Komentarze:
Świt
Tramwaj
Google

Reklama

Sekcja Informacyjna:

Rzeczpospolita Gazeta.pl GazetaPolska niezależna.pl Polityka Onet.pl Wprost Najwyższy Czas Wirtualna Polska.pl Newsweek Nasz Dziennik Salon24 Fronda Interia.pl Angora UważamRze Dziennik.pl Polska Times GazetaPolskaCodziennie.pl NaTemat
Sandra
Zielone mity

Świat polityki widziany przez brudne okno tramwaju.
poniedziałek, 31 października 2011

Odświeżanie lewicy trwa. Po sromotnej porażce z Ruchem Palikota Grzegorz Napieralski podniósł w geście rozpaczy dłonie do twarzy zaklnął siarczyście i oddał się w ręce Ludu. Jedno można Napieralskiego oddać - przynajmniej honorowo pożegnał się ze stanowiskiem. Kilku polityków mogłoby się od niego uczyć.
Oprócz odświeżania spleśniały kotletów w stylu związki partnerskie , religia w szkołach etc. SLD na wzór francuskich socjalistów wpadło na pomysł prawyborów które wyłonią nowego szefa.

Jakoś nie mam złudzeń że owe wybory wprowadzą na fotel szefa człowieka potrafiącego zbudować wokół siebie partię lewicową w moim rozumieniu. Partie dbające tylko o wolność do aborcji , walczące z Kościołem i chcące uwolnić zioło to dla mnie partie lewackie a nie lewicowe. Lewicowy to był Kuroń. Lewicowy to jest  Owsiak i Ochojska oraz Ryszard Bugaj.
Panna Szczuka ze swoją książką , wojownik w spódnicy Środa lub niejaki Biedroń z Niemcem to nie lewica. To lewactwo kawiorowo-jaguarowe. Opieranie się na ich ideałach mających co najwyżej przygotować grunt pod anarchizujące społeczeństwo lansowane przez nowego JP2 polskiej młodzieży nie można nazwać lewicą. Czy SLD jest wstanie unieść głowę ciut wyżej niż własne interesy i przewartościować się dogłębnie ? Niestety ale ja w to nie wierzę. Czy jest wstanie konkurować z Palikotem który przejął lewackie serca i umysły ? Nie jest. Jest więc partią skazaną na samopożarcie.

Słychać na salonach , że schedę ponownie przejmie  Leszek Miler. Człowiek od szorstkiej przyjaźni z Aleksandrem Kwaśniewskim. Promotor niezapomnianego ministra Łapińskiego - likwidatora Kas Chorych - jedynej struktury, która miała szansę uzdrowić służbę zdrowia. Człowiek dzięki któremu SLD puściło Wiatra - na fotel ministra edukacji. Leszek Miler premier , który zaczął z najwyższym społecznym poparciem a skończył z najgorszym. Szef jednego z bardziej skompromitowanych rządów III RP i paradoksalnie ideowy współtwórca IV RP. Mentor najbardziej szkodliwej i upolitycznionej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Człowiek który miał szansę na wszystko o czym marzy SLD i Palikot a nie zrobił nic.  Krótko pisząc - IDZIE NOWE NA LEWICY


Nie jestem jednak pewny tego, że to właśnie on stanie na czele pobitej pseudolewicowej partyjki z ledwo nadprogowym poparciem. Według mnie członkowie SLD pokazali by w ten sposób swoją całkowitą bezradność - podobnie jak sam Miler który w pewnym momencie swojego politycznego życia wylądował nawet w Samoobronie. Zawsze ten moment kojarzy mi się z filmem "Wywiad z wampirem" gdzie Tom Cruise jako zły Lestat trafia na śmietnik wiecznego życia i żywi się szczurami oraz jaszczurkami byle tylko przeżyć kolejny dzień. Wybierając Milera SLD pokazałoby że nie ma żadnych perspektyw i jest tylko i wyłącznie prywatnym folwarkiem Ordynackiej oraz dawnych "baronów". Wybierając Milera SLD odświeżyło by się jedynie na zasadzie chlapania perfumami na przepocone i śmierdzące piżmem ciało.



niedziela, 30 października 2011

Obowiązkiem żywych jest pamiętać o zmarłych...

...wszystkich.

piątek, 28 października 2011

Nie milkną komentarze w sprawie Zbigniewa Ziobro i jego starcia z Jarosławem Kaczyńskim. Sam zainteresowany przekonuje nas że to co powiedział nie było tym co powiedział a cała afera to próba podzielenia jedynej słusznej i silnej partii opozycyjnej. Jedni politycy PiS piszą ,  że Ziobro przegiął i wcale im go nie żal jeśli spadnie na niego młot Tora inni wysyłają do Gazety Wyborczej tajemnicze sms'y w stylu " Ziobrystów już nie ma" - krótko pisząc zadyma na całego.

 

Gazeta Polska VOD zaprezentowała nam "niezależny" wywiad pani Hejke z samym jądrem ciemności  afery w PiS - europosłem Zbigniewem Ziobro. Wywiad nic specjalnego do publicznej dyskusji  nie wniósł ale kilka kwiatków tam znalazłem. Zbigniew Ziobro uparcie ukazuje złą interpretacje swoich wywiadów dla prawicowych pism. Odrzuca wszelkie spekulacje jakoby był on chętny do schizmy tej jakże demokratycznej partii. Jednak nie specjalnie potrafi ukryć to , że ma świadomość jak ryzykowną grę podjął. W pierwszym wpisie na ten temat "Powyborczy rozPiSdziel" zasugerowałem że sam Jarosław Kaczyński mógł zaakceptować pewien podział na prawicy , który zaprezentował Ziobro w wywiadzie rozliczającym partię z nieudanych kolejnych wyborów. Podałem tam cytat z wypowiedzi Zbigniewa Ziobry świadczący o tym że jeśli by miał się spełnić wymarzony przez Prezesa wariant węgierski musi się w Polsce pojawić siłą która odciągnie uwagę mediów od PiS. Siła  która jak węgierski Jobbik przejmie skrajnie nacjonalistyczny , narodowo-socjalistyczny i faszyzujący i fanatycznie religijny elektorat. Tym samym PiS mógłby się skupić na zagospodarowywaniu konserwatywnego lecz niechętnego skrajnością prawicowego środka.

