Komentarze:
Świt
Tramwaj
Google

Reklama

Sekcja Informacyjna:

Rzeczpospolita Gazeta.pl GazetaPolska niezależna.pl Polityka Onet.pl Wprost Najwyższy Czas Wirtualna Polska.pl Newsweek Nasz Dziennik Salon24 Fronda Interia.pl Angora UważamRze Dziennik.pl Polska Times GazetaPolskaCodziennie.pl NaTemat
Sandra
Zielone mity

Świat polityki widziany przez brudne okno tramwaju.
czwartek, 29 września 2011

Grzegorz Napieralski porwał się z motyką na słońce i spłonął zanim tak na prawdę osiągnął w tej podróży ziemską orbitę. W zasadzie nie rozumiem po co szef SLD  się na tą rozmowę wybrał bo z góry powinien założyć,  że lanie jakie otrzyma sondaży mu nie poprawi. Jednak prawdopodobnie postawiony w sytuacji bez wyjścia postanowił twarz zachować , mimo że sztab robił wszystko by do tej rozmowy jednak nie doszło.

Najpierw SLD stara się schować ową rozmowę (debatę - jak kto woli) zastrzegając dla dziennikarzy zaledwie 10 minut z ponad 1,5 godzinnego wydarzenia. Ostatecznie próbują zniechęcić ministra finansów w rządzie Donalda Tuska zmieniając miejsce spotkania. Do rozmowy jednak dochodzi a minister finansów udowadnia jak się bije w tego typu pojedynkach. Muszę powiedzieć,  że pozostał mi pewien "absmak" po widowisku które przypominało walkę KSW Pudziana z jakimś przedszkolakiem. Z jednej strony żal mi przewodniczącego coraz to bardziej dołującej pod jego władzą partii prawie-lewicowej. Z drugiej obserwowałem fachowca,  który wie co mówi i co ma powiedzieć. Z racji tego że jest finansistą musiałem oglądać pewnego rodzaju bezczelność, której nie za bardzo lubię. Jakoś tak się w Polsce złożyło że większość ministrów finansów była lub jest na swój sposób bezczelna. Wynika to zapewne z powodu wiedzy jaką posiadali/ją ,  a która przekracza często poziomy wiedzy o finansach zwykłego człowieka.  Świadomość swojej przewagi intelektualnej w danej dziedzinie często powoduje  specyficzne podejście osób do rozmów z kimś kto takiej wiedzy nie posiada. Ministrowie finansów pokazują to wzorcowo co mimo wszystko mnie drażni.

Minister Rostowski wiedział jak rozmontować gardę przeciwnika i wyprowadzając krótkie ale celne ciosy powalić na dechy jeszcze zanim się skończy runda pierwsza. Cała reszta pojedynku była już tylko próbą ratowania wizerunku w wykonaniu przewodniczącego SLD. Akademickie spóźnienie i propozycja zmiany ustawienia krzeseł na początku rozmowy była pięknym przykładem tego jak pokonać przeciwnika jeszcze zanim się stanie do walki. Napieralski nie był po tej lekcji pokory już wstanie obronić swoich propozycji wyborczych, które krok po kroku minister Donalda Tuska mieszał z błotem. Argumenty o odbieraniu nie tak ubogim znów rodzinom świadczeń w postaci becikowego oraz ulgi prorodzinnej zaskoczyły chyba wszystkich łącznie z panem Gomułką z BCC. Gdy dysputa dotarła do momentu gdy Napieralski musiałby praktycznie pogrążyć swojego eksperta negując konieczność w Polsce prywatyzacji musiałem przerwać oglądanie tej żenującej potyczki. Żenującej nie z powodu swojego ogólnego poziomu co z powodu poziomu przygotowania przewodniczącego partii, która ma zamiar stać się partią koalicyjną dla przyszłego rządu. Całą resztę nie równej walki opisali w zasadzie  wszyscy którzy o nią zostali zapytani więc nie przypuszczam by to co ominąłem znacząca mogło wpłynąć na inny mój do owej debaty stosunek.

