Komentarze:
Świt
Tramwaj
Google

Reklama

Sekcja Informacyjna:

Rzeczpospolita Gazeta.pl GazetaPolska niezależna.pl Polityka Onet.pl Wprost Najwyższy Czas Wirtualna Polska.pl Newsweek Nasz Dziennik Salon24 Fronda Interia.pl Angora UważamRze Dziennik.pl Polska Times GazetaPolskaCodziennie.pl NaTemat
Sandra
Zielone mity

Świat polityki widziany przez brudne okno tramwaju.
poniedziałek, 28 lipca 2014

Spośród większości dziennikarzy TVN24 do Morozowskiego miałem całkiem pozytywny stosunek. W swoich programach porusza tematy istotne i mimo braku jego wyraźnego dystansu i obiektywizmu, przynajmniej gości zapraszał w miarę równorzędnych. Można było oglądać bez obrzydzenia i wyciągać wnioski.

Stopniowa legalizacja marihuany w niektórych stanach USA wywołuje u polskich zwolenników legalnego zioła erekcję substancji szarej i intensywną ejakulację swoich mundrości w temacie zajebistości ganjy. Morozowski postanowił  zapoczątkować kolejną z debat i w Polsce. Problem polega na tym, że obok krzykliwego i cwanego Sipowicza do ringu postawił jakiegoś niepełnosprawnego emocjonalnie polityka prawicy. Z góry więc było wiadomo, że partner życiowy Kory rozjedzie swojego przeciwnika czołgiem bez specjalnego wysiłku umysłowego.

Panie Morozowski mało jest na rynku dostępnych ekspertów mogących panu Sipowiczowi wytłumaczyć na czym polega społeczny problem anarchistycznego podejścia do marihuany? Najwyraźniej mało albo się poszukać rzetelnie nie chciało. Jako dziennikarz zawiódł mnie pan strasznie bo debata owych panów zapewne wypełni strony interntetowe zamulonych jako przykład debilizmu tych co uważają marihuanę za narkotyk zbyt niebezpieczny by go legalizować. ...i trudno będzie im postawić kontrę bo pan Piłka do takich debat nadaje się jak małpa na golibrodę...

wtorek, 22 lipca 2014

Prędzej zlikwiduję ten blog niż napiszę jeszcze cokolwiek o katastrofie Tutki z 2010 roku. To mój ostatni pożegnalny z duchami tamtej tragedii wpis.

Na Salon24 nie ustają próby porównania obu lotów - malezyjskiego Boeinga i naszego Tu-154. Oczywiście kto nie z nami ten debil, ruski wlazodup, rublowski Judasz lub ruski szpion. W sumie nie to mnie denerwuje bo przecież niczego innego tam się spodziewać nie powinienem. Poziom dysput jaki jest każdy widzi ale denerwuje mnie jedynie brak konsekwencji porównywaczy. Na siłę próbują przykleić swoją wydumaną kalkę na malezyjski lot, a zapominają o dwóch najbardziej podobnych do smoleńskiego lotach.

Pierwszy, a w zasadzie jego próba wydarzyła się 20 miesięcy wcześniej. Bohaterowie tych wydarzeń praktycznie Ci sami. 12 sierpnia 2008 r.  Śp. Prezydent Lech Kaczyński z delegacjami przywódców Litwy, Łotwy, Estonii i Ukrainy chciał udać się  się do Tbilisi, stolicy Gruzji. Zaplanowany lot do Azerbejdżanu i przejazd opancerzonymi pojazdami na teren Gruzji postanowiono nagle zmienić. Powodem była zaplanowana w tym samym miejscu wizyta prezydenta Francji, który udawał się w rejon wojny z tą samą misją co nasz Prezydent i inni przywódcy wschodniej Europy.  Ranga wizyty Prezydenta Kaczyńskiego mogła zostać więc umniejszona. To z resztą się stało bo świat pokój w tamtym rejonie przypisał już dawno Prezydentowi Francji, który dogadać się miał z Putinem. Otoczenie Prezydenta RP nie chciało do tego jednak dopuścić i próbowano zmusić kapitana lotu Tu-154 Grzegorza Pietruczuka do miejsca niepewnego, ogarniętego wojną. Gdy to się nie udało próbowano nawet zamienić kapitana na drugiego pilota ... śp. kpt. Protasiuka...

