Komentarze:
Świt
Tramwaj
Google

Reklama

Sekcja Informacyjna:

Rzeczpospolita Gazeta.pl GazetaPolska niezależna.pl Polityka Onet.pl Wprost Najwyższy Czas Wirtualna Polska.pl Newsweek Nasz Dziennik Salon24 Fronda Interia.pl Angora UważamRze Dziennik.pl Polska Times GazetaPolskaCodziennie.pl NaTemat
Sandra
Zielone mity

Świat polityki widziany przez brudne okno tramwaju.
sobota, 28 września 2013

Powoli pedofilia staje się polskim dobrem eksportowym. Tylko czekać na znaczek Teraz Polska dla rodzimych misjonarzy w zagranicznych landach, sławiących ziemię przodków w sądach bananowych republik. Kościół papieża Franciszka wyraźnie zmierza ku otwarciu się i pozytywnym zmianom. Kościół polski robi natomiast wszystko by ten rozsądny wizerunek zepsuć. Taka czarcia robota za plecami papieża-reformatora.

W swoim czasie opinię publiczną pobudził film "Nie sąd cię skaże pedofilu". Od tamtych ponurych dla zboczeńców lat nastał Złoty Wiek. Sieć pełna jest dziecięcej pornografii. Setki ludzi zarabia krocie na dostarczaniu zwyrodnialcom seksualnie pobudzających treści. Mniej lub bardziej posrani politycy próbują udowadniać, że granica niepełnoletności to bzdurny wymysł współczesnej cywilizacji. Struktury kleru bronią seksualnych odmieńców w swoich szeregach jak niepodległości, a warunki więzienne skazanych za przestępstwa seksualne na dzieciach ocierają się o dwugwiazdkowy hotel na Pomorzu Zachodnim.

O tym, że już tylko krok do społecznych samosądów nad pedofilami nikt głośno nie mówi. Uwierzcie, że dzieci coraz bardziej świadome swych praw chętnie podzielą się z rodzicem krzywdą jaka ich spotka na indywidualnej lekcji religii czy  przed mszą w kościelnej zachrystii. Tylko patrzeć jak jeden z drugim wściekły ojciec skrzywdzonego dziecka nabije na pal zboczonego klechę, który bezkarnie od lat łamał życiorys za życiorysem poddanych owieczek.

W dobrze pojętym interesie polskiego Kościoła jest wyplenić z własnego środowiska tych którzy przynoszą mu ujmę i porutę. Nie rozumiem zachowawczych działań instytucji mającej ponoć dbać o etyczne i moralne wychowanie swoich wiernych. W tej sprawie nie ma miejsca na solidarność korporacyjną...

piątek, 27 września 2013

...podobnie jak premier Donald Tusk miałem dziś mdłości. Nie spowodowała tego kończąca się grypa jelitowa, która wymęczyła mnie kilka ostatnich dni. Chorobę mam już za sobą ale transmisja sejmowej wojny aborcyjnej po raz kolejny wywołała we mnie obrzydzenie. Mam dość lewactwa próbującego od lat na siłę zamienić aborcję w standardowy środek antykoncepcyjny i mam dość  prawactwa, które swoimi nieprzemyślanymi działaniami doprowadzi w końcu do liberalizacji ustawy aborcyjnej. 

Treści żołądkowe wracają się do przełyku gdy widzi się hipokryzję palikotowców oburzonych mocnymi słowami wnioskodawczyni. Sami nie raz, nie dwa używali bardziej brutalnego języka lub ostentacyjnych gestów, przez które normalnemu obywatelowi się nóż w kieszeni otwiera. Mam wstrętny refluks także wtedy gdy słyszę oszołoma z partii prawych i sprawiedliwych żądającej szczegółowych opisów, a i pewnie prezentacji technik usuwania ciąży. 

Normalnie rzygać się już chce tą Waszą bezsensowną wojną aborcyjną...

środa, 25 września 2013

Widziałem plakat PiSu chwilę wcześniej niż pojawiły się pierwsze pełne oburzenia głosy sugerujące, że jak zwykle partia Jarosława Kaczyńskiego próbuje zawłaszczyć symbole polskiej historii. Powiem szczerze - zupełnie sobie tego plakatu z Powstaniem Warszawskim nie skojarzyłem. Dopiero członek tej partii utwierdził mnie w przekonaniu, że znów w umysłach manipulatorów i socjotechników Prawa i Sprawiedliwości urodziło się coś co budzi określone emocje. Negatywne emocje.