Usłyszałem wczoraj od Pawła Poncyljusza w TVN24 słowa że zamiast przewodniczącego SLD powinna w tej rozmowie wziąć udział Beata Kempa SLD czyli poseł Wikiński. Myślę że członek PJN może mieć rację.  Jakościowo rozmowa spadłaby pewnie do poziomu zwykłej debaty sejmowej, jednak dziennikarze nie musieliby wycierać tych litrów krwi Grzegorza Napieralskiego z obiektywów kamer. To była specyficzna teksańska masakra jaką przewodniczącemu SLD urządził minister Rostowski. Czy rozmowa pomoże więc SLD odbić się od sondażowego dna które z dnia na dzień osiąga ? Paradoksalnie jest to całkiem możliwe. W Polsce ludzie w wyborach politycznych czasami głosują także z litości... i już chyba tylko na to może liczyć SLD z Grzegorzem Napieralskim na czele.


wtorek, 27 września 2011

Zachęcony reklamą jaką filmowi zrobiła Wyborcza - poszukałem , znalazłem , obejrzałem.



Nie będę się bawił w recenzenta i próbował coś urzeźbić z niczego ale napisze tak ... film mnie znudził strasznie , muzyka wpędziła  w doły ... a historia ? Historia jak historia. Gośka też miała fajną:

 

 

...jednak Gośki mnie wciągnęła :D



piątek, 23 września 2011

Mieliśmy polityczne zabójstwo. Mieliśmy polityczne samobójstwo. Czy dziś jesteśmy świadkami politycznego samospalenia ? Dzień zapowiadał się dość nudnawy jak na razie  każdy w tej kampanii wyborczej. Jednak wydarzenie spod kancelarii Premiera ów leniwy spokój zburzyło. 49 letni obywatel próbował dokonać samospalenie. Akt swój zaplanował i dobrze rozważył co udowadniają wysłane do różnych redakcji listy oraz jeden pozostawiony na miejscu zdarzenia.

Media ruszyły do sprawdzania dlaczego to zrobił. Szczerze powiem że nie specjalnie mnie to interesuje. Dla mnie ten pan podjął decyzję - własną decyzję i mam nadzieje że to była jego i tylko jego  decyzja. Mam nadzieję ,  że nikt nie miał wpływu na to co się stało. Mam nadzieję że nikt nie planował jak to może zostać wykorzystane.  Już pojawiają się w mediach porównania do najsłynniejszego polskiego politycznego samobójcy Ryszarda Siwca. W 1968 pan Siwiec w ramach protestu przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji  na stadionie X-lecia przy pełnych trybunach dokonał aktu samozniszczenia . Przesłanki polityczne jasno i wyraźnie przedstawił tuż przed odpaleniem substancji którą oblał odzież.


Mam nadzieję że komentarze jak ten pod artykułem we Frondzie:


 Lefti napisał/a:
piątek, 23 września 2011, 13:48
   " Tak jest! W końcu jakiś konkretny czyn, a nie bierne patrzenie jak upada obecny system przy jednoczesnym zwiększaniu ucisku obywateli. Już niedługo będą w tym kraju takie zadymy neosoliniezdarnościowe, o których się Czworogłowemu Światowidowi nie śniło. Wczoraj nawet redaktor Miecugow wieszczył, że ta kadencja nie będzie pełna, bo świat tego wszystkiego przez 4 lata nie wytrzyma."

...są tylko obrzydliwym tokiem rozumowania ludzi skrzywionych psychicznie dla których cel uświęca środki. Ohydnym myśleniem podpalaczy świata.

Wielu ludziom w tym kraju zależy na pewnego rodzaju rewolucji która zmieniła by to co się nam udało przez  20 kilka lat wolności stworzyć. Wielu z nich wręcz marzy o nowym otwarciu. Otwarciu które dzięki gospodarczemu kryzysowi nie jest wcale takie nie możliwe. Czasy spokojnej pracy u podstaw się skończyły a społeczeństwa przyciśnięte do muru chętnie idą za fałszywą nutą podpalaczy świata. Są ludzie którzy chętnie by arabską rewolucję zobaczyli także na naszych ulicach. Nie ma dla nich znaczenia fakt że tam ludzie walczą z totalitaryzmem a w Polsce walczono by z demokratycznie wybraną władzą. Dla nich ważny jest sam ogień rewolucji która pozwoliłabym im osiągnąć cel który zaślepia ich umysły od lat  - władzę dla władzy.

czwartek, 22 września 2011

"Kibiców z PiS połączył wspólny wróg, czyli rząd Tuska. Ten egzotyczny sojusz  może się okazać trwały, bo oba środowiska są skazane na skansen." - pisał w newsweek'u Piotr Bratkowski. O politycznym zaangażowaniu się niektórych grup kibiców w Polsce pisałem już w kilku wpisach. Zawierają one także moją ocenę tych wydarzeń z punktu widzenia "emerytowanego" kibola zagłębiowskich drużyn piłkarskich oraz wykazują hipokryzję środowisk wspierających PiS w politycznej walce.