"Przystąpiłem do analizy możliwości wykonania zadania" - napisał w notatce kpt. Pietruczuk. Dowiedział się, że w pobliżu pasa startowego w Tbilisi wybuchła bomba, a naziemne urządzenia radarowe prawdopodobnie zostały zniszczone, więc nie ma kontroli radarowej." - wyborcza.pl

"W tej sytuacji kpt. Pietruczuk doszedł do wniosku, że niezaplanowany lot nad terenem objętym wojną może nieść ryzyko zestrzelenia, a lądowanie na zbombardowanym lotnisku jest niebezpieczne."

Mimo nacisków ze strony obecnych na pokładzie polityków i wojskowych Pietruczuk uparcie odmawiał wykonania rozkazu. Tym bardziej, że w międzyczasie przeprowadził rozmowę z agentem handlingowym:

"Przekazał mi, że ze względu na zagrożenie wraz z rodziną opuścił Tbilisi i nie posiada żadnych informacji o lotnisku" - notatka kpt. Pietruczuka

Czy ktoś o zdrowych zmysłach próbował by się w takie miejsce udać samolotem z taką ilością VIPów? Na szczęście kpt. Pietruczuk miał problemy polityczne swoich pasażerów w głębokim poważaniu i odmówił tak ryzykownej, niepotrzebnej misji. Może dzięki temu żyje on i żyli jeszcze 20 miesięcy niektórzy pasażerowie tego lotu. Mimo, że został uznany za tchórza i poddany silnej presji ze strony prezydenckich kręgów według mnie zachował się tak jak powinien każdy odpowiedzialny pilot i to nie tylko tak ważnej dla kraju maszyny.

Śp. Prezydent Kaczyński z kpt. Pietruczukiem już nie chciał później latać... szkoda, bo może smoleńska tragedia by się nie wydarzyła....

Drugi podobny do lotu Tu-154 przypadek to crash test DC-7, w którym mamy możliwość zobaczyć jak potężna maszyna traci kawałek skrzydła w kontakcie z drewnianym słupem. Wnioski we wpisie: Crash test Tu-154 nr. 102

...i to by było na tyle. Temat katastrofy lotniczej z 2010 roku już się na tym blogu nie pojawi. Osobiście mam dość pokazywania, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Niech się tym bawią inni mający więcej samozaparcia. Ja straciłem...tym bardziej, że to syzyfowa praca.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Długi tytuł ale postawiony rozmyślnie. Prawicowe pisemka ale i politycy coraz częściej próbują porównać obie tragedie. Nawet prezes PiS co nieco w temacie się dziś wysilił choć dość dyplomatycznie odsunął w czasie próby porównywania tych dwóch zupełnie różnych wydarzeń.

Czy widzę jakieś podobieństwa? Oczywiście. Mamy rozbite samoloty na ziemi, dziesiątki ofiar i tragedię ich rodzin. W obydwu przypadkach do tragedii przyczyniła się też głupota ludzka. Boeing został wysłany na śmierć przez chcącą zaoszczędzić na kosztach przelotu firmę lotniczą, a Tupolew przez polityków pragnących z rozmachem rozpocząć kampanię wyborczą. I to by było na tyle jeśli chodzi o podobieństwa.

Przypominam tylko naszym cudownym bliźniakom pióra i ich starszemu wujowi z Gazety Polskiej, że samolot malezyjskich linii lotniczych został zestrzelony na co już w pierwszych godzinach pojawiły się poszlaki, a polski Tu-154 rozbił się podczas katastrofy lotniczej w Smoleńsku w czasie nierozważnej próby lądowania w warunkach do tego całkowicie niesprzyjających. Na co uzyskano dowody po odczycie czarnych skrzynek i zbadaniu wraku oraz miejsca katastrofy.

Nie chcę wchodzić w szczegóły jak to próbują wspomniane środowiska dziennikarskie porównujące uszkodzenia ciał, części samolotu i wygląd miejsc tragedii. To nie ma sensu bo mimo drobnych podobieństw, o których pisałem te dwie tragedie różni miliard kilometrów kwadratowych fizyki.

