polityki rodzinnej jaką stosują od wieków zwolennicy skrajnej prawicy. Tylko ludzie słabi i lękliwi grzebią w życiorysach i życiu prywatnym adwersarzy. Brak argumentów zastępują klejeniem łat. Łata żyda, łata komucha, łata alowca...rzuć błotem coś się przyklei. Nie potrafisz pokonać przeciwnika w bitwie na argumenty ? Poszukaj mu w rodzinie Żyda - nie będziesz musiał z nim dyskutować bo z Żydami się nie dyskutuje. Od lat ten styl był zarezerwowany dla polskiego pseudopatriotycznego szlamu. Redaktor Newsweeka ni z gruchy ni z pietruchy postanowił prześledzić losy ojca Jarosława Kaczyńskiego - Rajmunda. Teoretycznie artykuł niczego sobie - historyczna opowieść o człowieku, którego historia może być dla jednych ciekawa dla innych nudna. Pytanie się jedynie nasuwa - po co taka opowieść w tygodniku chcącym kreować rzeczywistość polityczną w naszym kraju ? Czy Rajmund Kaczyński to bohater polskiej historii mający zmienić coś w postrzeganiu naszej polskiej historii ? Ot człowiek jak każdy inny. Z zaletami i wadami. Z historią lepszą i gorszą. Zwyczajny Polak w niezwyczajnych czasach...

Dla mnie odpowiedź jest jedna. Artykuł miał uderzyć w czuły punkt Prezesa Kaczyńskiego i tyle. Innego powodu nie widzę. Krąży od lat w sieci historia rodziny Kaczyńskich, której szczegóły budzą co najmniej wątpliwości w czytelnikach. Historia żołnierza AK żyjącego ponad stan w stalinowskim kraju budzi emocje ludzi, którzy wiedzą jak traktowano ich bliskich, którzy się o Armię Krajową czasami zaledwie otarli. Uważam, że artykuł w Newsweeku miał zwrócić uwagę właśnie na to mimo, że samemu o tejże sprawie nie traktuje. Zdaję sobie sprawę, że w okolicach dysput nad kolejną prowokacyjną akcją red. Lisa pojawią się linki do miejsc, w których dużo głębiej grzebie się w życiorysach rodziców prezesa PiS. Uważam to za ohydną manipulację.

Polityka rodzinna to najgorsza z możliwych działalności mających na celu obniżenie wartości przeciwnika. Zawsze w takim momencie przypomina mi się scena z filmu "Chłopiec w pasiastej piżamie" gdzie nazistowski oprawca rozprawia się z drugim nazistowskim oprawcą z pomocą przeszłości jego rodziny. Patrz od 07:15 minuty filmu:

Co ciekawe samemu naraża się na atak gdyż i w jego rodzinie można znaleźć osoby, za które on sam trafiłby na front wschodni lub do Dachau. Takie były konsekwencje zatajania własnych rodzinnych trudnych spraw przed nazistowską władzą w czasach III rzeszy. Świetny przykład dlaczego prowadzenie takiej działalności uważam za godne potępienia. Grzebanie w rodzinach i przeszłości zostawcie szubrawcom i ludziom z rynsztoka nacjonalizmu. Szczury są świetne w tym co robią co nie oznacza, że ludzie mają żyć tak jak one.



 
1 , 2