Dziś przeczytałem w newsweek'u że Premier Tusk postanowił stanąć do swoistej "ustawki"  z kibolami a zaproszenie na "zadymę" wystosował we Wronkach gdzie wizytował w ramach "gospodarczej" wycieczki. Trudno było przypuszczać że kibice odmówią bo „ustawek” się nie odmawia :)
Osobiście jestem przekonany że Tusk wyjdzie z tego spotkania jeśli nie zwycięski to przynajmniej z honorem. Nie raz już udowodnił że w takich sprawach jest politykiem co by o nim nie powiedzieć sprawnym. Rozmowa z artystami pokazała że daje sobie radę w bezpośrednich starciach. Jeśli uda mu się trudna sztuka oswojenia przynajmniej części wzburzonych różnymi działaniami kibiców to tym samym udowodni , że jaja ma. Jeśli mogę mieć o coś do niego pretensję to że mimo wszystko nie spróbował tego zrobić wcześniej. Jego milczenie w tej sprawie przez kilka miesięcy dało tylko i wyłącznie parę atutów w ręce jego głównego rywala - Jarosława Kaczyńskiego. PiS wsparty w tej sprawie Gazetą Polską dość łatwo zagospodarował niektórych  przywódców ruchów kibicowskich w Polsce . Znając zasadę że w "młynach" demokracji nie ma i nie będzie zdać sobie możemy sprawę ze skali problemu jaka przed szefem rządu w związku z tym stanęła.

Tak jak za czasów rządów PiS kibol był jednym z głównych wrogów ludu wartym nawet sądów 24 godzinnych - dzieło ówczesnego ministra Ziobry , tak w czasach  Donalda Tuska staje się bohaterem romantycznym. Jarosław Kaczyński ustawił się na "zgodę" z kibolami całej Polski a szczególnie z ich częścią tzw "narodową". Nie od dziś wiadomo że część pseudokibiców ma odchylenia skrajnie prawicowe a w pobliżu "młynów" lubią się kręcić neoendeckie , faszyzujące bojówki. Już  w naszych czasach "krzyż celtycki" czy "mieczyk Chrobrego" się na niektórych flagach i transparentach chętnie pojawiał. Na "narodowcach" bazuje więc chętnie grupa mediów "niezależnych"  tym bardziej że widać ich zwiększoną aktywność przed wyborami. Zastanawiające jest to że jeszcze nigdy kibic nie był tak głaskany jak dziś - sam Ojciec Dyrektor widzi w nich nadzieję na lepszą Polskę. Trochę nawet zazdroszczę tej popularności młodym chłopakom z polskich "młynów" w dzisiejszych czasach. W moich o kibicach mówiło się albo wcale albo źle. Dzisiaj miałbym szansę nawet na polityczną karierę...



Z ciekawości zagłosowałem sobie dziś w sondażu przeprowadzanym na portalu radia tokfm.pl. Po oddaniu głosu ukazał mi się taki o to wynik który zaskoczył mnie zdecydowanie.

Najwyraźniej wygląda że moja Sonda Wybory 2011 jest dość wiarygodnym źródłem wiedzy o preferencjach wyborczych internautów :D W mojej sondzie na FB wzięło co prawda na tą chwilę o wiele mniej osób jednak wyniki praktycznie się pokrywają. Od ostatniej sondy na wiosnę zdaję sobie sprawę że mój blog przeglądają zwolennicy PiS bo tamten sondaż partia Kaczyńskiego wygrała dość zdecydowanie. Jednak zawsze myślałem że to z powodu mojej aktywności na portalach "niezależnych". Salon24 także chętnie moje wpisy wyrzuca na stronę główną czyli ścieżka na mój blog dla zwolenników PiS jest otwarta jak A4 na Balicach :)...ale co tylu zwolenników robi na znienawidzonym portalu "michnikowego" radia ? No przecież aż tylu trolli to PiS chyba nie zatrudnił ? :D

BTW - Woland pisałeś kiedyś o pewnej powtarzalności się scenariusza sond internetowych. Sonda na tokfm.pl trochę tą teorię psuje. 20 000 głosów to sporo jak na sondę. Twoja bariera uczestników po której się stany wyrównują do sondaży ogólnopolskich została przekroczona a nic się nie zmienia.