 

 

czwartek, 17 lipca 2014

W zasadzie nie ma już praktycznie wątpliwości kto odpowiada za tragedię malezyjskiego boeinga. O ile zestrzelenie dwóch wojskowych jednostek ukraińskich mogło ujść separatystom na sucho o tyle strącenie z ukraińskiego nieba jednostki cywilnej i spowodowanie śmierci dziesiątków pasażerów spowoduje, że świat na konflikt we wschodniej Ukrainie znów będzie musiał spojrzeć szeroko otwartymi oczami.

"Czernuchinowcy właśnie samolot strącili. Kozacy, którzy stoją koło Czernuchina na posterunku drogowym. Samolot się rozleciał w powietrzu w rejonie kopalni Piotropawłowskiej. Pierwszy dwusetny, znaleźliśmy pierwszego dwusetnego. Cywil."  - rmf24.pl

Czernuchinowcy właśnie samolot strącili. Kozacy, którzy stoją koło Czernuchina na posterunku drogowym. Samolot się rozleciał w powietrzu w rejonie kopalni Piotropawłowskiej. Pierwszy dwusetny (w wojskowym slangu zabitych określa się jako "ładunek 200" - przyp. belsat.eu), znaleźliśmy pierwszego dwusetnego. Cywil.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/news-sbu-publikuje-dowod-separatysci-rozmawiaja-o-zestrzeleniu-sa,nId,1470388?parametr=embed_tyt_zdj_lead#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Sytuacja ta stawia też Rosjan w kłopotliwej sytuacji. Moskwa prawdopodobnie będzie zmuszona odpuścić finansowanie i wsparcie wojskowe dla antyukraińskiej rewolty co mogłoby konflikt wygasić. Jednak całkiem możliwy jest inny  scenariusz. Zaostrzenie sytuacji, interwencja rosyjskiej armii i aneksja opanowanych przez separatystów terenów w fałszywe imię pokoju międzynarodowego. ...powiem szczerze: mam coraz więcej obaw czy ten konflikt może się zakończyć w jakiś cywilizowany sposób. Coraz częściej też moja żona pyta o wojnę, a ja w zasadzie nie mogę jej nic optymistycznego w tym temacie odpowiedzieć.

Czernuchinowcy właśnie samolot strącili. Kozacy, którzy stoją koło Czernuchina na posterunku drogowym. Samolot się rozleciał w powietrzu w rejonie kopalni Piotropawłowskiej. Pierwszy dwusetny (w wojskowym slangu zabitych określa się jako "ładunek 200" - przyp. belsat.eu), znaleźliśmy pierwszego dwusetnego. Cywil.

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/news-sbu-publikuje-dowod-separatysci-rozmawiaja-o-zestrzeleniu-sa,nId,1470388?parametr=embed_tyt_zdj_lead#utm_source=paste&utm_medium=paste&
poniedziałek, 14 lipca 2014

Nie dawno byliśmy świadkami rozprawy, na której zapadł wyrok skazujący policjantów za użycie broni przeciwko kierowcy samochodu, który mimo wezwania próbował uciec szarżując na funkcjonariuszy. Sędzia stwierdził, że powinni uciekać... oczywiście to bzdura i mimo, że sądowych wyroków nie powinno się komentować to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że sędzia stworzył niebezpieczny precedens. Zgadzam się z Dziewulskim, który w tej sprawie powiedział:

"Czyli jeśli teraz na policjanta rzuci się mężczyzna z nożem, to też uznamy, że policjant ma odskoczyć, a nie strzelać? To po co policjantom broń, skoro w sytuacji zamachu na ich życie nie mają prawa się bronić? Łatwo się ocenia takie sytuacje, siedząc sobie za biurkiem, bez stresu, mając na decyzję wiele czasu. A policjanci mieli ułamki sekundy" - komentuje były policyjny antyterrorysta Jerzy Dziewulski. Jego zdaniem policjanci zachowali się prawidłowo, na co wskazywały poprzednie uniewinniające wyroki. - "Ten wyrok jest natomiast skandaliczny" - gazeta.pl

Jednak jak widzę dzisiejszą akcję policjantów z Gorzowa to zastanawiam się czy sędzia nie miał trochę racji. Może lepiej by było również dla tych policjantów gdyby dali sobie spokój z interwencją i zostawili awanturującego się mężczyznę jakimś miejscowym osiłkom. Nie chce mi się liczyć jaką ilość amunicji wystrzelił policjant i jego koleżanka zanim bandzior padł na ziemię. Na filmie widać też jak zagrożeni byli mieszkańcy ostrzelanego budynku. Większość bowiem pocisków tłukła zdrowo bo jego ścianie. Powiem krótko - jeśli nasi policjanci mają tak strzelać jak aktorzy tego filmu to już lepiej żeby mieli prawo do otwarcia ognia w sytuacji krytycznej odebrane.

