Komentarze:
Świt
Tramwaj
Google

Reklama

Sekcja Informacyjna:

Rzeczpospolita Gazeta.pl GazetaPolska niezależna.pl Polityka Onet.pl Wprost Najwyższy Czas Wirtualna Polska.pl Newsweek Nasz Dziennik Salon24 Fronda Interia.pl Angora UważamRze Dziennik.pl Polska Times GazetaPolskaCodziennie.pl NaTemat
Sandra
Zielone mity

Świat polityki widziany przez brudne okno tramwaju.

Ludzie

czwartek, 09 czerwca 2016

Jak w tytule. Czy ktoś widział przewodniczącego niezależnego, samorządnego i największego związku zawodowego Solidarność? Przed wyborami można go było spotkać to tu to tam po wyborach zapadł się pod ziemię. Wstydzi się czy boi? Tak sobie pomyślałem pewnie walczy gdzieś w regionach o prawa pracownicze...

Pielęgniarki walczą o swoje - Solidarność i Duda kopią pod nimi doły na Radzie Dialogu Społecznego, które odbyło się w grudniu zeszłego roku:

"Wszyscy uczestnicy spotkania potwierdzili iż utrzymanie rozwiązań zapisanych w wyżej wymienionym rozporządzeniu nie jest możliwe, rozwiązanie to – jak ocenił Jarosław Lange członek Rady z NSZZ Solidarność w trakcie Rady Dialogu Społecznego narusza ład prawny, ład społeczny i ład pracowniczy." - pielęgniarki.info

Pewnie dlatego rząd miał w dupie protest w CZD bo wiedział, że Solidarność tego protestu nie będzie wspierać.

Górnicy z kopalni Makoszowy omamieni kiełbasą wyborczą przyszłej pani Premier Szydło na pół roku po wyborach mają dość czekania na obiecane działania. Związkowcy w ostatniej chwili jak klasyczne łamistrajki przyblokowali pomysły górników na protest. Górnicy chcieli zablokować autostradę A4 by pokazać rządzącym, że obietnice trzeba realizować.

Największy w historii protest celników organizowany przez ZZ Celnicy PL i pan Piotr Duda nie miał odwagi się na nim pokazać? Czyżby NSZZ Solidarność nie miała na uwadze dobra pracowników służby celnej? ...a może to właśnie działania rządu w tej sprawie postanowiła wspierać?

Już nie wspomnę o spektakularnych porażkach Związku Zawodowego Solidarność w prywatnych firmach gdzie brak wsparcia związkowego od lat doprowadził do tego, że prawa pracownicze są nagminnie łamane.Niech przykładem będzie tylko duży operator logistyczny na Zagłębiu gdzie z kiełkująca Solidarnością rozprawiono się w kilka tygodni.

Związki zawodowe w Polsce działają sprawnie jedynie w państwowych molochach gdzie dbają o często nabyte jeszcze w PRLu przywileje. Działają w miejscach gdzie struktury związkowe można tworzyć bez jakichkolwiek oporów ze strony pracodawcy. Działają tylko tam gdzie łatwo swoje działania nagłośnić lub gdzie zorganizowanie masowego protestu na ulicach Warszawy to kwestia dwóch telefonów.

...a Piotr Duda? Piotr Duda pewnie grzecznie czeka na prezydencką ustawę o przywróceniu poprzedniego wieku emerytalnego. Niech czeka siedząc grzecznie na taborecie przed Pałacem Prezydenckim. Może Andrzej Duda gdzieś między kolejna prawie prywatną wycieczką zagraniczną,  a kolejną ważną dla kraju mszą jakiś projekcik z serii "nie do zrealizowania" sejmowi podrzuci.

Pośmiejemy się razem...

...a jeszcze kilka lat temu pisałem z nadzieją:

"Jest nadzieja że Związek Zawodowy Solidarność zajmie się w końcu prawdziwa związkowa działalnością a nie polityczną hucpą i poniżaniem się przed małymi politykierami." - Normalna Solidarność

 

 

środa, 24 grudnia 2014

Czas wylogować się z polityki do życia. Podoba mi się społeczny przekaz akcji "Wyloguj się do życia" kierowany do młodych ludzi uzależnionych  od zdobyczy cywilizacji. Do dzieciaków, które już nie potrafią funkcjonować bez tabletów, smartphonów i tych wszystkich elektronicznych zabawek XXI wieku. Akcja ma wśród nich promować zdrowy tryb życia, w którym znajomi istnieją w realnym świecie, a nie tylko na ekraniku LCD. Idąc tym tropem my także powinniśmy wylogować się do życia z polityki i ciągłego zadręczania się głupotą władzy, opozycji i ich elektoratów.