Sonda trwa do 2 października tak więc moi drodzy głosować i polecać znajomym - klikamy i oddajemy głos

środa, 21 września 2011

Uczciwość ponad wszystko ! Maksyma którą każdy człowiek a polityk szczególnie powinien sobie na ścianie powiesić i zanim dzień rozpocznie ze dwa razy przeczytać i przyswoić.

"Prezes PiS Jarosław Kaczyński podpisał porozumienie o współpracy na rzecz uczciwości przeprowadzenia wyborów parlamentarnych. Chodzi o wybory uczciwe, bez jakichś gierek, bez używania sztuczek socjotechnicznych - tłumaczył Kaczyński. " - za dziennik.pl

Porozumienie jasne i klarowne. Tylko można by wspierać Prezesa w takich działaniach. Jednak jak się do tego mają akcje wyborcze przeprowadzane ostatnimi czasy w jego sztabie wyborczym ?

1. Syrenki (aniołki) - przepiękna seksistowska socjotechnika na klasycznym marketowym poziomie. Kupuj u nas bo u nas kolorowo , ładnie i miło. Przepyszne.

2. Msze w dniu wyborów - ależ to uczciwe ! Jakaż to sztuczka przepiękna - klasyka wręcz. W każdej parafii na każdej mszy odczytanie kandydata PiS - sponsora mszy. Słodkie.

3. 25 tysięcy mężów zaufania ze znaczkiem PiS. Zgodne z prawem wyborczym ? Zgodne. Godne uczciwych wyborów bez sztuczek ? Niegodne , skoro w miejscu które powinno być wolne od kampanijnych reklam aż niebiesko będzie od znaczków Prawa i Sprawiedliwości.

4. Bilbordy Zbigniewa Girzyńskiego - gwiazdy PiS z ramienia Radia Maryja zamiast w Toruniu zawisły w ... Częstochowie. No przecież każdy się może  o te kilkaset kilometrów pomylić :D Jednak gdy spojrzymy , że w Częstochowie też startuje pan Giżyński  ale przez "ż" to już mamy pewność że Prezes PiS powinien zostać socjotechnikiem roku 2011

Czy można mieć pretensję do sztabu wyborczego PiS że stosuje sztuczki , triki z młodzieżowego - czity ? Nie. Kampania to czas sztuczek , trików , czitów i innych zagrywek które mają nas wyborców przekonać lub tylko nakierować nasze długopisy na odpowiednią kratkę. Prosty ciemny lud sztuczki kupi - mądry się pośmieje ale partie mają prawo tak działać. Naszą rolą jest się na to nie nabierać. Jednak powiedzcie mi w taki razie jedno. Po jakiego grzyba była robiona ta cała szopka w Centrum Programowym PiS ?


Zafajdana polityka pozorów a to ponoć przeciwnicy PiS wykazują cechy lemingów. Do zastanowienia moi drodzy. czas wyborów do dobry czas na zastanowienie się zanim się bezwiednie skreśli krzyżyk w kratce kogoś kto twierdzi że „Uczciwość ponad wszystko !




Według Kazimierza Marcinkiewicza (za PAP) Prezes Kaczyński podczas negocjacji budżetu na lata 2007-2013  bał się o to czy aby ówczesny premier rządu PiS-LPR-Samoobrona nie przegina w żądaniach. Jakim cudem takie słowa przedarły się przez krtań najodważniejszego z odważnych ? Tropiciela białej flagi Donalda Tuska ? Pogromcę kompromisów ? Współczesnego św. Jerzego co walczy z ultraliberalnym i neokomunistycznym czerwonym smokiem ? Bohatera mas pracujących wsi i małych miast ? Młodzieży wszechpolskiej oraz młodzieży kibolskiej ? Nie wierzę by zlękniony faktem twardych negocjacji z Unią Prezes mógł powiedzieć:

"...postawiłeś poprzeczkę strasznie wysoko, boję się, że nie dasz rady..."