"Litera "W" ma mobilizować tych, którzy z taką samą gotowością ruszyliby na Godzinę W - jak Warszawa - wyjaśnił "Gazecie" Artur Górski, warszawski poseł PiS. Przyznał, że sięganie do tradycji powstańczej nie jest przypadkowe - czas kampanii przed referendum zbiega się z wydarzeniami sprzed 69 lat, w sierpniu i we wrześniu trwała walka o Warszawę." - wyborcza.pl

Nawet próba porównania referendum o usunięcie Hanny Gronkiewicz Waltz ze stanowiska prezydenta Warszawy do okresu Polski Walczącej z hitlerowskim okupantem jest  niedorzeczna. Umysły pisowskich prominentów od lat specjalizują się w przybieraniu swoich nędznych politycznych gierek w historyczne symbole mające ich kojarzyć z patriotyzmem, walecznością i polskością.  Nie tak dawno Jarosław Kaczyński zasadził się na symboliczny dla Polaków znak Solidarności. Rękami przewodniczącego Śniadka deprecjonował symbol wolnej Polski, walącego się muru berlińskiego i upadku sowieckiego imperium. Mało brakowało by ów symbol przestał się Polakom kojarzyć z wolnościowym zrywem, a zaczął z polityczną eskapadą po władzę człowieka, który przespał Stan Wojenny, a internowanie znał jedynie z opowieści kolegów. Człowieka, który dla służb bezpieczeństwa był jedynie nic nieznaczącym bratem opozycjonisty.

Solidarność obroniła się. Musiała. Prawda prędzej czy później zawsze się obroni. Nadszedł czas by kombatanci i duchy bohaterów Warszawy obroniły dumny symbol Powstania Warszawskiego. Symbol ich walki o wolność i honor.

sobota, 21 września 2013

Od kilku lat obserwuję  śledztwo w/s katastrofy prezydenckiego samolotu Tu-154 w smoleńskim lasku. Sporo więc wpisów znajdziecie na moim blogu z tagiem katastrofa smoleńska 2010. Mam swoje zdanie w temacie i wyrobione jest bynajmniej nie na papce medialnej wlewanej nam w głowy od lat przez media tzw "mainstreomowe" jak i "niezależne". Jedne i drugie gonią w piętkę za sensacją, która by mogła podnieść sprzedaż lub oglądalność. Jedne i drugie wprowadzają zamęt wśród kompletnych amatorów oraz wśród zwykłych ignorantów, próbujących mimo wszystko zrozumieć to co się stało rano 10 kwietnia 2010 roku.

Media ogólnopolskie skupiały się początkowo na coraz to dziwniejszych doniesieniach z miejsca katastrofy tworząc wypaczony obraz i dając pożywkę spiskowym teoriom. Powielane były niepotwierdzone bzdury o osobach, który przeżyły, o karetkach wyjeżdżających z rannymi, o 3 podejściach, o godzinach katastrofy i wielu innych.  Media "drugiego obiegu" natomiast za cel obrały udowodnienie, nawet wbrew zwykłej logice, że w Smoleńsku doszło do zamachu na najlepszego prezydenta Rzeczypospolitej. Jedne i drugie media wytworzyły w Polsce dziesiątki domorosłych ekspertów od katastrof lotniczych i setki wykluczających się nawzajem teorii tego co się w okolicach lotniska Sewiernyj zdarzyło.

Polacy mają do siebie to, że z dnia na dzień stają się ekspertami popularnych w danym czasie dziedzin. Gdy Adam Małysz święcił swoje tryumfy 3/4 naszego narodu stało się ekspertami od telemarku, wybicia i  sił fizycznych pomagających mu osiągać sukcesy na światowych skoczniach. Gdy Robert Kubica namieszał na torach Formuły 1 w każdej polskiej rodzinie znalazło się kilku specjalistów od paliwa, opon, sił odśrodkowych i zwykłego driftu. Sukcesy polskich tenisistów zaowocowały narodzinami domorosłych Zdzisławów Ambroziaków o tenisie wiedzących praktycznie wszystko. Z katastrofą smoleńską jest podobnie. Tematyka lotnicza nigdy nie była zbyt popularna więc i wiedza w temacie awioniki lub sił działających na samoloty jest w społeczeństwie bardzo uboga. Nie trudno jest z pomocą medialnych sztuczek wyprodukować dziesiątki ekspertów tworzących spiskowe teorie. Pół biedy gdy takie teorie pozostają na poziomie domowych dysput kilku lekko już wstawionych specjalistów. Gorzej gdy za obróbkę tematu zabierają się politycy i zaprzyjaźnione z nimi grono osób wykształconych mogących posługiwać się naukowymi tytułami. Wtedy zaczyna się robić nieciekawie.