Czas świąteczny podjęciu takiej decyzji sprzyja więc życzę Wam wszystkich zdrowego podejścia do otaczającego nas świata. Wylogujmy się na ten krótki okres do życia bo warto sobie zrobić przerwę od codzienności i wszystkiego co z nią związane.

...a po za tym: zdrowia Wam życzę bo jeśli tylko zdrowie będzie to wszystko inne jest dużo prostsze :)

 

pozdrawiam

Adam

wtorek, 23 września 2014

"Kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej niech pierwszy rzuci kamień " ... to Korwin Mikke? Cytat z Leppera lub Łyżwińskiego? Nie to cytat z typa myślącego, że wysoki iloraz inteligencji równa się doskonałe poczucie humoru. Tak prawicowy dziennikarz zareagował na wiadomości o zakonniku oskarżonym o wykorzystanie seksualne podchmielonej pani. O ile nie rzuciłbym się z zębami na zakonnika bo oskarżenia wcale nie muszą oznaczać, że taka sytuacja miała miejsce o tyle trudno nie jest pana Rafała porządnie trzepnąć zębiskami za jego niewyparzony wystarczająco w dzieciństwie dziób.

Żart na poziomie Leppera o gwałcie na prostytutce czy innych niesmacznych tekstach Korwina oczywiście wśród wielbicieli dziennikarza wywołał zapewne rubaszny śmiech godny polskiego sarmaty z czerwonym nochalem. Słusznie jednak oburzył inne normalne środowiska. Nawet redaktor Rzeczypospolitej Eliza Olczyk była zniesmaczona:

"Mnie to nie oburza, ale uważam, że taka wypowiedź jest po prostu niesmaczna. Jednak się nie powinno mówić takich rzeczy. Sugerowanie, że można kogoś wykorzystać pod wpływem alkoholu, pokazuje bardzo instrumentalne podejście do drugiej osoby, w tym wypadku kobiety. Sama jestem kobietą, więc jestem na to szczególnie wyczulona, gdy w taki instrumentalny sposób się o nas mówi. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że Rafał Ziemkiewicz ucieknie się do tego typu porównań." - gazeta.pl


Mnie jednak oburza bo od dziennikarzy mających się za szpicę tego narodu domagałbym się lepszego pilnowania standardów. Ziemkiewicz zachował się jak klasyczny buc vel męska szowinistyczna świnia ...i tyle...


...od siebie życzę mu udanej imprezy z podchmielonymi, lubiącymi ostry seks chłopakami innej orientacji . Jakaś hiszpańska mucha w ulubiony drink i sprawdzimy co wtedy pan Ziemkiewicz napisze na Twiterze...

 

piątek, 28 lutego 2014

Czytuje sobie czasami blogi tzw lifestylowe. Dla mniej zorientowanych - grupa blogów traktujących o życiu prywatnym często bardzo prywatnym. Blogerzy rodzinni, kulinarni, małolaty zajmujące się modą, technokraci opowiadający nam o swoich przygodach z najnowszymi wynalazkami lub urządzeniami powszechnego użytku. Mnóstwo czasami bardzo ciekawych miejsc pełnych ludzi szczęśliwych. To zupełnie inny świat niż ten, w który kilka lat temu wszedłem i który w zasadzie polubiłem...

Czytuję, a nawet komentuję czasami u jak to się w mediach wszelakich mówi: najpopularniejszego blogera Kominka. Pewnie  wielu z Was nie wie nawet kto zacz ... Kominek to bloger, który potrafił odnaleźć się na styku Sieci i biznesu. Bloger kontrowersyjny ale potrafiący zgromadzić sporą publiczność, dzięki której stał się ikoną internetu - tego lifestylowego internetu. Pokazał, że na ujawnianiu swoich przemyśleń lub drobnych szczegółów z życia codziennego można świetnie zarobić tworząc z własnej osoby znaną markę. Rozpoznawalną i cenioną tak wśród zwykłych internautów jak i wśród osób budujących w Sieci swoje dochodowe biznesy. Jest człowiekiem jak mniemam szczęśliwym i spełnionym.  Z pomysłami na siebie i swoje życie, które bezwzględnie realizuje krok po kroku.