Jeśli  wierzyć byłemu współpracownikowi Prezesa i premiera pisowskiego rządu , sprawa negocjacji z UE została pozostawiona tylko i wyłącznie w jego rękach. Jedyne wsparcie jakie otrzymał było od ówczesnego Prezydenta Kwaśniewskiego i od jego poprzednika Marka Belki. Prezes Kaczyński pytany dziennikarzy o tą sprawę stwierdza że :

"Jest prawdą, że to, co wynegocjował wtedy Kazimierz Marcinkiewicz, otrzymując w tej sprawie bardzo dokładne dyrektywy od kierownictwa partii rządzącej, a więc i ode mnie..."

Jest więc zdecydowany odpór na rewelacje premiera Marcinkiewicza. Jak to wyglądało w rzeczywistości zostanie zapewne słodką tajemnicą obu panów. Z jednej strony trudno mi wierzyć Marcinkiewiczowi że w takiej sprawie jego guru i Premier z tylnego siedzenia nie wydawał mu dyspozycji. Z drugiej jednak strony obserwując zafajdaną politykę pozorów tej partii a Prezesa w szczególności już od lat wielu można sobie takie coś wyobrazić. Zdolności negocjacyjnych Jarosław Kaczyński nie miał nigdy - jego charakter powoduje że konieczny w takich sprawach kompromis jest odsuwany na dalszy plan co z kolei blokuje drugą stronę na tyle skutecznie że negocjacje muszą się skończyć patem. W zasadzie ciężko mi sobie przypomnieć jakieś udane negocjacje Prezesa oprócz tych z Leperem i Giertychem by jakoś rząd jeszcze przez chwilę utrzymać w kupie. Prezes jednak twierdzi że:


"… ja bym sobie dał w Brukseli nie gorzej radę, niż pan Marcinkiewicz, a może nawet lepiej"


Rewelacje Marcinkiewicza raczej temu zaprzeczają. Czekam teraz na reakcję sztabu PiS jak wyplączą poniżonego według mnie Prezesa Kaczyńskiego z tej medialnej pułapki. Może być wesoło ale taka właśnie jest kampania...



wtorek, 20 września 2011

Należy docenić zdolność sztabu PiS w kreowaniu tegorocznej kampanii wyborczej. Zmiany wizerunkowe i odsunięcie się od bezsensownego kopania na poziomie ogólnodostępnych kanałów informacyjnych najwyraźniej działają. Postaci typu Kempa , Brudziński , Giżyński , Sobecka odsunięte na tyły a jeśli już się pojawią to wypowiadają się na tematy mało atrakcyjne medialnie a tym samym nie ma ich w mediach za dużo. Na pierwszym planie dość atrakcyjny dla oka kamery rzecznik Hofman w towarzystwie pięknej kobiety. Sieć wypełniona po brzegi reklamą  adsense Googla. Wykupioną prawdopodobnie przez sztab PiS za pieniądze  początkowo przeznaczone na filmy Kurskiego lub Pospieszalskiego. Jedynie w mediach "niezależnych" agresywna polityka antyrządowa odpowiednia dla ich widzów i czytelników którzy na podstawie właśnie tych mediów widzą Polskę pod rządami Donalda Tuska.

Mam wrażenie jakby ktoś wytłumaczył twardemu elektoratowi że miękki wizerunek w mediach ogólnopolskich jest konieczny by wybory wygrać lub przynajmniej przegrać tak aby nie dopuścić do stabilnego rządu Platformy. Zapewne spotkania w ramach "niezależnych klubów" uświadamiają stałemu elektoratowi neoendeckiemu,  że tak ma być by było dobrze.