Nie mam zamiaru wyżywać się na skompromitowanej ekipie Antoniego Macierewicza. Doskonale to zrobiła prokuratura ujawniając fragmenty zeznań członków wspomnianej komisji pokazując, że ekspertem w komisji Macierewicza może zostać każdy byleby miał odpowiednie dla tego grona poglądy polityczne. Zawsze miałem w głowie poprawkę na rewelacje wychodzące z komisji tegoż pana. Antoni Macierewicz jest doskonałym manipulatorem, oratorem i trybunem prostego ludu, a jego bezmyślne zacięcie w podobnych tematach jest znane od lat i spowodowało  sporo złego tak dla środowisk prawicowych jak i dla Polski.  Nie mam też zamiaru chwalić członków ekipy komisji Jerzego Millera bo mam sporo zarzutów co do jakości prac jakie wykonali.

Jednak chce Wam uświadomić jedno  - jeżeli już chcecie ujrzeć chociaż mglisty obraz tego co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 słuchajcie ludzi, w których dorobku naukowym odnalezione będą chociaż incydenty związane z lotnictwem. Słuchajcie ludzi, którzy o polskim lotnictwie i katastrofach lotniczych mają jakiekolwiek pojęcie. Wróćcie się do kilku wcześniejszych katastrof jak choćby awaria śmigłowca premiera Leszka Milera czy katastrofa w Mirosławcu. W tamtejszych zakończonych śledztwach i raportach znajdziecie to czego od kilku lat starają się dopatrzeć śledczy jednej czy drugiej komisji badającej katastrofę w Smoleńsku.

Polska ma wystarczająco dużo ekspertów budujących swoją wiedzę na danych z wikipedii i blogów...nie dołączajcie do nich.


środa, 11 września 2013

O wojnie domowej w Syrii słyszymy już dawno. Przez internet i społecznościowe portale od 2011 roku przewalają się zdjęcia mordowanych cywilów, pokaleczonych dzieci i protestów ludności przeciwko reżymowi al-Asada. Dziesiątki filmów pobudza opinię publiczną na całym świecie. Od dawna też słychać głosy skierowane przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych o interwencję zbrojną mającą na celu zakończenie apokalipsy cywilnej ludności Syrii.

Prawdopodobny atak chemiczny reżymu przeciwko powstańcom i ludności cywilnej praktycznie postawił na baczność armie cywilizowanego świata. Interwencja międzynarodowa była już bardzo blisko. Jednak  Barack Obama pokazał  światu, że USA nie ma zamiaru Syryjczykom pomóc. Poddanie decyzji o interwencji Kongresowi było polityczną zagrywką prezydenta USA. Można się spodziewać, że Kongres nie da zielonego światła do użycia przeciwko reżymowi amerykańskiej armii i decyzję będzie odwlekał jak tylko się będzie dało.  Od tego momentu byłem już prawie pewien, że żadnej zbrojnej akcji przeciwko armii al-Asada nie będzie. Początkowo myślałem - Obama tchórz. Bush nawet minuty by się nie zastanawiał tylko odpalił by rakiety bliskiego zasięgu z jednostek stacjonujących na Morzu Śródziemnym...

Dziś zrozumiałem dlaczego Amerykanie nie mają zamiaru pomagać opozycji w usunięciu dyktatora. Uświadomiły mi to płonące wieże World Trade Center i dusze pomordowanych przez islamskich terrorystów amerykańskich obywateli.

Syria to nie Irak gdzie opozycyjne ugrupowania na posiedzeniu w Londynie ustaliły ramy powojennego statusu państwa. 350 delegatów w demokratyczny sposób uchwaliło deklarację "państwa demokratycznego, parlamentarnego, pluralistycznego i federalnego" ... Syria to kraj gdzie o władzę z al-Asadem walczą mudżahedini, islamscy fanatycy i potencjalni członkowie al-Kaidy.  Powstańcy w Syrii to  wróg Stanów Zjednoczonych, Baracka Obamy i narodu amerykańskiego od pamiętnego września 2001 roku.