 

BTW jestem ciekaw jak wygląda sprawa treningów strzeleckich w naszej Policji. Pewnie tak samo jak szkolenia startów i lądowań w Lotnictwie Wojskowym...

czwartek, 10 lipca 2014

Kolejny sezon polskiego reality-show "Wakacyjna aborcja" uważam za rozpoczęty. Wielbiciele zacierają łapki. Kto tym razem z kim o czym i po co. Będzie się działo...

Moje zdanie w temacie aborcji jest czytelnikom tego bloga znane. Większość z Was się zapewne ze mną nie zgadza ale przypuszczam, że to rozumiecie, a śmiem nawet napisać, że Wam ono nie przeszkadza skoro wracacie. Dla przypomnienia tym co nie czytali wcześniejszych wpisów o aborcji i często gorących dysput pod nimi napiszę to: Jestem niewierzącym w żadną Istotę Wyższą przeciwnikiem aborcji jako środka antykoncepcyjnego. Środka  fundowanego przez państwo (czyli także mnie) tym, którzy sobie tego życzą bo twierdzą, że mają do tego pełne prawo moralne lub po prostu taki kaprys. Zaakceptowałem kompromis który zawarł się w obowiązującej na dziś ustawie. Tyle o mnie. Pogadajmy o aktorach naszego reality-show.

Poseł Żalek powoduje, że ręka sama leci do czoła, a przez substancję szarą przewala się krótkie pytanie: jak można być tak bezdennie durnym człowiekiem?

Dzięki aferce z dyrektorem jakiegoś tam szpitala rozpętała się po raz kolejny (czy aby nie na wakacje?) bezsensowna dyskusja w temacie aborcji. Bezsensowna bo nic z niej nie wyniknie. Nowelizacji ustawy nie będzie, a cała reszta to takie tam... polityczne ogórki. Jednak tym razem kłótnia o aborcję dotarła już do takiego miejsca, że nawet  mnie - osobie z dużym dystansem do wielu spraw - zbiera się po prostu na wymioty.

...i nie dlatego że ktoś tam mi opowiada o tym czy mózg był w głowie czy na głowie i czy ta głowa w ogóle była.  Rzygać mi się chce gdy uważający się za poważnych ludzi sprowadzają dyskusję na tak niski poziom. Ustawa określa jasno w jakich przypadkach można w Polsce dokonać aborcji. Maglowany od kilku tygodni przypadek pod przepisy w ustawie według mojej skromnej osoby i informacji dostępnych w mediach zawartych pasuje idealnie. Jeżeli lekarz złamał ustawę zezwalającą na wykonanie aborcji to powinien ponieść stosowną karę. Tyle i tylko tyle. Cała reszta to bicie piany z żółtek bo białka ktoś wylał.

Ustawa "aborcyjna" z tego powodu nie powinna być zmieniana. Powinno się po prostu zrobić wszystko by była stosowana.

Oto chytry pomysł Kaczyńskiego na zjednoczenie prawicy. Czytam Zbigniewa Ziobrę i nie wierzę, że to środowisko jest w stanie prowadzić jakąkolwiek działalność społeczną, polityczną czy propaństwową. Jakim cudem kaczyści uchowali się tak długo w polskiej polityce zrozumieć nie sposób. Przecież to gatunek intensywnie dążący do samozagłady. Jak lemingi nomen omen...