 

Wydaje mi się że mimo wszystko mogłem popełnić błąd w myśleniu iż Prezes jest świadom tej było nie było celnej taktyki zaprezentowanej przez Zbigniewa Ziobro. Jednak z pokajaniem się muszę poczekać na decyzję w sprawie , jak to ujęła pani Hejke, "kary" dla niesfornego wiceprezesa partii PiS. Jednego jestem w tej sytuacji pewien. Zbigniew Ziobro zdecydowanie i wyraźnie nie podziela  zdania Prezesa swojej partii w sprawie zarzutów pod adresem Gazety Polskiej. Jarosław Kaczyński wyraźnie wskazał na Tomasza Sakiewicza i jego medialne królestwo jako winnych przegranej w wyborach 2011. Wywołało to święte oburzenie w środowisku Gazety Polskiej, a rozżaleni tym faktem dziennikarze świetnie to w swoich artykułach i wywiadach na VOD ukazują. Zbigniew Ziobro stanął wyraźnie w opozycji do Jarosława Kaczyńskiego szczerze dziękując Klubom Gazety Polskiej za udział w kampanii PiS oraz za ewidentne według niego zasługi w tym że partia PiS nie przegrała tych wyborów jeszcze wyraźniej.

 

Nie od dziś wiadomo że środowisko Gazety Polskiej a także samego Ojca Imperatora z Torunia nie specjalnie jest zadowolone ze współpracy z PiS. Tak jedni jak i drudzy pozostali po morderczym dla wielu jednoczeniu się prawicy wręcz skazani na współpracę z jak to określił Tadeusz Rydzyk "szambem".  Nadzieją tego środowiska na powstanie ostrzejszej formy PiS potrafiącej lać miód na uszy fanatycznej grupie skrajnie prawicowego elektoratu stał się właśnie Zbigniew Ziobro. Europoseł tym wywiadem wyraźnie to wskazał mimo żenujących prób ugłaskania Prezesa słowami o  jedności PiS pod bezwzględnym przywództwem Jarosława Kaczyńskiego. Przypadkowe dość i niespodziewane podanie przykładu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w której także przecież dyskutowano a statucie i potencjalnych możliwościach zmiany władz , dość szybko przez panią Hejke ucięte wyraźnie wskazuje , że Zbigniew Ziobro musi się ustawiać Prezesowi okoniem. Jeśliby  spełniły się groźby kary ostatecznej czyli wyautowania z partii PiS musi mieć w rezerwie paliwo do stworzenia czegoś nowego. Elektorat skrajny dość łatwo jest wstanie pożegnać wizję Jarosława Kaczyńskiego na wolną Polskę tym bardziej że sam Prezes im nie ułatwia wiary w jego idee. Elektorat skrajny potrzebuje lidera twardego i zdecydowanego w walce z ich wyimaginowanym wrogiem niszczącym Polskę. Może się okazać że to co jest wstanie PiS i Jarosław Kaczyński im zaproponować jest zbyt niepewne i nie atrakcyjne. To szansa dla Zbigniewa Ziobro i jak znam go jako polityka sprawnego będzie potrafił to wykorzystać nawet kosztem pozycji swojego dotychczasowego guru. Zbigniew Ziobro jest politykiem bezwzględnym co nie raz nie dwa udowadniał. Czy Jarosław Kaczyński wychował sobie na własnej piersi swojego potencjalnego  politycznego zabójcę ? Czas pokaże. Po czterech latach wszystko się może wydarzyć tym bardziej że przegrane bitwy dotychczasowemu przywódcy prawicy chwały  nie przynoszą.

 

Odkąd powstała internetowa telewizja niezależna na portalu Gazeta Polska VOD nasz medialny świat wzbogacił się o sporo ciekawych i wartościowych pozycji. W ramach motta "My informujemy Oni kłamią" portal ukazuje społeczeństwu prawdziwą ciemną stronę polskiej historii przemian 89 roku. "Okrągły stół" stał się w tym miejscu synonimem wszelakiego zła. Co takiego złego wydarzyło się te 20 kilka lat temu że neoendecja robi wszystko by ukazać owe porozumienie w jak najgorszym świetle ? Co wywołuję taką agresję "wykluczonych" , że zalewają umysły widzów  prostymi i szkolnymi wręcz manipulacjami mającymi ukazać fałszywy obraz tego co tam naprawdę się wydarzyło ?

"Okrągły stół" był pewnego rodzaju umową między ówczesną władzą a opozycją i jej przedstawicielami z różnych  organizacji. Świetnie ów czas opisał nieżyjący niestety Jacek Kuroń , który jak to miał w zwyczaju , szczerze wyznał społeczeństwu o co w tym wszystkim c'mon.

Prosto z mostu zostało wytłumaczone iż rewolucja Solidarności nie jest walką o władzę, a raczej walką o przygotowanie do zmian w Polsce. To Polska miała w tamtym czasie samoistnie się zmienić dzięki działaniom ludzi, którzy grunt pod ową zmianę mieli przygotować. "Okrągły stół" był porozumieniem i kompromisem. Wiem ! To trudne słowa dla "niezależnych". Według tego środowiska władze się zdobywa na bagnetach i z szubienicznym sznurem w ręce. Nie rozumieją tego że każdą rewolucję można przeprowadzić w aksamitny sposób tak by i wilk był syty i owca cała. Kosztem takich działań jest często niesprawiedliwy dziejowo układ, w którym była władza staje się nie jako udziałowcem pozytywnych efektów rewolucji. Jednak dla dobra i spokoju społecznego czasami taki koszt należy ponieść by móc mimo wszystko kraj stopniowo zmieniać a błędy poprawiać.