Patrząc dzisiaj na archiwalne zdjęcia płonących bliźniaków nowojorskiego Manhattanu rozumiem  decyzję Stanów Zjednoczonych. To nie ich wojna...

poniedziałek, 09 września 2013

Odejście z Platformy Obywatelskiej Jarosława Gowina było nieuniknione. Czekałem więc jedynie na formę w jakiej poseł pożegna się z partią. Oświadczenie, w którym żegna się z kolegami przybrało formę kampanii wyborczej kandydata na nowego lidera polskiej prawicy. Prawicy konserwatywnej i bliskiej naukom Kościoła Katolickiego ale jednocześnie liberalnej w kwestiach gospodarczych, mającej szacunek do własności prywatnej i unikającej socjalistycznych kiełbas wyborczych. Mógłbym polubić taką siłę polityczną na polskiej scenie...

 

Czy Jarosław Gowin może osiągnąć sukces? Powiem tak - popyt na jego politykę na pewno się znajdzie. Tak jak znalazł się popyt na nową lewicę Janusza Palikota. Ludzie chcą mieć wybór, a tego ostatnimi czasy  brakuje. Balansowanie poparciem między intensywnie grzebiącą im w kieszeniach Platformą, a obrzydliwie zdewociałym i błądzącym w smoleńskiej mgle PiSem nie jest tak naprawdę żadnym wyborem.  Jarosław Gowin ma więc szansę się na scenie politycznej bez Platformy odnaleźć. Ma czas do następnych wyborów wypracować swoją markę i utrwalić się w świadomości Polaków po prawej stronie. Sporo też będzie zależeć od jego działalności w aktualnym parlamencie. Sabotowanie działań Donalda Tuska wcale nie musi mu pomóc tak jak i bezwarunkowe poparcie rządowych inicjatyw nie musi mu przeszkodzić. Jarosław Gowin musi się więc odnaleźć w nowej sytuacji i wykorzystać pewną przewagę jaką ma nad Donaldem Tuskiem.

Inicjatywa Gowina mogłaby także uderzyć bezpośrednio w PiS, a już samo to powoduje, że były poseł PO ma na starcie u mnie spory plus. Tak jak Palikot swoim Ruchem dojechał gnijące od środka SLD. Skompromitowana lata temu kawiorowa lewica oblazła  pleśnią, a intensywne płukanie jej w solance Kwaśniewskiego niewiele już mogło pomóc. RPP był więc w stanie wygarnąć w swoich pierwszych wyborach solidne 10%  15% i nie jest powiedziane, że w kolejnych tego co najmniej nie powtórzy. Jarosław Gowin umiejętnie prowadzący swoją kampanię może natomiast uszczuplić zdobycze wojenne partii Jarosława Kaczyńskiego stając się jego naturalnym rywalem w walce o konserwatywny elektorat.

...ciekaw jestem czy pojawi się na prawicy długo oczekiwane nowe otwarcie...

Zwróciliście uwagę na kolory w nazwisku GOWIN na początku oświadczenia? PRowców ma już Gowin dobrych.

piątek, 06 września 2013

Jarosław Kaczyński chyba na długo zapamięta wybory uzupełniające do senatu, które w ten weekend rozegrają się w regionie, który od lat należy do miejsc gdzie partie prawicowe i katolickie wygrywają bez problemu. Podkarpacie i to co tam się wyprawia w ostatnim czasie to żenująca wizytówka polityki stosowanej przez polską prawicę od lat.

Afera na Podkarpaciu rozpoczęła się od obrażających autorytet kandydata z ramienia Solidarnej Polski ulotek rozrzucanych w regionie objętym kampanią wyborczą. Afera kończy się ulotkami rozrzuconymi w przeddzień wyborów. Tym razem solidny kopniak wylądował na mosznach polityków Prawa i Sprawiedliwości. Wyborcy mają szansę zobaczyć specyficzną imprezkę partyjnych bossów podczas gospodarskiej wizyty Prezesa w regionie.

Ubawiłem się setnie przyglądając się polityce miłości uprawianej przez prawicowe partie zagryzające własne szczenięta. Jednak powiedzmy sobie szczerze - to nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz gdy wataha rzuca się sobie do gardeł czując gdzieś w lesie osłabionego daniela. Paradoksalnie to jedyne stado wilków w historii podkarpackiej przyrody, które tak umiejętnie dąży do samozagłady.