"Jesteśmy w stanie zrewidować swoje stanowisko, jeżeli dla PiS jest ono zbyt daleko idące. Jestem gotów też ostatecznie zgodzić się nie startować do Sejmu " - gazeta.pl

Były wicepremier, Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny. Szeryf i postrach świata przestępczego. Prawa ręka Prezesa PiS w czasach poruty IV RP dziś dla  Beaty Kempy i kilku kolegów, którzy przy nim pozostali jest w stanie strzelić sobie w łeb byleby Prezes spojrzał na nich łaskawym okiem. Powyższy cytat jak i cały wywiad w mediach to chyba gorsze niż publicznie narobić w spodnie.  Kaczyński punktowany od lat w wyborach, a wczoraj przez samego Tuska  dla wypędzonych z partii nadal jest półbogiem mogącym sterować nimi jak marionetkami.

Pytanie się nasuwa czy to pan Prezes jest  tak władczą i budzącą respekt osobą czy po prostu ludzie, którymi się otacza nie mają za grosz godności osobistej...a jak sobie pomyślę, że sporo osób widziało w Ziobrze przyszłego Prezesa PiS lub nadzieję prawicy na nowe to mnie pusty śmiech ogarnia. Nie będzie innego Prezesa PiS. Po Kaczyńskim wszyscy się zapiszecie do PO byle w polityce pozostać. Taki macie do siebie szacunek...polityczne niedorajdy.

poniedziałek, 07 lipca 2014

...chyba sobie kupię. Będę nagrywał wszystko i wszystkich. Napisze książkę ale nie wydam. Może sprzedam Giertychowi nawet za stówkę... albo  za cztery. Nagram teściową przede wszystkim. Na teściowe warto mieć haki. Kolejna będzie moja żona. A nóż widelec przyda się w Sądzie Rodzinnym jak mnie będzie chciała na starość do wariatkowa oddać. Już zaczynam mieć objawy nieźle trzepniętego w  potylicę gdy sobie wiadomości z Polski i Świata odpalę...

Dzieci też będę nagrywał. Schowam i zostawię do publikacji na Facebooku. Jak mnie będą chciały ubezwłasnowolnić na stare lata to wywalę nagrania aż im w pięty pójdzie.

Dyski teraz terabajtowe tanie jak barszcz to sobie pokój nimi wyłożę i będę nagrywał.  Nagrywał, zapisywał, chował lub sprzedawał. Opublikuje jak się przyda albo jak mnie, który baran jeden z drugim wkurwi.

Tak się przyglądam z boku tym podsłuchowym rewelacjom i widzę jedynie stado bezmózgich baranów. Bandę niedorozwiniętych dzieciaków w togach, z ministerialnymi tekami, biznesowym półgębkiem, ewentualnie piórem dziennikarskiej kaczki w łapie. Dzieciaków, o których gracze massively multiplayer online pisują z obrzydzeniem retard, moron lub n00b. Chodzą po knajpach nagrywają się, straszą, podkupują, szantażują, udają że robią dziennikarstwo, politykę lub biznes.

Ten piękny kraj nie potrzebuje zmiany władzy, prawa czy konstytucji. Potrzebuje wymiany narodu na jakiś lepszy bo z tego już chyba nic dobrego nie będzie...

piątek, 04 lipca 2014

Stare i idealnie pasujące nie tylko do dzisiejszej konwersacji na Twitterze porzekadło. Sobie znany dziennikarz poużywał po ministrze Sikorskim ku uciesze tłumów zapominając, że sam cielęciem był.

"@sikorskiradek Może niektórzy potrafią pić bez szkody dla poziomu konwersacji? Czy też większość rozmów służbowych jest właśnie taka?"


Tak Rafał Ziemkiewicz złotousty publicysta prawicy dowalił ministrowi po pytaniu czy mu się nie zdarza zaklnąć przy kielichu. Ziemkiewicz nie potrzebuje wódki. Ziemkiewicz klnie dla żartów lub gdy nie wie, że kamery nadal działają.

Oczekujemy od polityków czy dziennikarzy kultury języka sami nadużywając często pospolitej łaciny. Oburzają nas sytuację, o których piszę i według mnie dobrze. Od ludzi, którzy przecież powinni stać na straży polskości, nie tylko w języku, powinniśmy wymagać nawet więcej niż od siebie samych.

Ja swój brudny język przywlekłem ze Służby Zasadniczej. Wlazło mi w krew jak niejednemu poborowemu kiła. Wstydzę się go, staram się unikać ale czasami się kurwa nie da. Dlatego też milczenie jest złotem... więc sza...przynajmniej dzisiaj ;)