Od lat kiełkuje w umysłach rozżalonych ludzi, dla których  przemiany i procesy z tym związane nie przyniosły oczekiwanych przez nich efektów , przekonanie że "Okrągły Stół" stał się  symbolem uległości wobec władzy. Nie potrafią ogarnąć i zrozumieć iż tamten czas nie wymagał wieszania na słupach aparatczyków. Nikt nie chciał łapać władzy byle jak i większość z uczestników po stronie opozycji zdawała sobie sprawę , że sytuacja Polski stała się trudna. Zbyt trudna na bezwarunkowe przejęcie władzy. Tym bardziej, że nikt z nich chyba nie łudził się na to iż aparat ,  który narósł na Polsce jak nowotwór podda się bez walki. "Solidarność" zapewne budziła respekt władzy i radzieckich obserwatorów jednak to nie był ruch którego nie dało by się rozgnieść gąsienicami czołgów.

Na szczęście tak jak strona opozycji nie była maksymalnie zdesperowana do przejęcia władzy tak strona rządowa nie była maksymalnie zdesperowana do władzy utrzymania. Postanowili  się wspólnie dogadać i poprowadzić Polskę ku zmianom, które i tak nastąpić musiały z czego tak jedni jak i drudzy świetnie sobie sprawę zdawali. Jednak sposób w jaki owe zmiany by nastąpiły, już taki oczywisty nie był. Nie wiele potrzeba było do wybuchu , który by mógł się zakończyć bratobójczą walką.

Jakie znaczenie ma więc "Okrągły Stół" dla polskiej historii ? Ogromne. W odpowiednim momencie wykorzystano społeczne przyzwolenie a wręcz pragnienie zmian. Dokonano tego w sposób mądry i przemyślany tak by sam proces nie stał się początkiem rewolucji ale innego rodzaju. Zdawano sobie sprawę z tego , że tak po stronie rządowej jaki i po stronie opozycyjnej istnieją ogniska zapalne,  którym nie zależy na pokojowym rozwiązaniu problemu. Siły antyreformatorskie sprzyjające radzieckiej dominacji w Polsce nie mogły być długo utrzymywane na specyficznych smyczach. Tak samo opozycja pełna była ludzi z gorącą ale pustą głową mogących wywołać ostre społeczne reakcje gdyby sytuacja pata przedłużała się nieskończenie długo. Fot. Erazm Ciołek

Czy mogło być inaczej a zmiany które nastąpiły mogły być przeprowadzone  bez porozumienia z ówczesną władzą ? Pewnie tak. Pytanie brzmi czy było by lepiej dla Polski gdyby rewolucja Solidarności oparła się na owych gorących lecz pustych głowach i starła się w bezpośredniej walce z antyreformatorskimi siłami strony rządowej. Sukcesem polskiej rewolucji jest jej bezkrwawy charakter. Za samo to należy się jej twórcom szacunek. Czy widzę porażki ? Mnóstwo. Wiele spraw zostało załatwionych nie tak jak być załatwione powinny jednak próba deprecjacji znaczenia tamtych wydarzeń jest nie poważna. Świat patrzył i patrzy na nas z podziwem gdy my sami w tym czasie patrzymy na siebie wilkiem.


środa, 26 października 2011

Poseł Błaszczak pozostał przewodniczącym klubu parlamentarnego PiS dzięki , jak to sam zainteresowany powiedział , miażdżącej przewadze. Wybór ów wyraźnie pokazał że PiS chyba jednak nie jest zainteresowany zmianami które zapoczątkował Zbigniew Ziobro. Dla mnie jako przeciwnika ideom prezentowanym nam przez PiS decyzja to jest jak miód na oczy. Nikt tak pięknie nie kompromitował partii w poprzedniej kadencji jak poseł Błaszczak. Miły , spokojny ale totalnie bezpłciowy - do dziś mam obraz zapędzonego w kozi róg polityka przez wampa Radia Zet Monikę Olejnik.

Pierwszego wywiadu poseł udzielił dla VOD niezależnej.pl i chętnie go sobie zobaczyłem. Początek rozbawił mnie solidnie gdyż zapowiadało się kolejne bicie nieszczęsnego posła przez kobietę-dziennikarza. Pani Hejke rzuciła się z tipsami na posła któremu jakoś trudno było się bronić gdy dziennikarka atakowała go w zemście za posądzenie Gazety Polskiej i jej redakcji za porażkę PiS - jak w partii sugerowano. Poseł nie wiele miał do powiedzenia - nie pierwszy raz z resztą - i znów musiał się od kobiety nasłuchać. Druga część rozmowy dotyczyła rozliczenia się PiS za nieudaną kampanię. Poseł Błaszczak skompromitował się według mnie dziecinnym odpieraniem zarzutu 6 krotnej porażki partii. Porównanie partii władzy do jakiej aspiruje PiS z ludowcami z PSLu jest nawet więcej niż dziecinne - jest głupie. To że PSL nie wygrywa wyborów i często nie przekracza nawet 10% poparcia nie jest niczym nowym i trudno tym samym stawiać PSLowi zarzut w podobnym guście jak stawia się partii Jarosława Kaczyńskiego. Każdorazowe wybory i stały wynik PSLu można wręcz traktować jako sukces tej partii ponieważ praktycznie zawsze staje się siłą godną koalicji. Krótko pisząc Pawlak nie musi się wstydzić za kolejny wynik wyborczy bo gwarantuje mu rządzenie natomiast Jarosław Kaczyński powinien się wstydzić że partia Premiera Samozwańca w błękitnej koszulinie nie jest wstanie przekonać do swoich idei wystarczającej ilości wyborców .