...a ja no to tak: wypijmy za błędy tym bardziej, że nie są nasze. Zdrówko na weekend moi drodzy. Nie wiem kto wygra na Podkarpaciu ale wiem kto już na tym wygrał w Polsce.

czwartek, 05 września 2013

Materiał wideo z egzaminu na prawo jazdy, o którym dziś było głośno w mediach powinien stać się symbolem społecznej znieczulicy jaka ogarnęła nasz kraj. Winno się go prezentować nie tylko podczas szkoleń przedegzaminacyjnych na prawo jazdy ale wszędzie tam gdzie wychowuje się i uczy ludzi prawidłowych zachowań społecznych.

Nie potrafię zrozumieć ani egzaminatora ani egzaminowanej z tej według mnie przerażającej scenki. Na usta samo ciśnie się pytanie: Jak można? Jak można być tak nieludzkim potworem by zostawić na drodze leżącego człowieka. Nawet jeśli ów niepełnosprawny był w sztok pijany zwykła ludzka empatia, że już o przepisach prawa nie wspomnę, nakazuje nam zatroszczyć się o jego bezpieczeństwo.

 

Patrzę na ten obraz i nie rozumiem zachowań członków mojego gatunku. Ewolucja w przypadku ludzi popełniła gdzieś jakiś podstawowy błąd. Niby dała  inteligencję ale dla wielu zablokowała do niej całkowicie dostęp.

BTW podobnie jak jeden z komentatorów pod filmem mam nadzieję, że ów pan egzaminujący stracił pracę, pani zdająca nie zdała egzaminu, a oboje mają już postawione zarzuty prokuratorskie z adekwatnego do sytuacji paragrafu.

środa, 04 września 2013

Perypetie kandydata Solidarnej Polski na Podkarpaciu stają się powoli doskonałym przykładem lustracyjnego obłędu na polskiej prawicy. Jej zwolennicy są w stanie zeszmacić każdego, kto działa nie po ich myśli. Ostatnio gryzą chętnie także własne ogony, kręcąc się w swoim chocholim tańcu. Właśnie przed tą paranoją próbowali przed laty uchronić nas znienawidzeni po prawej stronie ludzie tacy jak Adam Michnik czy Jacek Kuroń. Zdawali sobie sprawę, że dostępność do eSBeckiego archiwum może rozpętać piekło, a mieli nadzieją na pokojową rewolucję Solidarności. Gdy obserwuję dzisiejsze wydarzenia to cieszę się, że to oni mieli w tamtym czasie więcej do powiedzenia niż Kaczyńscy czy Macierewicz.

Solidarna Polska pozwała dziś wydawnictwo, za pośrednictwem którego ukazuje się tytuł Gazeta Polska Codziennie.

"Ziobrowy zawrót głowy. Kandydat na prawicowego senatora Kazimierz Ziobro był członkiem komunistycznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej"

Takim tytułem reklamuje gazeta swoją piątkową publikację. GPC  już nie raz udowadniało, że jej pozycja na rynku jest budowana na tanim skandalu. Wiele pierwszych stron dziennika budziło co najmniej kontrowersje, a jeden nawet pomógł PiSowi przegrać wybory. Beata Kempa z Solidarnej Polski uważa, że za całą prowokacją gazety stoi  była partia posłanki - Prawo i Sprawiedliwość.

Spójrzmy na tą sprawę dokładniej - jeżeli ów kłamliwy tytuł byłby jedynie wypadkiem przy pracy żądnego zysku środowiska wydającego GPC, można by całą sprawę pominąć milczeniem. Ot kolejny kretyński tytuł mający na celu napędzić czytelników, żądnych tanich sensacji. Jednak dzisiejsze wystąpienie samozwańczego lidera polskiej prawicy pokazuje, że nie jest to dziennikarska kaczka, która komuś przez przypadek uciekła.

"Duży i średni biznes w niemałej części, ale small biznes także stanowił i niestety w wielu przypadkach nadal stanowi przystań dla ludzi dawnego systemu. Mój brat jako prezes NIK miał wiedzę na ten temat. Są badania socjologiczne, które pokazują, że duża część naszego kapitału to ludzie wywodzący się z nomenklatury. To jest kontynuacja dawnego systemu" - brat już tego niestety nie potwierdzi ale to Prezesa PiS nie obchodzi. Ważne, że w świat poszła odpowiednio przygotowana informacja - polski biznes to siedlisko byłych członków komunistycznej nomenklatury działających od lat na szkodę państwa.