Leszek Miler walnął ostatnio coś o atrakcyjności kobiet w pobliżu partii i ich wpływu na wynik wyborczy. PiS najwyraźniej myśli podobnie bo na bilbordach PiS cieszą oczy piękne panie. Co prawda bilbordy bardziej przypominają gazetkę hipermarketów lub reklamę dezodorantu co ściąga na Ziemię Anioły ale jednak atrakcyjności młodym członkiniom PiS odmówić nie sposób.Trochę śmieszą mnie tłumaczenia sztabu iż nie jest to żaden seksistowski chwyt bo co jak co ale młodych chłopców z PiS odpowiednio zaprezentowanych na plakatach nie widać więc zamiar jest jasny jak słońce dla nawet średnio inteligentnego człowieka. Osobiście mi to nie przeszkadza. Żona mi podpowiada w swój specyficzny złośliwy sposób: "..bo jesteś męską szowinistyczną świnią ;) " ... i pewnie ma rację - LUBIĘ popatrzeć na ładne panie. 

Więc patrzę na ładne panie z PiS i co widzę ? ... syreny. Nie aniołki. Nie polskie wersje Angeliny czy innej Claudii. Widzę  mityczne syreny. Są piękne , są atrakcyjne ale ... jak  syreny z greckiej mitologii mają na celu sprowadzić żeglarzy na skały. Nic osobistego do pani Ilony czy innych koleżanek nie mam. Jednak idee , które swoimi pięknymi oczami reprezentują są ideami zgubnymi dla tego kraju. Młode kandydatki prawdopodobnie nawet sejmowej sali z bliska nie zobaczą jako członkinie klubu parlamentarnego PiS w nowym sejmie. Miejsca na listach jakie otrzymały gwarantują co najwyżej posady asystentek posłów PiS. I tak też zapewne będzie - na reklamie piękności a do sejmu wejdzie standardowa pisowska gwardia politycznych wymiataczy. Wizerunek partii w ciągu 24h z młodości i świeżości zamieni się na zatęchłą politykę Beaty Kempy , Nelly Rokity czy gwiazdy Radia Maryja Sobeckiej. Jednak żeglarzu - wtedy już będzie za późno na żale i płacze.

 

PS - Sonda Wybory 2011 trwa moi drodzy - klikać i głosować !

poniedziałek, 19 września 2011

Miałem się po wyżywać na moim ulubieńcu - pośle Błaszczaku ale z racji doskonałego humoru odpuszczę sobie złośliwości osobiste choć łapki swędzą by tej niedorajdzie co beczała w radio Zet nawtykać. Dzisiejszy wywiad dla Naszego Dziennika potwierdził jedynie to co przypuszczałem, słuchając kilku propozycji PiS na naprawę sytuacji finansowej państwa. PiS będzie podnosił podatki !

"W grę wchodzi podwyżka podatku dochodowego (PIT) dla najwięcej zarabiających ?

Za wcześnie, żeby dziś na ten temat mówić. Jest deklaracja bardzo poważna, że nie będziemy sięgać do płytkich kieszeni obywateli i nie będziemy przerzucać kosztów na tych, którzy są średnio i gorzej sytuowani. Nie wykluczamy opodatkowania tych, którzy są zamożniejsi. To propozycje, które trzeba rozważyć, jeśli sytuacja okaże się na tyle poważna, na jaką wygląda."

Oczywiście poseł bronił się przed prostym oskarżeniem chęci podwyższania podatków opowiadając o głębokości kieszeni polskich obywateli i o tym w jakiej to kieszeni PiS ma zamiar pieniędzy szukać. Tak więc co nam proponuje nasz ultraprawicowa - i ostatnio liberalna do bólu (obniżająca podatki) partia ?

"Mamy przygotowane projekty wprowadzenia np. podatku bankowego. Mamy także projekt wprowadzenia opodatkowania hipermarketów i supermarketów. Zarówno banki, w znakomitej większości, jak i hipermarkety to niepolski kapitał i zyski z tych przedsięwzięć nie powodują rozwoju naszego kraju." - za Nasz Dziennik.pl

...czyli nic. Już pominę litościwie fragment "...nie powodują rozwoju naszego kraju"   który mnie setnie ubawił zwiększając jedynie poziom mojego dobrego humoru o którym pisałem na wstępie.

Partia PiS nic nam nie proponuje. Co jak co ale głębokich kieszeni nie da się spenetrować fiskalnie i wszelkie bzdury opowiadane o zwiększaniu opodatkowania najbogatszych , banków i firm można między baśnie włożyć. Ludwik Dorn ponoć bajki pisze ładne. Niech się Błaszczak z Dornem dogadają i wydadzą jakąś kompilację bajek polskich dla grzecznych dzieci. Nikt inny nie powinien im uwierzyć. Głębokie kieszenie zanim się dobrze poseł Błaszczak w zmienianiu ustaw rozpędzi wyniosą się tam gdzie ich żaden Janosik nie dopadnie. I tak już było nie raz w historii naszej młodej demokracji.