W dalszej części wywiadu redaktor Hejke starała się pociągnąć za język posła w sprawie buntownika Zbigniewa Ziobro. Jak widać także środowiska "niezależne" żyją specyficzną sytuacją w partii Jarosława Kaczyńskiego i prób rozliczania władz partii za przegraną potyczkę. Przypadek europosła Ziobry budzi ich zainteresowanie wbrew powszechnym opinią środowisk pisowskich iż jest to tylko zasłona dymna na złą sytuację w kraju i groźbę kolejny 4 lat złego rządzenia. Polityka to także ewolucje i rewolucje w poszczególnych partiach - tuż po wyborach starano się zgłębić dyktatorskie zapędy Donalda Tuska. Teraz przyszedł także czas na grzebanie we wstydliwych pamiętnikach PiS - naturalne dla demokracji i tabloidalnego społeczeństwa jakim się stali Polacy.  Styl w jaki dziennikarka próbowała posła przepytać wskazuje wyraźnie że w rywalizacji Ziobro vs Kaczyński Gazeta Polska i jej środowisko ma dość wyraźnie ukształtowany pogląd kogo poprzeć.

Końcówka to już wzajemne lizanie się po ranach i standardowe dla rozmów niezależnych płakanie nad swoim losem i losem Polski na skraju przepaści. Same czarne scenariusze i iskra nadziei dla tegoż środowiska którą Tomasz Sakiewicz już nie raz próbował na prawicy wzniecić - krótsza kadencja  spowodowana kryzysem i katastrofą finansową Polski. Zaczynam się zastanawiać czy ów kryzys i jego potencjalne skutki nie są w PiS i w środowisku neoendeckim wyczekiwane jak mityczne oczekiwanie na Mesjasza. Najwyraźniej liczą na tąpnięcie i gospodarczą katastrofę Polski aby na gruzach zatknąć swój narodowo-socjalistyczny sztandar i powtórzyć sukces Orbana na Węgrzech. Trochę chore oczekiwanie które mimo wszystko z tym odszczekiwanym to tu to tam patriotyzmem ma niewiele wspólnego.


wtorek, 25 października 2011

PiS się rozpada. "Ziobryści" dzielą partię. Kaczyński wycofał się i nie zabiera głosu. PiS to PiS tamto krzyczą tytuły i zajawki. Teoretycznie nic mnie to nie obchodzi i obchodzić nie powinno. Im gorzej w obozie Kaczyńskiego i Ziobry tym lepiej dla Polski jednak sytuacja jaka się wydarzyła na prawicy ciekawa jest na pewno. Dawno już nie licząc rozłamu po którym wykiełkował pomysł PJN nie działo się w tej partii nic ciekawego. Wszyscy dobrze znali swoje role i pozycje, które nakreślił Prezes Kaczyński. Wewnętrzne sondaże wskazywały remis lub wręcz zwycięstwo PiS w wyborach - radość rosła z każdym dniem w szeregach neoendecji by wieczorem 9 października zamienić się w skowyt porażki. Jak to możliwe ?! Ten fatalny rząd przyniósł przeciwnikom zwycięstwo ? Kto nas oszukał ? Trudne pytania pojawiły się w zniewolonych umysłach szeregowych członków partii. Czas się rozliczyć.

Prawdopodobnie największy szok po przegranych wyborach przeżył Ojciec Imperator który tak wiele zainwestował w tegoroczne wybory. Kwiat jego uczelni dziennikarskiej rozlał się po listach PiS i seksownych bilbordach. Syrenki jednak nie zwiodły żeglarzy płynących do urn by wyrazić poparcie dla spokojnej polityki dotychczasowego rządu i wyraźnie ukazać swój sprzeciw przeciwko powrotowi cyrku w stolicy z logiem IVRP . Tadeusz Rydzyk głęboko wierzył, że inwestycja w PiS to inwestycja dobra. W zasadzie nie miał innego wyjścia. W ramach "łączenia" się prawicy zostały brutalnie wyeliminowane siły od lat przez niego wspierane. PiS został jedyną partią, która mogła mu zagwarantować przywileje tak konieczne do zarządzania jego wielkim imperium medialno-biznesowym pod znakiem Najświętszej Panienki.  PiS wybory przegrał  i wymarzone układy z Ministerstwem Środowiska w sprawach geotermalnego biznesu Ojca Dyrektora szlag trafił  w jednym momencie.

W partii zawrzało a europoseł Ziobro czując ciche poparcie z Torunia rozpoczął powolny proces zmian na prawicy:

" Są dwie drogi: albo PiS stanie się wielką zwycięską formacją, która jest w stanie samodzielnie rządzić, albo będzie konieczne zbudowanie obok siebie dwóch ugrupowań. Jednego centrowego, a drugiego bardziej prawicowego i narodowego, by zagospodarować większość wyborców, a potem budować koalicję. To jest jednak scenariusz, którego nawet nie chcę rozważać. Dzisiaj priorytetem jest jedność, liderem Jarosław Kaczyński - musimy jednak wyciągać wnioski z przegranych." - za Nasz Dziennik

Ostatnie słowa wywiadu jakiego udzielił Zbigniew Ziobro dla Naszego Dziennika zostały odczytane jako sugestia o podziale prawicy która ma wyeliminować Jarosława Kaczyńskiego a wylansować postać Ziobry na nowego lidera. Myślę że dokonano sporego nadużycia - czytając całość wywiadu zauważymy inne dość ważne słowa:

"Jednak musimy pamiętać, że realia, w których działał Viktor Orbán, mają wiele podobieństw, ale i różnic. Orbán w pewnym momencie uzyskał wsparcie części mediów elektronicznych. Poza tym na Węgrzech po prawej stronie działa narodowa partia Jobbik, która zbierała ataki establishmentu, a samemu Orbánowi pomagało to przesunąć się do centrum. Tymczasem dziś w Polsce PiS nie ma tej niemal wyłączności na racjonalną opozycję, jaką miał Orbán." - za Nasz Dziennik

Tu tkwi pomysł na "rozbijanie" partii. Ziobro wie że zagospodarowanie  elektoratu skrajnie narodowego po rozłożeniu na łopatki Ligi Polskich Rodzin i Młodzieży Wszechpolskiej stało się główną przyczyną klęski w każdych jednych wyborach. To był błąd - skrajność budzi skrajne emocje także u przeciwników - atak mediów nastąpił gwałtownie. Nie ma na prawicy przedstawicieli jej fanatycznych i faszyzujących opcji więc całość ataku musiał przyjmować na klatę PiS. To już nie gazetka Sakiewicza i bojówki LPRu kojarzyły się ze skinami i kibolami. To PiS się tak zaczął kojarzyć. Wściekłe dewoty Radia Maryja  przestały być politycznym symbolem kojarzonym z posłem Wrzodakiem i posłanką Sobecką. One społeczeństwu kojarzyć się zaczęły z PiS , Ziobrem i Kaczyńskim. To co najgorsze na polskiej narodowo-katolickiej prawicy przykleiło się niejako do partii PiS, która do czasu likwidacji skrajnie prawicowych ośrodków kojarzona była z republikańskim rozsądkiem , konserwatyzmem i patriotyczną Solidarnością. Partia PiS wygrała wybory tylko wtedy gdy ludzie o skrajnych ideałach narodowo-socjalistycznych nie byli z PiS kojarzeni. Dla określonego celu elektorat był gotowy zgodzić się na koalicję PiS ze skrajnie prawicowym diabłem ale już uwiarygodnić swoim głosem obrzydliwe i fanatyczne zachowania neoendeków jako członków partii i środowiska PiS – niekoniecznie.

Podział na prawicy jest więc niezbędny i Ziobro o tym wie. PiS potrzebuje oddzielnego skrajnego skrzydła tak jak Orban potrzebował Jobbik. Pytanie się nasuwa czy Prezes też o tym wie dobrze i czy pomysły Ziobry uzyskają jego akceptację i błogosławieństwo - ciche przyzwolenie jak na razie widać. Nie ma więc co się cieszyć , że z PiS płyną sygnały o rozpadzie - to kolejna ściema mająca na celu przywrócić w społeczeństwie zaufanie do konserwatywnych , patriotycznych ideałów i znów zacząć je kojarzyć z partią Prawa i Sprawiedliwości. Ziobro ma 4 lata na przeprowadzenie swojej rewolucji na prawicy i owe 4 lata będą jego porażką oraz jego końcem w polskiej polityce albo staną się czasem jego ponownej chwały porównywalnej z tą jaką dała mu komisja ds. Rywina. Druga opcja może dać nam nowego lidera po prawej stronie przy cichej akceptacji Prezesa - bo głośno i przed kamerami TV to on raczej z polityki nie odejdzie.


sobota, 22 października 2011

Mam dość polityków próbujących na symbolu religijnym bić punkty we własnej grze. Raziła mnie "nocna zmiana" posłów wieszających religijny symbol chrześcijan w sali parlamentarnej na Wiejskiej. Jako osoba niewierząca nie czułem dyskomfortu gdy ów symbol zawisł w miejscu konstytucyjnie areligijnym jednak drażniła mnie próba ubrania symbolu śmierci dobrego człowieka w szaty faryzeuszy i zwykłych politykierów. Przyzwyczaiłem się jednak do jego obecności tym bardziej, że zakurzył się i już nikogo nie drażnił. Znów próbuje się na krzyżu zbić polityczny kapitał. Nie mijają jeszcze 2 lata od wydarzeń pod Pałacem Prezydenckim i żenującej szopki sponsorowanej nam przez wyznawców posmoleńskiej noworeligii oraz gówniarzy, którzy dzięki tym wydarzeniom mają możliwość karierowania w polityce pod przykrywką nowej politycznej jakości. Nie mijają jeszcze 2 lata od żenujących wydarzeń godzących w dobre imię także nas Polaków.

...i znów ktoś próbuje zeszmacić symbol, który na to mimo wszystko nie zasługuje.

W marcu tego roku przy okazji zbliżającej się rocznicy katastrofy prezydenckiego samolotu i po obejrzeniu żenującego filmu Pospieszalskiego „Krzyż” pisałem w "Nie ma Boga pod krzyżem":

"Twórcy filmu czyli Jan Pospieszalski i Ewa Stankiewicz twierdzą :

"...wydarzenia pod krzyżem stanowiły element wojny o kulturę i miejsce krzyża w przestrzeni publicznej, a także były sondowaniem, jak daleko można się posunąć w niszczeniu podstaw naszej cywilizacji" - za niezależna.pl

Twórcy filmu nie mylą się. To było dokładnie to. Cyrk pod pałacem był wojną. Był pokazaniem że symbol śmierci Chrystusa można sprowadzić do poziomu politycznej nagonki i wieszać na jego ramionach szmaty politycznych czczych deklaracji i wrednych kalumnii. Harcerze stawiając krzyż nie spodziewali się że ich spontaniczna akcja dla uczczenia pamięci ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu zamieni się w bagno politycznej rywalizacji o władzę. Gdy zrozumieli , że ich szczera do bólu akcja zamienia się w żenujące wydarzenie próbowali sytuację naprawić. Niestety symbol Krzyża przejęła już we władanie inna grupa , której prawdziwość krzyża przeszkadzała. Oni potrzebowali go do swoich niecnych czynów. Rozpoczął się uwłaczający wszelkim świętościom bój. Odarto Krzyż z symbolicznej niewinności. Sprowadzono do poziomu politycznego sztandaru. Koniec spektaklu nadszedł dopiero z chwilą przeniesienia krzyża w miejsce gdzie nabrał ponownie swoich świętych i religijnych cech. "