Nie on jedyny, internet jest pełen ludzi, którym się udało. Dziesiątki blogerów i vlogerów potrafiących wyciągać z sieci niezłe pieniądze i sławę. To całkiem inny świat od naszego. Nasz świat jest smutny, wiecznie napięty w oczekiwaniu na kolejny występ politycznych kretynów. 90 procent informacji, z którymi  się spotykamy to ponury strumień kolejnych wpadek, skandali i politycznej gry na najniższym poziomie.

Czuję się czasami jak jakiś obcy z odległej planety gdy zaglądam na blogi ludzi ... szczęśliwych. Ludzi dla których nie ma znaczenia czy Prezydentem Polski jest Bronisław Komorowski czy Angela Merkel. Ludzi często bez nawet szczątkowych poglądów politycznych uznających codzienne informacje prezentowane w Faktach czy Wiadomościach za nic nie znaczące brednie, które ich nie dotyczą. Czytam więc sobie o nowych iPhonie lub notebooku z 4 rdzeniowym procesorem, na którym mógłbym prezentować czytelnikom moje pasje lub puste butelki po zagranicznych winach i  zastanawiam się kto jest wygrany. Taki Kominek, który dzięki swoim umiejętnościom żyje pełnią życia w kolorowym kraju zwanym Polską czy ja bloger polityczny użerający się z debilami w komentarzach na Salon24. Człowiek narażający śmiertelnie swoje szare komórki wczytując się w wypociny różnych  sakiewiczów, semków czy  karnowskich. Tramp eksplorujący nasze polityczne pustynie bezmyślności i poruty. Komentator  szarej polskiej rzeczywistości.

...i powiem Wam szczerze: tamten inny świat jakoś mnie nie porywa. Jest ciekawy i zaglądam do niego z chęcią. Trochę jak do sosnowieckiego egzotarium by co jakiś czas ukoić skołatane nerwy widokiem pięknej nawet zimą palmiarni. Tyle tylko, że to nie mój świat...

piątek, 27 grudnia 2013

"ad personam: Widząc, że przeciwnik jest mocniejszy, atakować go osobiście, obrażać lub w jakikolwiek sposób porzucać prawdziwy przedmiot sporu. "


Ostatnia zasada erystyki wg Schopenhauera idealnie pasuje do poziomu  jaki stosują media szumnie zwane niezależnymi. Niezależność ta wynika raczej z uwolnienia się od ogólnie przyjętych dobrych zasad dziennikarstwa niż niezależności w dobrym tego słowa rozumieniu. Jednak to temat na inny wpis.

Kompletnie nie rozumiem histerycznych wręcz reakcji niektórych z bohaterów wydanej przez stajnię Sakiewicza pozycji "Resortowe dzieci". Książka  ma nam udowodnić iż dzisiejsza wolna Polska to tak na prawdę chora kreacja komunistycznych siepaczy i ich plugawego potomstwa. Komunizm nie upadł tylko został delikatnie odłożony do suchej i czystej piwnicy, a jego twórcy i wierni użytkownicy przy pomocy maskirówki z Wałęsą i Okrągłym Stołem nadal czerpią profity pasożytując na naszej Ojczyźnie.

Nie rozumiem reakcji Lisa czy Żakowskiego ponieważ dają one pożywkę dla autorów książki. Bez ich reakcji słaba pozycja Kanii rozpłynęła by się jedynie wśród miłośników takich lektur. Ich nawet dotyk Anioła nie zamieni już w homo sapiens i chętnie będą wydawać pieniądze na prawdy objawione, które w łatwy i przystępny sposób wyjaśnia im ich życiowe niepowodzenia i usrane pokrzywami życie.

...a tak?  Portale i media jak to się u posmoleńskich pisze: głównego nurtu podchwyciły temat i drążą słowo po słowie tej pożal się Boże pseudo historycznej książki.

Cała socjotechnika stosowana przez Sakiewicza i jemu podobnym opiera się na 32 zasadach erystyki Schopenhaurea. Akurat tacy ludzie jak Żakowski czy Lis powinni o tym wiedzieć i nie dawać się wpuszczać w puste dyskusje i bezsensowne przepychanki. Wchodzenie w starcie z walczącymi o życie na rynku medialnym pustakami pokroju Karnowskich czy Sakiewicza nie ma większego sensu. Zostawcie im to szambo, z którego od lat żyją. Są w Polsce organizmy, które potrzebują ich prawdy objawionej jak nomen omen kania dżdżu.