Jeżeli z taką łatwością Prezes PiS potrafi oskarżać całe grupy społeczne, a i samego Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, dlaczego jego tuba propagandowa w postaci GPC nie może zaatakować kandydata na senatora z ramienia Solidarnej Polski.

Jarosław Kaczyński od samego początku swojej politycznej działalności za główny cel obrał sobie sianie zamętu ws lustracji i rozliczania postkomunistów. Pewnie się zdziwicie ale po części zgadzam się z jego opiniami na temat byłych członków systemu, którzy dzięki aksamitnej rewolucji mogli bez problemowo odnaleźć się w nowej, wolnej Polsce. Często dzięki swoim kontaktom z czasów komuny mogli bez przeszkód wejść na powstającym po 89 roku Wolny Rynek i działać na nim z sukcesami. Tylko że ja traktuje to jako koszt rewolucji, która nie zabijała swoich przeciwników. Kaczyński nie może się z tym pogodzić mimo, że minęło już dwadzieścia kilka lat.

Obsesja środowiska polskiej prawicy spowodowała, że wykazują  w tym temacie cechy typowe dla paranoików owładniętych lustracyjnym obłędem. Każdy przeciwnik staje się z miejsca członkiem PZPR, byłym UBekiem i donosicielem. Nawet tak dość przejrzysty życiorys jak Kazimierz Ziobro odznaczony przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Złotym Krzyżem Zasługi, były członek PiS ma szansę stać się w oczach paranoików zdrajcą Ojczyzny.

BTW ... padają ostatnio zarzuty, że Donald Tusk nie mając innego już wyjścia ponownie straszy polskie społeczeństwo IV RP, lustracyjnym obłędem, Kaczyńskim i Macierewiczem. Absolutnie się z tą opinią nie zgadzam. Donald Tusk nic nie musi robić bo jego przeciwnicy sami w doskonały sposób co kilka dni ukazują swoje prawdziwe oblicza.

wtorek, 03 września 2013

Kilka dni temu rzecznik ugrupowania Adam Hofman mówił  w radiowej Jedynce, że do Krynicy jego partia przyjedzie z papierem na stół. Szczegółów zdradzić nie chciał ale dziś za niego zrobił to sam prezes Jarosław Kaczyński.

"...dziś w Polsce za pośrednictwem państwa należy wymusić podniesienie płac, bo są one zaniżone. Można to zrobić na wiele sposobów, np. poprzez karne podatki." - rp.pl

Jakby tego było mało dołożył jeszcze, że zacytuję z pamięci: "Biznes to często przystań ludzi dawnego systemu" ...Adam Hofman zapewne wykonał  w zaciszu domowego ogniska klasyczny facepalm. Tylko Prezes potrafi sobie tak umiejętnie przygotować grunt pod spotkanie z polskimi przedsiębiorcami w Krynicy. Zazdroszczę od lat Kaczyńskiemu umiejętności balansowania na beczce śmiechu. Trzeba mieć sporo umiejętności akrobatycznych by próbować utrzymać wizerunek prawicowego konserwatysty wśród żądnego socjalizmu elektoratu... ale tym razem równowagi się mu utrzymać nie udało.

Zastanawiałem się nad sformułowaniem "karne podatki"? Czy  to ma być jakiś rodzaj bykowego za utrzymywanie na stanie załogi z płacą równą pensji  minimalnej? Dajesz pracownikom więcej niż pensja ustawowo najniższa, państwo Kaczyńskiego trzyma od Ciebie łapki z daleka. Zatrudniasz za minimalne wynagrodzenie płacisz bykowe w karnym podatku . Dodatkowo, jak rozumiem wtręt o przystani dawnego systemu Twój opór wobec przekraczania minimalnych pensji załogi oznaczać będzie poranne wizyty  pisowskich służb specjalnych celem lustracji Twoich politycznych przekonań i przewertowania Twojej zapewne komunistycznej przeszłości.

Z niecierpliwością czekam na jutrzejszą gimnastykę artystyczną posła Hofmana mająca na celu wyjaśnienie nam co Ojciec Narodu miał dziś na myśli...

 
1 , 2