Czy to się kiedyś w końcu skończy ? Czy tym razem Palikot na fali euforii po mocnym wyniku wyborów nie jest wstanie się powstrzymać od wywoływania kolejnej "krzyżowej" hucpy ? Mam gdzieś czy krzyż wisi w sali plenarnej czy nie. W żaden sposób nie razi moich ateistycznych uczuć. Palikot sieje burzę z krzyżem w sejmie gdy problem z Klerem Katolickim tkwi zupełnie gdzie indziej. Dlatego panie Palikot zajmij się pan lepiej torpedowaniem Kościelnych propozycji jakiś nowych podatków na ich rzecz, zajmij się pan przekonywaniem rządu i sejmu do likwidacji Funduszu Kościelnego , zajmij się pan kontrolą działalności Ojca Inwestora z Torunia i innych możliwości nie opodatkowanej działalności Kleru. Tym się pan zajmij ....

...a od krzyża najzwyczajniej w świecie się pan odczep.






Zabawnie się zrobiło na naszej scenie politycznej po ostatnich wyborach. Nie trzeba było długo czekać by zwycięska Platforma Obywatelska z najgorszego wroga stała się atrakcyjną siłą polityczną dla loserów z innych partii. Z jednej strony "eseldowcy" co raz chętniej uśmiechają się i tworzą grunt do ewentualnych skoków spadochronowych z drugiej zatwardziali przeciwnicy z PiS czynią podobne kombinacje alpejskie byle by tylko zostać zauważonymi. Łodzie toną czas zakładać kapoki moi drodzy !

Oglądając wypowiedź posła Wenderlicha dla jednej ze stacji telewizyjnych poczułem legendarny już absmak :) Z miejsca przypomniały mi się wygibasy Arłukowicza gdy otrzymał szansę przeskoczenia do PO. Polityka to tylko słowa ale dość łatwo można zrobić z siebie idiotę samymi słowami. Mam świeżo w pamięci jego krytyczne słowa na temat rządu , samej partii rządzącej i jej przedstawicieli. W kilka tygodni później słyszę komplementy i oglądam skruszone oczy "odwiecznego" polityka, któremu wizja kąpieli w zimnej morskiej wodzie i dryfowania poza polityką nie za bardzo odpowiada. Sytuacja taka staje się żenująca dla obserwatora politycznych zmagań. SLD to tonąca łajba którą Leszek Miler jako szef klubu w sejmie może co najwyżej poprowadzić na dno 2 razy szybciej niż to mógłby zrobić jego młodszy uczeń - Napieralski Grzegorz alias "Ekonomista". Z takiej łodzi pozostaje już tylko ucieczka lub honorowa polityczna śmierć w spienionej wodzie. Wielu polityków nie ma tyle samozaparcia w sobie by czekać na lodowate wody politycznego Rowu Mariańskiego więc skaczą. Jeden już skoczył - do Palikota,  a następni ustawiają się w kolejce.

W podobnym guście jest dla mnie akcja którą przeprowadza ostatnio Tadeusz Cymański.W swoim czasie podobnie jak pana Romaszewskiego ceniłem jako polityka rzeczowego , konkretnego i skorego do tego co w polityce jest najważniejsze - rozmowy. Pan Romaszewski skompromitował się porównywaniem współczesny kiboli do robotników protestujących w latach 70. Kiboli,  którzy są według niego poddawani  okrucieństwom reżymu podobnym temu jakim byli poddani  bohaterowie tamtych lat. Co w zasadzie mądremu człowiekowi do głowy wpadło przed wyborami takie bzdury opowiadać publicznie do tej pory nie rozumiem. W ramach źle pojętej solidarności z pseudokibicami senator Romaszewski pożegnał się więc z polityką na najbliższe lata uzyskując wynik, który i tak w zasadzie przy tym natłoku bzdur w pojmowaniu współczesnego świata jest wynikiem nadspodziewanie dobrym. Tadeusz Cymański również stracił w moich oczach chociaż jego sprawa jest bardziej skomplikowana. W normalnym politycznym świecie jego wypowiedź krytykująca tak Prezesa partii jak i kolegów mogłaby zostać uznana za sensowną gdyby nie grunt, który się pod posłem zapadał od jakiegoś czasu. Według mnie europoseł Cymański już dawno pożałował, że nie wypłynął z PiS razem z buntownikami tworzącymi PJN. Przespał moment odpowiedni do honorowego pożegnania się z Dyktatorem i teraz próbuje nadrobić najwyraźniej stracony czas. Gdyby w odpowiednim momencie opuścił notorycznie przegrywającą partię mógłby się jeszcze przed wyborami wygodnie rozsiąść w platformianym fotelu . Podobnie jak Joanna Kluzik Rostkowska lub Bartosz Arłukowicz. Teoretycznie można stwierdzić że poseł mówiąc słowa :

"Kaczyński paradoksalnie jest spoiwem partii. On będzie miał swój PiS do końca życia. Pytanie brzmi jednak: jaki to będzie PiS? Bardzo szanuję Kaczyńskiego, to nieprzeciętny i wybitny polityk, ale ta autokracja i dyktatura… Co to za pocieszenie, że w PO jest tak samo?"- za onet.pl

...spróbował  zasugerować konieczne zmiany w partii by wreszcie przestała przegrywać. Jednak znając charakter Prezesa europoseł Cymański tymi słowami i kilkoma innymi ,  całkiem świadomie podpisał in blanco swój wyrok politycznej kary śmierci. Prezesowi pozostało jedynie wpisanie metody jaką europoseł Cymański zostanie przeniesiony ze struktur PiS na łono przyrody. Tym samym nie wierzę w chęć samo rozliczania się tak posła jak i chęci rozliczenia oraz poprawy swojej partii. Tadeusz Cymański daje wyraźny sygnał w kierunku PO - ...jak spadnę - weźcie mnie - będę walił w Kaczyńskiego jak w bęben , tak jak lubicie - obiecuję poprawę i lojalność.