Lepiej do szamba wrzucać kostki zapachowe niż granat ... i tego życzę resortowym dzieciom

poniedziałek, 23 grudnia 2013

...Świąt Bożego Narodzenia Polska sobie życzy. To chyba najważniejsze życzenie w naszym kraju. Każdy sobie zdrowia życzy bo wie, że jak jeden z drugim wpadnie w ręce publicznej służby Arłukowicza to już żywy z tego wyjść nie musi.

Spokojne nie muszą być. W końcu to Święta i to nie byle jakie. Cieszyć się trzeba i wiwatować z narodzin nomen omen ha-nocri'ego, a nie w zadumie w fotelu przed świątecznym odcinkiem Kiepskich pierwszej gwiazdki wyczekiwać. Nie ma sensu się zamykać w czterech ścianach, radia ściszać i pilnować by sąsiedzi nie usłyszeli jakie to  w tym roku Aniołek prezenty przyniósł. Alleluja i do przodu - dobry człowiek się narodził.

Pieniędzy Wam życzyć nie będę. Jak człowiek mądry i zaradny to same przyjdą, a że  w dzisiejszym świecie pieniądze przecież tylko złodzieje i resortowe dzieci mają to życzyć Wam pieniędzy to jak czarną polewkę w talerze lać.

Jednego można nam wszystkich życzyć by nam  narodowi polskiemu na dobre wyszło: mądrych ludzi wokół siebie i mądrości w sobie.

...więc  tego, a także zdrowia Wam nocri życzy z okazji Świąt Narodzenia Chrystusa i Nowego Roku zbliżającego się wielkimi krokami.

 

 

 

piątek, 23 sierpnia 2013

Odkąd pojawił się w Polsce serwis You Tube, a do tego inna część potentata Google pozwoliła na prezentowanych tam treściach zarabiać żywą gotówkę, mamy wysyp lepszych lub gorszych vlogów. Tytułowy vloger Kocham gotować, w realu Paweł Ogiński, od kilku dni wisi na tapecie i stał się tematem dyskusji o wolność słowa w internecie. Jego test tatara z Sokołowa wywołał burzę jakiś czas temu ale dopiero teraz burza przemieniła się w nawałnicę. Firma bowiem rzuciła na blogera oddział wysportowanych prawników.

Rozprawa przewidziana jest na wrzesień ale ja nie o tym dzisiaj chciałem. Nie bardzo chce mi się bronić vlogera bo już  kilka miesięcy temu gdy zapoznałem się z materiałem zauważyłem, że chyba ciut przegiął pałkę. Inne jego testy także uderzyły bezpośrednio w firmę Sokołów tym samym w internecie pojawiło się podejrzenie, że za antyreklamą firmy może stać inny mięsny potentat. Piotr Ogiński naraził się tym samym na prawie pewną interwencję poszkodowanej firmy chociaż pewnie nie takie było jego zamierzenie. Nad firmą Sokołów też się nie będę pastwił bo ów proces to strzał w kolano i tego chyba tłumaczyć nie trzeba. Znam co najmniej jednego blogera, który na takiej awanturze wypłynął na szerokie wody internetu i zarabia w nim ciężkie pieniądze. Przyczepię się jednak to sprawy, która jakoś w całym tym zamieszaniu uciekła na plan drugi jeśli nie trzeci.

Co dalej z różowym tatarem z Sokołowa? Czy ów test vlogera  nie jest przypadkiem sygnałem dla odpowiednich służb w tym kraju by sprawdzić jakim cudem po obróbce cieplnej ponoć doskonałe mięso wygląda tak jak na załączonym obrazku z lewej strony? Czy polskie firmy produkujące żywność są w odpowiedni sposób kontrolowane? Przypuszczam, że niestety prawo zezwala producentom wyrobów mięsnych i wędlin wypuszczać na rynek takie oto cuda kulinarne powodujące na sam widok odruch wymiotny. Pewnie ilość chemicznych lub innego rodzaju składników konserwujących produkt jest zgodna z normami UE ale wierzcie mi ten test pokazał, że król jest nagi.

Na nic się zda sądowa batalia firmy z vlogerem. To o czym jako konsumenci czasami rozmawiamy teraz zostało nam pokazane. Teraz już wielu z nas rozumie dlaczego po spożyciu reklamowanych i renomowanych produktów odbija nam się papierem toaletowym i suszy jak menela na kacu. Jaki jest morał tej bajki o tatarze z Sokołowa?

Internet jest pełen dobrych blogów kulinarnych. Uczcie się gotować i jeść produkty, które przyrządzicie sami. To wcale nie jest trudne, czasochłonne ani nawet kosztowne.