Jeśli by poseł Błaszczak  rozpoczął dyskusję o pozyskiwaniu środków budżetowych mówiąc o uszczelnianiu systemu świadczeń zdrowotnych  to mógłbym się mu nawet bliżej przyjrzeć bez złośliwości w oku. Jeśli by poseł Błaszczak rozpoczął dyskusję o odzyskiwaniu pieniędzy z nielegalnie wydawanych świadczeń rentowych i zmianie przepisów je regulujących mógłbym go uważniej zacząć słuchać. Przypomnę tylko że w naszej pięknej Socjalistycznej a po zwycięstwie PiS Narodowo Socjalistycznej Ojczyźnie rencista otrzymujący świadczenie z powodu CAŁKOWITEJ niezdolności do pracy może sobie legalnie DOROBIĆ do 2500 brutto - czyli tyle ile młody człowiek ma na start gdy wchodzi na rynek pracy i to w dość dobrze rozwiniętych regionach z małym bezrobociem.  Niezdolny do pracy - dorabia sobie do renty. Jest paranoja czy nie ma ?


Jeśliby poseł Błaszczak w dyskusji o finansach publicznych wspomniał o likwidacji pasożytniczego KRUS powodującego wyraźne zróżnicowanie polskich obywateli na lepszych i gorszych to można by z nim zacząć rozmawiać. Jeśli by poseł Błaszczak wspomniał  o całkowitej wyprzedaży wszelakich podmiotów gospodarczych w których swe brudne łapska mogą maczać polscy politycy to stałby się partnerem do dyskusji na poziomie o finansach publicznych i koniecznych reformach. Prywatyzacja a raczej jej wstrzymywanie to jednak oczko w głowie naszych polityków - i to nie tylko spod znaku niebieskiego orła. Jak mawiał swego czasu pan Kurski  na Zjeździe Wyborczym PiS,4 marca 2007w Gdańsku:

"Będę konsekwentny w odzyskiwaniu dla ludzi PiS urzędu po urzędzie, przedsiębiorstwa po przedsiębiorstwie, agendy po agendzie. Odzyskamy te miejsca, których obsada zależy od państwa. PiS musi tam rządzić. Trzeba jasno powiedzieć, że 16 miesięcy po wygranej PiS żaden działacz czy zwolennik naszej partii, który wykrwawiał się w naszych kampaniach wyborczych, nie może cierpieć głodu i niedostatku. Ci ludzie muszą w satysfakcjonujący sposób przejąć władzę w części sektora podlegającej rządowi"

Tak więc opowiadanie posła Błaszczaka o tym że  w pierwszych dniach wykonano by:


"Audyt finansów publicznych to jest podstawa. Trzeba pokazać opinii publicznej, co się wydarzyło, jaki jest prawdziwy stan finansów naszego kraju. "

...jest bzdurą ponieważ pierwsze kilka miesięcy trwało by odzyskiwanie spółek w których politycy lubują się rozstawiać. Siebie i swoich bliskich przede wszystkim.

Jeśli by poseł Błaszczak przekonywał nas że PiS ma zamiar przeprowadzać rzeczywiste reformy finansów publicznych  to można by z nim rozmowę prowadzić. Poseł jednak leje wyborczą wodę na wyborczy młyn licząc że naród ciemny bajki o opodatkowaniu bogatych na rzecz biednych kupi.

...najgłupsze jest to że część i co po sondażach widać - spora część - owe bajki  chętnie kupi. Ze szkodą dla siebie.


"Jak żyć Premierze ? Jak żyć ... ?"

Powyższe słowa otworzyły hodowcy papryki drogę do medialnej kariery. Z gwiazdy YouTube i Facebook rolnik awansował na polityczne salony za sprawą PiS i ich  konwencji w Krakowie. Zgodnie z zasadą kto jest przeciwko Donaldowi Tuskowi ten jest przez Prezesa lubiany było nie było stał się Pan Papryka symbolem tegorocznej kampanii przykrywając nawet playboy'ową część dream teamu'u Prezesa swoim bezkompromisowym stosunkiem do władzy.