Reasumując. Wybory w 2011 roku przyniosły Platformie dwa sukcesy. Oprócz ewidentnej i do tej pory nieznanej w naszej współczesnej demokracji powtórnej wygranej , Platformie udało się także przedziurawić dna łodzi dwóch największych partii opozycyjnych. Obie toną. Jedna szybciej, druga wolniej wodę nabiera ale  ich przyszłość jest już raczej znana. Dzięki stworzonemu przez Donalda Tuska Palikotowi SLD już klęczy nad własnym grobem. Dzięki trafionej kampanii ostatnich dni a także działalności samego Prezesa i pazerności Tomasza Sakiewicza PiS właśnie ogląda grabarzy, którzy wbili pierwsze łopaty w pulchną cmentarną ziemię politycznego wysypiska. Czy jednak Polska bez opozycji będzie Polską lepszą ? Bez takiej jaką miała na pewno ale bez jakiejkolwiek już nie. To trzeba wyraźnie podkreślić – Polska potrzebuje solidnej , rzetelnej i merytorycznie dobrze przygotowanej opozycji, która będzie rządzącym deptać po piętach, a w przypadku ich kompromitacji przejąć władzę bez ryzyka dla Polski. Ryzyka międzynarodowych skandali , waśni i wewnętrznych wojen ze społeczeństwem jak to było za czasów PiS. Ryzyka wprowadzania w życie szalonych decyzji ludzi szkodliwych w swojej demagogii i populizmie jak to proponowało SLD.

PO ma cztery lata na to by udowodnić ,  że kredyt zaufania jaki otrzymali nie był tylko strachem przed PiS i obrzydzeniem przed SLD.



środa, 12 października 2011

Jak można się było spodziewać Jarosław Kaczyński nie dotrzymał obietnicy złożonej w 2008 roku dotyczącej jego rezygnacji z udziału w polityce po przegranych wyborach w 2011 roku. W zasadzie tylko naiwniak mógł liczyć na to że Prezes znany ze spełniania swoich obietnic i tą potraktuje równie poważnie jak wszystkie inne. Tłumaczenie się jednak powaliło mnie na łopatki. Jeśli jeszcze nie zdajecie sobie sprawy z tego co się ostatnio wydarzyło to usiądźcie wygodnie w fotelach. Objawił nam się Zbawiciel.

Znany amerykański zespół Soufly nagrał swego czasy świetny kawałek którego refren...

"Moses, Moses where are u?
Please! Show up tell the children what to do "

...idealnie pasuje do dzisiejszej polskiej sytuacji Moherowych Dzieci Kaczyńskiego.

Cieszcie się rodacy ! Węgierski Zbawiciel nam się narodził !

"...chwalmy Pana w dolinach, z Jego światłem we włosach każdy życie zaczyna..."

Jarosław Kaczyński nie poddał się anihilacji oraz dożynaniu . Przeciwnie ,  postanowił pozostać światełkiem w tunelu , który zakrył ciemnością polską ziemię.  Prezes mimo kolejnej porażki postanowił jednak Polskę zbawić. W zasadzie to nawet rozumiem to środowisko które woła błagalnie „Jarosław Polskę zbaw” . Sodomia która za pośrednictwem Palikota dostała się do polskiego parlamentu gwarantuje nam 7 krąg piekła.  Zbawiciel jako taki jest nam konieczny , a wręcz niezbędny. Dodatkowym argumentem na pozostanie głównym psujem polskiej polityki są według Prezesa doświadczenia jego idola z Węgier premiera Orbana. Ów przywódca wyśmiewany nie odszedł gdy tego oczekiwał niesprzyjający mu układ.  Dzięki temu dostał po kilku latach szanse na wprowadzanie swoich zmian. Jarosław liczy na powtórzenie wyczynu swojego madziarskiego idola.

Ciekaw jestem reakcji Prezesa na list który otrzymał Donald Tusk po wygranych wyborach gdzie oprócz standardowych gratulacji znalazło się kilka rzeczy które muszą na Jarosława Kaczyńskiego działać jak igła wbita w krocze laleczki voo-doo.

"...zwycięstwo PO gwarantuje większą współpracę w Europie Środkowej i Wschodniej i dalszy rozwój stosunków polsko-węgierskich"

Złośliwi Węgrzy postanowili dodatkowo ową igłę przekręcić pisząc iż Platforma Obywatelska to siostrzana partia dla partii Fidesz a europosłowie naszego bratniego kraju docisnęli szpilę wysyłając gratulacje do europosłów Platformy:

"Jesteśmy przekonani, że wasze zwycięstwo nada także dużego rozpędu współpracy państw Europy Środkowo-Wschodniej (...) Życzymy wam wiele sukcesów we wprowadzaniu waszego programu wyborczego." - za tvn24.pl

Reasumując. Nie spodziewałem się spełnienia obietnicy. Jak zwykle z resztą. Więc  nie jestem zawiedziony deklaracjami Jarosława Kaczyńskiego mówiącym o Jego zbliżającej się Viktorii. Jakoś przeżyjemy ów zbawienny na nas wpływ naszego węgierskiego zbawiciela i przełkniemy to jego polityczne leczo z papryki po gradobicu. Dajemy sobie z nim rade już 20 lat z hakiem to i kolejnych z dziesięć damy. Na szczęście nie jest to człowiek zdolny do osiągania sukcesów co udowadnia od lat , a co za tym idzie pozostanie jedynie wirtualnym Zbawicielem moherowej mniejszości. I niech tak zostanie.



wtorek, 11 października 2011

Stał się postacią ciekawą i nową na polskiej scenie politycznej. Ostatnie wybory udowodniły że w narodzie drzemie potrzeba pewnych zmian w układzie politycznym, który nami kręci już 20 parę lat. Stał się symbolem obciachu ale i odważnych decyzji. Stał się symbolem wśród młodzieży - to on zdobył najwięcej głosów wśród elektoratu o który biły się wszystkie partie.