 

@edit

 

Czytelnik zwrócił mi w komentarzu uwagę na dość istotną rzecz dotyczącą tego czego się najbardziej czepiłem czyli koloru mięsa po usmażeniu. Okazuje się, że rozwiązanie jest dość proste, a ja odnalezieniu tego w sieci nie sprostałem choś nie było to trudne. Uzupełniam więc blog o link do blogerki, która to zauważyła i opisała:

"(...)Generalnie każda różowa szyneczka go zawiera (bez azotynu sodu taka szynka byłaby szara – taki jest jej naturalny kolor). Już niewielki dodatek azotynu sodu daje pożądany efekt (około 12 ppm – część na milion) – tak więc jest go tam niedużo – nawet jeśli jakaś firma nie bardzo by się interesowała zdrowiem konsumentów to będzie go dodawać niewiele po prostu ze względów finansowych." - platyna.org

czwartek, 22 sierpnia 2013

Sezon ogórkowy nadal w pełni więc temacik dość luźny tym bardziej, że po przeczytaniu poniższego artykułu zdałem sobie sprawę, że sam otarłem się o taka awanturę. Pewna oto pani z prozaicznego powodu spóźniła się ze spłatą raty za prąd dostarczony przez Tauron. Żeby tego było mało podczas spłaty pomyliła się o 19 groszy. Prawnicy firmy postanowili klientce nie odpuścić win i sprawa trafiła na wokandę. Można się domyślić, że sąd nie miał specjalnie wyjścia i firmie Tauron przyznał rację tym samym 19 groszy zamieniło się w ponad pół tysiąca złotych różnych sądowo-skarbowych opłat.

"Właścicielka jednej z wrocławskich kawiarni zalegała z opłatą za jedną fakturę za prąd. Mimo że zawsze płaci na czas, dostawca energii wniósł sprawę do sądu" - gazeta.pl

Do sądu pretensji nie mam bo dura lex sed lex ale firma okazała się mieć prawników kretynów. Zarobili dla firmy 19 groszy powodując spadek wiarygodności i ogólnonarodową porutę w mediach. Jak tak sobie PRowiec Taurona zyski i straty firmy przeliczy to wyjdzie mu zapewne, że powinien kancelarii prawnej obsługującej firmę kopa w dupę zasadzić...

Sprawa zaintrygowała mnie też  z tego powodu: zdarzyło mi się odhaczyć w kajeciku zapłacony prąd, który w rzeczywistości zapłacony nie został. Po 2 miesiącach otrzymałem z firmy pismo, w którym prawniczym językiem uświadomiono mi mój błąd i postraszono konsekwencjami. Z racji tego, że długów mieć nienawidzę, a i konsekwencje zrobiły na mnie wrażenie, pędem udałem się do przedstawiciela firmy w naszym mieście. Uśmiechnięta i miła pani wytłumaczyła mi po cichu, że takie "straszne" pisma wysyłają specjalnie i żebym się nie przejmował. Enion ma dłużników co i kilka miesięcy zalegają ale firma takie sprawy załatwia spokojnie dając czas zapominalskim na poprawę. Dług zapłacony, sprawdzone konta w komputerze, do widzenia, miłego dnia i po sprawie.

Zdrowe ludzkie podejście? Jak najbardziej. Każdy ma prawo popełnić błąd.

Firma Tauron wychodzi najwyraźniej z innego założenia - nie ma przebacz. Dla 19 groszy warto wytoczyć największe działa. Pytanie się jednak pojawia czy dłużniczka otrzymała stosowne powiadomienia i czy czasami wysłanie takiej informacji nie należy do firmy obowiązków. Chociaż ... o czym tu mowa ... i bez takiego obowiązku to według mnie podstawowa ścieżka załatwiania spraw między firmą, a jej klientem.  Ciekaw jestem czy firma jakoś oficjalnie się odniesie do rewelacji gazety.pl

 

wtorek, 18 września 2012

Z cyklu: "Uwolnione myśli Tomasza Sakiewicza"

Czytam dziś takie oto coś:

"W ostatnich miesiącach budowane jest zaplecze do nowej partii prawicowej, która złagodzi opór Polaków wobec rosyjskiego imperializmu. (... )Moskwa najprawdopodobniej przegrała swoją szansę na zbudowanie silnego, nowoczesnego państwa. Rzutem na taśmę chce podtrzymać jego istnienie przy pomocy rosyjskich partii w krajach ościennych. Zapłacimy za to nie tylko ograniczeniem suwerenności, ale i potężnymi daninami na rzecz Kremla." - niezależna.pl