Czym różni się Pan Papryka od Prezesa Kaczyńskiego ? W zasadzie niczym. Tak jak i Prezes nie potrafi żyć w wolnym kraju. Jednak rolnik jest o niebo sprawniejszy od Prezesa bo przynajmniej potrafił zacząć jakiś biznes co w kraju realnego socjalizmu post-peerelowskiego wcale łatwe nie jest :) Zapewne zna się na komputerach , potrafi sam bez pomocy członków partii zrobić zakupy i pewnie robi je w sklepie gdzie artykuły konieczne do przeżycia kupi tanio. Okazało się że i przemawiać potrafi lepiej. Konwencja w Krakowie pokazała też że po występie Pana Papryki sam Prezes nie ma za wiele do powiedzenia. To mnie akurat nie dziwi.

Idee jakimi jest wypełniony umysł paprykowego hodowcy nie różnią się niczym od idei w umyśle Prezesa Kaczyńskiego. Tak jak Prezes Pan Papryka uważa że za biznes i jego ryzyko w kraju Wielkiej Szczęśliwości Socjalistycznej odpowiada Premier , Rząd i wszyscy wokół. Nie ważne że biznes się z jakiś przyczyn nie uda. Ważne by Państwo i jak to określił Woland - "bralnia pieniędzy" mu ów biznes zabezpieczyła. Socjalistyczne myślenie o wolnym rynku jest gorsze od najgorszych totalitaryzmów. Dlaczego ? Bo prostą drogą do nich prowadzi. Naród któremu wmówi się, że tylko władza jest się wstanie nimi opiekować staje się narodem potencjalnie zagrożonym władzą totalitarną i wiele historycznych wydarzeń to udowodniło.

Cały system pomocy rolnikom psuje wolność rynku żywności i powoduje że istnieje coś takiego jak III świat. Dlaczego nie mogę kupić mąki z taniej afrykańskiej pszenicy i tym samym pomóc rozwojowi tego regionu oraz likwidacji tym samym separatystycznych , islamskich , totalitarnych ruchów ? Bo polski , europejski i amerykański rolnik musi w ramach pomocy dostać dotację , dopłatę czy jak tam zwał tak zwał ! Mało tego , że rolnik żyje sobie na mój koszt osiągając łatwo potencjalne zyski tylko z takiego powodu że MUSZĘ kupić jego krwawicę. Rolnik żąda bym w razie wtopy jego własnego biznesu dołożył do pomocy dla niego i jego firmy . Co gorsza wielu jest polityków,  którzy uważają identycznie. Pod płaszczykiem źle pojętego patriotyzmu politycy i rolnicy zmuszają mnie do dokładania do ich nieudanych bądź udanych interesów. Czy może być większa hipokryzja ? Dlaczego nie ma dopłat do mojej działalności ? Dlaczego w razie klęski żywiołowej nikt nie będzie płakał po moim biznesie ? Ponieważ ja nie jestem wsparty przez potężne lobby. Rolnicze lobby jest jak wrzód na dupie zdrowego wolnorynkowego organizmu  ... a może by tak wzorem Nowej Zelandii zrezygnować jednak z rujnującego światowy rynek rolniczy systemu etatystycznego ? Może warto uwolnić ten biznes i dać szansę tym którzy potrafią tworzyć żywność sami bez idiotycznego wsparcia subwencjami ?

Do poczytania - publikacja pana Kwaśnickiego - klik


Wracając do Pana Papryki. Uważam że spokojnie może zastąpić Prezesa Kaczyńskiego na stanowisku Prezesa PiS - partii Papryki i Socjalizmu. Jest przynajmniej lepiej wygadany choć trochę narwany. Nie różni się w myśleniu od Prezesa niczym więc czemu nie miałby mieć szansy na władzę skoro Prezes Kaczyński taką szansę ma ?

 

@edit

Właśnie w radio podali że Pan Papryka poważnie zaczął myśleć o polityce. Na miejscu Prezesa Kaczyńskiego bym się rozejrzał za jakąś uczciwą robotą bo gość ma potencjał na nowego przywódcę prawicy socjalistycznej w Polsce...


 
1 , 2 , 3