Każda z dotychczasowych partii nagle została olśniona potrzebą odświeżenia swoich wyborców. Każda miała w kampanii coś co miało przyciągnąć młodych. Tylko Palikot dał sobie radę z przekonaniem młodych do aktywnego wejścia w politykę. Mniejsza o metody jakimi to zrobił - był skuteczny a to się w polityce liczy najbardziej.

W lipcu 2010 pisałem dla Dziennikarstwa Obywatelskiego Onet "...a siódmego dnia Pan stworzył posła Palikota".

"Nazwisko posła PO określające wszystko co najgorsze w ostatnich dniach polskiej polityki zdominowało polskie środki przekazu. Wywołuje określone emocje którymi karmi się polska rzeczywistość.
- Moim zdaniem, język Janusza Palikota psuje demokrację tak samo, jak słowa Kaczyńskiego czy Brudzińskiego - mówił w TVN24 Gowin.

(...)

Na czele partii liberalnych w naszym kraju do tej pory stały przeważnie osoby wykształcone , umiarkowane , kulturalne , potrafiące się zachować przed kamerami i na salonach politycznych.
Były jednak nudne jak przysłowiowe flaki z olejem. Poddane agresji swoich przeciwników politycznych nadstawiały drugi policzek.

(...)

Kim jest więc poseł Palikot ? Jest młotem na czarownice. Jest odpowiedzią ludzi umiarkowanych w słowie na agresywne ataki strony przeciwnej.  Dlatego też pan Palikot tak szybko z polskiej sceny politycznej nie zniknie. Czy to źle ? Raczej nie za dobrze ponieważ agresja rodzi agresję i nakręca się spirala nienawiści. Jednak czy środowiska inteligenckie muszą zawsze nadstawiać drugi policzek gdy byle matoł bije w pierwszy jak w bęben ? Nie."

Pół roku później śmieszno-straszne zagrywki wyprowadziły posła na orbitę polityki gdzie rozpoczął swoją krucjatę. Błazen Palikot rozpoczął zabawę w politykę na własny rachunek.

"Można posła Palikota  określić populistą , demagogiem i błaznem ? Można.

O bogowie dajcie nam więcej tak ohydnych kreatur politycznych. Niech zaleją współczesny polski grajdołek swoją myślą. Jest populistą bo mówi to co inteligentny i świadomy obserwator widzi od lat. Jest demagogiem bo prowadzi lud swój prostą ścieżką prawdy o polskiej polityce. Jest błaznem  na wzór Stańczyka - legendy polskiej myśli wolnej , ciętej w słowie. 

(...)

Jaki widzę problem Stańczyka-Palikota ? Problemem posła Palikota jest wiara w to , że bycie tym kim jest doprowadzi go w miejsce w którym stoją bądź stały obiekty jego krytyki. Pośle Palikot stój pan z boku , komentuj , wyśmiewaj , obnażaj , prowokuj i oceniaj. Jednak nie próbuj pan stać się przywódcą narodu bo to pana usunie ze sceny w niesławie. Jak wielu przed panem."

Janusz Palikot nie posłuchał - przekonano go że jest potencjalnym przywódcą ogólnonarodowym. Znany wśród polityków pasożyt od wizerunku  pobudził jego marzenia o władzy. Łechtał słowem, dawał rady. Janusz uwierzył że może zdobyć świat. Drugie spojrzenie na Janusza Palikota uświadomiło mi że dał się wciągnąć w grę z której nie ma już powrotu i z której nie można się wycofać. Stał się Lepperem Facebook'a z lufą ganji w ręce zamiast rękawic bokserskich.

"Trochę szkoda potencjału jakim go obdarzył Stwórca. Szkoda energii , która wokół Niego zgromadzona rozpłynęła się gdzieś w odmętach internetu. Nie podoba mi się jego próba tworzenia siły politycznej. Buduje ją na kiepskich wzorcach i ze słabą ekipą. Nie tędy droga. Pamiętam czas gdy w dyskusji ostrej z posłanką Muchą na tematy wewnątrz partyjnych zagrywek użył świetnego filmiku który trochę później się sprawdził jak nigdy. Posłanka jak ta filmowa mucha przeleciała nad płomieniem własnego nieprofesjonalizmu. Tamten Palikot był świeży , kontrowersyjny , budzący mieszane uczucia ale mający rację. Dziś stał się błaznem jednak innego rodzaju. Sam jak ta filmowa mucha stracił skrzydła i pozostał jedynie żal po całkiem ciekawym widowisku."

Nadal tak uważam. Palikot nie ma potencjału na bycie przywódcą. Zbyt dużo w nim sprzeczności , masek  by porwać Naród - stał się jedynie przywódcą trędowatych. To za mało by dowodzić Narodem. Palikot uznał jednak, że swoje wady może przeskoczyć i z pomocą internetowej armii zbudować coś co spowoduje zmiany na polskiej scenie politycznej. Pozornie mu się to udało. Na trupie SLD zamordowanego przez Napieralskiego przy wsparciu antyklerykalnych oszołomów , aktywistów gejowskich , transwestyty i wielbicieli Wolnego Zioła dotarł na swój szczyt.

 

...jednak nadal jestem ciekaw jego przyszłych losów.


 
1 , 2 , 3