...i taka mnie jakoś naszła refleksja:

Czy Tomasz Sakiewicz nie jada czasem wątróbki u Dawida B.  zdetronizowanego króla dopalaczy? Przestaje już ogarniać błyskotliwość umysłu naszego prawicowego myśliciela :)

wtorek, 10 lipca 2012

Tomasz Lis przegiął. Nie drażniły mnie różnego rodzaju okładki mające pobudzić potencjalnych czytelników do zakupu tygodnika, którego stał się naczelnym. Świat medialny już dawno poszedł w kierunku tabloidyzacji. Można się z tym nie zgadzać i taki sposób uprawiania dziennikarstwa krytykować ale przejść obok tego obojętnie już się nie da. To nie media kreują rzeczywistość. To popyt ją kreuje. Jest popyt na tabloidy krzyczące kontrowersyjnymi okładkami więc właściciele pism ukierunkowują się właśnie na ten typ medialnej działalności.

Jednak dziś red. Lis przegiął pałę. Nienawidzę polityki rodzinnej jaką stosują od wieków zwolennicy skrajnej prawicy. Tylko ludzie słabi i lękliwi grzebią w życiorysach i życiu prywatnym adwersarzy. Brak argumentów zastępują klejeniem łat. Łata żyda, łata komucha, łata alowca...rzuć błotem coś się przyklei. Nie potrafisz pokonać przeciwnika w bitwie na argumenty ? Poszukaj mu w rodzinie Żyda - nie będziesz musiał z nim dyskutować bo z Żydami się nie dyskutuje. Od lat ten styl był zarezerwowany dla polskiego pseudopatriotycznego szlamu. Redaktor Newsweeka ni z gruchy ni z pietruchy postanowił prześledzić losy ojca Jarosława Kaczyńskiego - Rajmunda. Teoretycznie artykuł niczego sobie - historyczna opowieść o człowieku, którego historia może być dla jednych ciekawa dla innych nudna. Pytanie się jedynie nasuwa - po co taka opowieść w tygodniku chcącym kreować rzeczywistość polityczną w naszym kraju ? Czy Rajmund Kaczyński to bohater polskiej historii mający zmienić coś w postrzeganiu naszej polskiej historii ? Ot człowiek jak każdy inny. Z zaletami i wadami. Z historią lepszą i gorszą. Zwyczajny Polak w niezwyczajnych czasach...

Dla mnie odpowiedź jest jedna. Artykuł miał uderzyć w czuły punkt Prezesa Kaczyńskiego i tyle. Innego powodu nie widzę. Krąży od lat w sieci historia rodziny Kaczyńskich, której szczegóły budzą co najmniej wątpliwości w czytelnikach. Historia żołnierza AK żyjącego ponad stan w stalinowskim kraju budzi emocje ludzi, którzy wiedzą jak traktowano ich bliskich, którzy się o Armię Krajową czasami zaledwie otarli. Uważam, że artykuł w Newsweeku miał zwrócić uwagę właśnie na to mimo, że samemu o tejże sprawie nie traktuje. Zdaję sobie sprawę, że w okolicach dysput nad kolejną prowokacyjną akcją red. Lisa pojawią się linki do miejsc, w których dużo głębiej grzebie się w życiorysach rodziców prezesa PiS. Uważam to za ohydną manipulację.

Polityka rodzinna to najgorsza z możliwych działalności mających na celu obniżenie wartości przeciwnika. Zawsze w takim momencie przypomina mi się scena z filmu "Chłopiec w pasiastej piżamie" gdzie nazistowski oprawca rozprawia się z drugim nazistowskim oprawcą z pomocą przeszłości jego rodziny. Patrz od 07:15 minuty filmu:

Co ciekawe samemu naraża się na atak gdyż i w jego rodzinie można znaleźć osoby, za które on sam trafiłby na front wschodni lub do Dachau. Takie były konsekwencje zatajania własnych rodzinnych trudnych spraw przed nazistowską władzą w czasach III rzeszy. Świetny przykład dlaczego prowadzenie takiej działalności uważam za godne potępienia. Grzebanie w rodzinach i przeszłości zostawcie szubrawcom i ludziom z rynsztoka nacjonalizmu. Szczury są świetne w tym co robią co nie oznacza, że ludzie mają żyć tak jak one.



 
1 , 2 , 3